<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Felietony i recenzje | polskiearaby.com</title>
	<atom:link href="https://polskiearaby.com/category/felietony-i-recenzje/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://polskiearaby.com</link>
	<description>Portal miłośników koni arabskich</description>
	<lastBuildDate>Tue, 28 Feb 2023 13:10:04 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.8.5</generator>

<image>
	<url>https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2020/09/favicon2-500x500-1-150x150.png</url>
	<title>Felietony i recenzje | polskiearaby.com</title>
	<link>https://polskiearaby.com</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
	<item>
		<title>Z dziennika Atamana: Reanimacja trupa, czyli rzecz o polskim arabie na początku 2023 roku</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/43262-z-dzinnika-atamana-reanimacja-trupa-czyli-rzecz-o-polskim-arabie-na-poczatku-2023-roku</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 28 Feb 2023 12:06:26 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=43262</guid>

					<description><![CDATA[Z góry przepraszam, będzie dość długo i bardzo gorzko. Piszę te słowa zainspirowany niejako spotkaniem w Białce, ponieważ myślę, że czas jest na tyle ostateczny, żeby w gronie ludzi, którym jeszcze na czymś zależy, pochylić się nad polskim arabem. A sytuacja jest moim zdaniem arcy trudna i tylko sensowne, spójnie, a przede wszystkim mądre działania [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Z góry przepraszam, będzie dość długo i bardzo gorzko. Piszę te słowa zainspirowany niejako spotkaniem w Białce, ponieważ myślę, że czas jest na tyle ostateczny, żeby w gronie ludzi, którym jeszcze na czymś zależy, pochylić się nad polskim arabem. A sytuacja jest moim zdaniem arcy trudna i tylko sensowne, spójnie, a przede wszystkim mądre działania są w stanie uchronić, to nasze dziedzictwo, pod nazwą polski koń arabski od kompletnej katastrofy. To oczywiście moje subiektywne spojrzenie, jednak chciałbym się nim podzielić mając głębokie przekonanie, że prezentowany przeze mnie obraz w dużej mierze odpowiada stanowi rzeczy.</p>
<p>Zacznijmy od diagnozy: Arabski odsadek kosztuje w tej chwili mniej niż rasowy szczeniak. Podaż jest kilkukrotnie większa, niż zapotrzebowanie rynku. Na stronach sprzedażowych wisi obecnie około dwustu ofert koni czystej krwi. Arab jest dzisiaj najtańszym koniem na rynku i najmniej poszukiwanym. Co roku powołujemy do życia kilkaset istnień końskich, na które nie ma żadnego pomysłu. Z drugiej strony hodowla pada czego najlepszym przykładem jest to, że młode wałachy są chętniej kupowane niż młode klacze, w dodatku za lepsze pieniądze.</p>
<p>Na naszych oczach rozlatuje się mit hodowli pokazowej, czyli w założeniu produkcji koni, które nie nadają się do niczego, poza tym, że można zrobić im zdjęcie. Europejskie pokazy tracą jakikolwiek prestiż, frekwencję i sens. Zabawa przenosi się na podwórko szejków, a tam pierwsze skrzypce grają, ci którzy mają je grać. Dociera też coraz więcej informacji, że ECAHO, to nic innego jak FIFA w miniaturce. Może być Mundial w Katarze, dlaczego nie ma być Paryża? Cały rynek wisi tak naprawdę na włosku kapryśnych dżentelmenów, którym konie znudzą się równie szybko jak polskie dziewczyny w Dubaju.</p>
<p>Moim zdaniem jesteśmy świadkami kompletnego fiaska hodowlanej koncepcji skoncentrowanej na wyhodowaniu championa, wedle której liczy się jeden na sto, reszta zaś jest odpadem. To podejście doprowadziło do tego, że polski koń arabski od prawie dwudziestu lat selekcjonowany jest wyłącznie na jedną cechę, tak zwaną urodę pokazową. Wybaczcie nie będę szczypał się w język &#8211; Odpad z takiej hodowli w znakomitej większości nadaje się jedynie na karmę dla psów.</p>
<p>Stare powiedzenie mówi: tanie mięso psy jedzą! Nieudane pokazowce za przysłowiowy psi grosz trafiają w miejsca, w których nigdy nie powinny się znaleźć – do handlarza końską tandetą, na łańcuch i do różnego rodzaju „trzymaczy”, którzy o koniach arabskich mają zerowe pojęcie. I tak trzysta lat historii, tradycji, narodowej dumy ląduje w skleconych z blachy slumsach, bez padoku, pastwisk, odrobiny wiedzy, emocji, uczucia. Niektóre mają trochę więcej szczęścia i zamiast męczyć się latami przywiązane do słupa, jadą prosto do rzeźni i to z roku na rok w coraz większej ilości.</p>
<p>Aby obraz polskiego araba był pełniejszy, warto dodać, że związki hodowlane od dawna są kompletną fikcją, bez idei działania, koncepcji, pomysłu, czy po prostu chęci realizacji jakiejkolwiek wizji. Temu stanowi wydaje się poddawać niemal całe tak zwane środowisko, emanując marazmem i biernością. Jeśli nic się nie zmieni, w najbliższym czasie czeka nas dalsza degrengolada, upadek resztek prestiżu i powolne dogorywanie, a w konsekwencji pewnie likwidacja stadnin państwowych. Los ten musi podzielić również większość prywatnych hodowli, nastawionych na ilość (zgodnie z obowiązującą zasadą, że trzeba wyhodować sto na jednego championa). Nie mam wątpliwości, że za chwilę konie z takich miejsc będą wyjeżdżać głównie w jednym kierunku, zresztą są już podobno tego smutne przykłady.</p>
<p>Czy tak musi być, czy można jeszcze coś zrobić, żeby odwrócić tę dramatyczną sytuację? Jestem przekonany, że tak, chociaż zadanie jest bardzo trudne, ale jeśli nie chcemy tylko patrzeć jak polski arab dogorywa, nie mamy wyjścia.</p>
<h4>Leczenie</h4>
<p>Uważam, że jedynym ratunkiem jest powrót do korzeni, do naszych tradycji hodowli i zażywania araba. Polski koń arabski na powrót musi stać się koniem potrzebnym, koniem użytkowym, znakomitym pod siodło. Już nawet nie pięknym i dzielnym, ale dzielnym i pięknym. Przywołam tu najsłynniejszego konia, który zachwycił świat i podbił Amerykę. Baska nie ceniono za to, że ładnie kłusował wodzony na nitce, ale za to że sprawdzał się w każdej formie użytkowania pod siodłem, jak i w zaprzęgu, za kapitalny charakter, który przekazywał. Na amerykańskich ranczach konie po Basku miały opinię łatwych w użyciu, chętnych do pracy, zdrowych, łagodnych z bardzo dobrą psychiką. To były powody, dla których używano go tak chętnie w hodowli, a konie z jego krwią były cenione. Tymczasem my, przez ostatnie dziesiąt lat robiliśmy prawie wszystko, żeby takich koni u nas nie było. Odbyłem w ostatnim czasie kilka rozmów i wizyt u hodowców koni głównie ras amerykańskich, na które jest popyt, które mają cenę i ustaloną markę. Usłyszałem od nich, że dzisiejszy klient, to słaby, niedzielny jeździec, który nie ma czasu, ani nie chce się specjalnie uczyć. Chętnie zapłaci naprawdę godziwe pieniądze za konia, łatwego, spokojnego, bezproblemowego w obsłudze, po to żeby bez stresu wyjechać na niedzielną przejażdżkę. Najważniejsza jest głowa, później budowa, a na trzecim miejscu uroda konia czy modna maść – przekonywali.</p>
<p>Powiedz mi kto przyjedzie kupić dobrego, pewnego konia pod siodło, do stajni, w której się nie jeździ? &#8211; pytali.</p>
<p>Po naszej rozmowie przejrzałam oferty sprzedaży arabów – usłyszałem od znajomej hodowczyni quarterów. Z ponad 200 ogłoszeń nie wzięłabym żadnego konia dla mojej dwunastoletniej córki. Nie gniewaj się, ale dzisiejsze araby, to konie albo dla specjalistów, albo dla samobójców, a takich klientów jest bardzo mało.</p>
<p>Prawda pomyślałem, a z drugiej strony jak to się dzieje, że w Augustowie u Grzegorza Miklaszewskiego dwunastoletnie dziewczynki jadą w teren na dziesięciu arabach z czego połowa to ogiery? Sam prowadziłem przez kilka lat rajdy Arabami po Kresach, gdzie przyjeżdżali różni jeźdźcy, a konie zawsze dawały radę. Mój nastoletni syn jeździ terenowo na różnych arabach i nigdy nie chce zakładać wędzidła, prowadząc konie w absolutnym zaufaniu na kawałku sznurka. Takich przykładów jest więcej i świadczą one , że nie w koniach jest problem.</p>
<p>Jestem absolutnie przekonany, że jedynym ratunkiem dla polskiego araba jest siodło. Niestety rynek użytkowych koni arabskich w naszym kraju praktycznie nie istnieje. Poniżej przedstawiam kilka pomysłów na to, co należy zrobić, aby go stworzyć, tak żeby nasz koń arabski stał się cenionym wierzchowcem, cieszył się prestiżem, był na niego popyt przejawiający się również w godziwych cenach.</p>
<p>1.<br />
Zmniejszyć produkcję. Zastanówmy się czy kryjemy tylko po to, żeby zobaczyć jaką źrebak ma główkę, czy po to żeby wyhodować kompletnego konia, którego kiedyś sprzedamy komuś jako dobrego, wiernego wierzchowca, w dodatku za przyzwoite pieniądze. To istotne, bo za ceną idzie poszanowanie. Tylko za komuny ilość przechodziła w jakość. Uważam, że droga jest w ograniczeniu ilości na rzecz jakości.</p>
<p>2.<br />
Metody hodowlane. Czas wrócić do naszych odwiecznych i sprawdzonych hodowlanych tradycji, a więc do przestrzeni i stada, a nie klatek i boksów. Układałem już araby z hodowli tzw. wolnowybiegowych i to są inne konie, zdrowe, odporne psychicznie, o prawidłowych relacjach stadnych, łatwe w pracy i przewidywalne.</p>
<p>3.<br />
Selekcja na psychikę. Nie robiliśmy jej właściwie od wojny. Jeśli chcemy mieć konie po które ludzie sięgną, to należy kryć dobre i sprawdzone użytkowo klacze takimi samymi ogierami. Przy czym za sprawdzian cech użytkowych nie uważam wyścigów, bo dwa kilometry po torze poleci i największy wariat, ale żeby wozić dziecko po lesie koń musi spełnić dużo wyższe wymagania.</p>
<p>4.<br />
Oparcie programu hodowlanego na liniach i rodach polskich, które od wieków były końmi użytkowymi. Polski arab to również znak firmowy, który zawsze nas wyróżniał, był marką jaką należy odbudować i hołubić.</p>
<p>5.<br />
Doprowadzenie do zmiany wizerunku konia arabskiego. Pokazywanie, promowanie, nagradzanie koni, jeźdźców, właścicieli i hodowców koni o talentach użytkowych. Trzeba inaczej o tych koniach mówić, pisać, inaczej je pokazywać. Wielka prośba do naszych fantastycznych fotografów zacznijcie fotografować araby pod siodłem. Pokażmy te konie jako świetne wierzchowce rodzinne i użytkowe.</p>
<p>6.<br />
Edukacja. Spotkania, seminaria, szkolenia, wykłady dotyczące specyfiki rasy, metod treningu, sposobów użytkowania, hodowli, utrzymania koni arabskich.</p>
<p>7.<br />
Wprowadzenie Sportowych Rajdów Konnych jako alternatywnej próby dzielności, która dużo lepiej odpowiada specyfice rasy niż wyścigi.</p>
<p>8.<br />
Promocja dziedzictwa, tradycji, kultury, historii związanych z polskim koniem arabskim.</p>
<p>9.<br />
Wytworzenie swego rodzaju mody, a nawet snobizmu, który zakłada, że w dobrym tonie jest aby hodowcy i miłośnicy rasy jeździli na arabach. Jeśli my sami nie damy przykładu, jeśli nie będziemy dosiadać swoich koni, to dlaczego mają to robić inni? Chlubą każdej arabskiej stadniny, niezależnie od prowadzonego kierunku hodowli, powinno być to, że jeździ się w niej na własnych koniach.</p>
<p>10.<br />
Być może sytuacja dojrzała do tego, że powinno powstać jakieś ciało czy organizacja, która zajęłaby się stworzeniem marki polskiego araba użytkowego. <br />
Bardzo liczę na to, że w nieodległej przyszłości uda się spotkać w gronie, któremu będzie zależało, aby obecny stan rzeczy odmienić, i będzie to zaczyn czegoś nowego. Pojawią się pomysły, chęci i działania. Dziękuję za uwagę.</p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziennika Atamana: Pentagram</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/42650-z-dziennika-atamana-pentagram</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2023 17:10:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=42650</guid>

					<description><![CDATA[Krycie zaczyna się po dwudziestce Kończyło się drugie tysiąclecie, kiedy w stadninie w Janowie znakomita jak się później okazało klacz stadna Pętla, wydała na świat swoje pierwsze źrebię. Ogierek był synem fenomenalnego na torze, najlepszego po wojnie konia wyścigowego polskiej hodowli, ogiera Druid. Maluch dostał imię na dźwięk którego, co tu dużo gadać, włos się [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><h4>Krycie zaczyna się po dwudziestce</h4>
<p>Kończyło się drugie tysiąclecie, kiedy w stadninie w Janowie znakomita jak się później okazało klacz stadna Pętla, wydała na świat swoje pierwsze źrebię. Ogierek był synem fenomenalnego na torze, najlepszego po wojnie konia wyścigowego polskiej hodowli, ogiera Druid. Maluch dostał imię na dźwięk którego, co tu dużo gadać, włos się na plecach jeży. Pięcioramienna gwiazda wpisana w koło to powszechnie symbol szatana. Jednak jak się okazuje nie tylko, według niektórych teorii, to również symbol pięciu kluczowych życiowych zasad takich jak: sprawiedliwość, cnota miłość, mądrość i prawda. I może tego się trzymajmy.</p>
<p>Pentagram bardzo dobrze poradził sobie na torze wyścigowym. Biegał dwa sezony, wygrał cztery straty w tym nagrody Piechura i Pamira, drugi był w nagrodzie Kabareta i czwarty w Derby. Po zakończeniu kariery na krótko wrócił do macierzystego Janowa, następnie został sprzedany stadninie w Białce. Mogłoby się wydawać, że młody, poprawny i urodziwy ogier, syn Druida, a wnuk Wojsława, z ginącego męskiego rodu Bairactara or. ar., od matki, która dała cztery ogiery czołowe (oprócz Pentagrama Pętla wydała na świat jeszcze ogiery Poligon, Pedagog i Pogrom), dostanie szansę w państwowej, elitarnej jak się wówczas mawiało hodowli. Inny był jednak wiatr w kominach i ogier bardzo szybko trafił na tzw. punkt w woj. kieleckim, gdzie przez wiele lat krył klacze głównie półkrwi, ale i czystej. Był czynny, ale niejako w drugim obiegu, bo w tym oficjalnym słuch w zasadzie o nim zaginął.</p>
<figure id="attachment_42653" aria-describedby="caption-attachment-42653" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/2-1.jpg"><img fetchpriority="high" decoding="async" class="size-medium wp-image-42653" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/2-1-700x486.jpg" alt="Klacz Hilajla (Medalion - Hepala po Lawrence El Gazal) z tegorocznym ogierkiem Hipolit po og. Pentagram, fot. Ewa Imielska-Hebda" width="700" height="486" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/2-1-700x486.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/2-1-1024x711.jpg 1024w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/2-1-768x533.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/2-1.jpg 1500w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42653" class="wp-caption-text">Klacz Hilajla (Medalion &#8211; Hepala po Lawrence El Gazal) z tegorocznym ogierkiem Hipolit po og. Pentagram, fot. Ewa Imielska-Hebda</figcaption></figure>
<p>Kilka lat temu znowu pojawił w ofercie dzierżawy stadniny w Białce i tym sposobem trafił do Augustowa, do znanej stajni Grzegorza Miklaszewskiego od lat promującej użytkowanie koni arabskich pod siodłem. Spędził dwa albo trzy sezony na uroczej Suwalszczyźnie, ale uwaga, nie pokrył w tym czasie żadnej klaczy. Grzegorz Miklaszewski używał Pentagrama wyłącznie pod siodło, szlifowały na nim swoje jeździeckie umiejętności młode amazonki, a zakochane w ogierze siedmiolatki podróżowały na nim po Puszczy Augustowskiej. Wówczas też dał się poznać jako znakomity arab użytkowy, bardzo zrównoważony, subtelny w prowadzeniu, odważny w terenie.</p>
<p>Po tym czasie na krótko znowu wrócił do Białki, bynajmniej nie z powodów hodowlanych, po czym został sprzedany do prywatnej stadniny, gdzie również nie został użyty. Jak nie idzie, to nie idzie. Kiedy pojawiła się kolejna oferta sprzedaży, Grzegorz Miklaszewski od dawna zakochany w koniu, kupił ogiera i tym sposobem Pentagram na powrót wylądował w Augustowie, i jak się łatwo domyślić ponownie zaczął wozić panienki po puszczy. Na szczęście nie tylko.</p>
<p>Czasy trochę się zmieniły. Może pojawiła się refleksja, dotarła świadomość, przyszło opamiętanie… Dość powiedzieć, że na stare lata gwiazda Pentagrama zaświeciła blaskiem, jakiego może mu pozazdrościć pewnie ze trzy czwarte czołowych ogierów. W ostatnich trzech latach, włączając tegoroczny sezon, urodziło się po nim i urodzi pewnie ponad czterdzieści sztuk potomstwa. Spektakularna była decyzja Białki, która w ubiegłym roku dzierżawiąc Pentagrama przeznaczyła pod niego dziesięć klaczy. Tym samym jest spora nadzieja, że najstarszy w naszej hodowli ród męski Bairactara doczeka się kontynuacji i któryś z rodzących się ogierków będzie na tyle obiecujący, że poniesie dalej sztafetę pokoleń.</p>
<figure id="attachment_42654" aria-describedby="caption-attachment-42654" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/3-1.jpg"><img decoding="async" class="size-medium wp-image-42654" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/3-1-700x497.jpg" alt="Pentagram, fot. Ewa Imielska-Hebda" width="700" height="497" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/3-1-700x497.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/3-1-1024x726.jpg 1024w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/3-1-768x545.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/3-1.jpg 1500w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42654" class="wp-caption-text">Pentagram, fot. Ewa Imielska-Hebda</figcaption></figure>
<p>Przez krótki czas Pentagram stał w mojej stajni i miałem przyjemność kilka razy go dosiadać. Urodziwy, może nie urodą cukierkowego pokazowca, ale klasycznego polskiego pięknego i dzielnego araba. Prawidłowej budowy, dobrze związany, kawał szyi i kości, bo znajdźcie mi dzisiaj ogiera, który miałby dwadzieścia w nadpęciu… Do tego porządne stawy, kopyta i 159 cm w kłębie. Nie tka, jak sporo ogierów stojących większość życia w boksie, w wieku dwudziestu czterech lat nie ma żadnych problemów oddechowych, zdrowy i ciągle użytkowany wierzchowo. Pod siodłem niezwykle zrównoważony i opanowany. Znakomity na froncie, bez problemu pójdzie w zastępie za klaczą, jak i z jej boku, co w przypadku kryjącego ogiera nie jest wcale takie częste. Kilka lat mieliśmy też syna Pentagrama Amanta od Alahandry po Gem. Wałach użytkowo bez zarzutu. To był jeszcze czas, kiedy prowadziłem po Kresach rajdy i na Amanta zawsze mogłem posadzić nawet niekoniecznie wybitnego jeźdźca. Był pewny jak szwajcarski bank, a do tego kościsty, mocny i urodziwy. Pytałem wiele osób i panuje zgodna opinia, że Pentagram daje potomstwo, które ma dobrze poukładane pod sufitem. Dzięki temu raczej łatwe i nie sprawiające problemów zarówno w obsłudze jak i pod siodłem. To dzisiaj niezwykle ważne, bo nie oszukujmy się, wybitnych jeźdźców to my mamy tylu, co kot napłakał, a z każdej strony słychać: panie tylko żeby spokojny, spokojny, spokojny…</p>
<figure id="attachment_42657" aria-describedby="caption-attachment-42657" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/IMG_0292.jpg"><img decoding="async" class="size-medium wp-image-42657" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/IMG_0292-700x525.jpg" alt="Pentagram podczas zimowej przejażdzki, fot. Krzysztof Czarnota" width="700" height="525" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/IMG_0292-700x525.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/IMG_0292-1024x768.jpg 1024w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/IMG_0292-768x576.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2023/01/IMG_0292.jpg 1500w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42657" class="wp-caption-text">Pentagram podczas zimowej przejażdzki, fot. Krzysztof Czarnota</figcaption></figure>
<p>P.S. Do Białki zawitał właśnie inny dwudziestolatek plus, który jeszcze nie miał szczęścia być użyty w państwowym stadzie. Michałowskiej hodowli derbista Don Carlos (Ganges – Decyzja po Pamir) wydobyty jakoby z wykopalisk, przedstawiciel ginącego u nas rodu Kuhailana Haifi. Jako sąsiada będzie miał ogiera Wiedźmin (Ekwipunek – Workuta po Monogramm) z innego ginącego rodu Ibrahima, również dwudziestolatka. A nie mówiłem &#8211; krycie zaczyna się po dwudziestce. Obyś żył w ciekawych czasach – głosi stare przysłowie. Właśnie żyję.</p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziennika Atamana: Konie ze Smolina</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/42537-z-dziennika-atamana-konie-ze-smolina</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 16 Dec 2022 08:23:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=42537</guid>

					<description><![CDATA[W mijającym roku Fundacja Smolin Andruszewski zaproponowała mi napisanie scenariusza do filmu dokumentalnego o Janie Andruszewskim ze Smolina. Zamierzenie realizowane jest w ramach polsko-ukraińskiego projektu pod nazwą: Gente Ruthenus Natione Polonus (z pochodzenia Rusin, z narodowości Polak). Jan Andruszewski, to żyjący na przełomie XIX i XX w. potomek starego szlacheckiego rodu, od wieków zamieszkującego powiedzielibyśmy [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>W mijającym roku Fundacja Smolin Andruszewski zaproponowała mi napisanie scenariusza do filmu dokumentalnego o Janie Andruszewskim ze Smolina. Zamierzenie realizowane jest w ramach polsko-ukraińskiego projektu pod nazwą: Gente Ruthenus Natione Polonus (z pochodzenia Rusin, z narodowości Polak). Jan Andruszewski, to żyjący na przełomie XIX i XX w. potomek starego szlacheckiego rodu, od wieków zamieszkującego powiedzielibyśmy dzisiaj pogranicze, a dawniej województwo lwowskie. Ziemianin, lekarz, literat, dziś niemal zupełnie zapomniany, pisał znakomite nowele i opowiadania jak choćby „Z ziemi łez i piękna”. Wspólnie z Gabrielą Zapolską stworzył dramat historyczny „Samuel Zborowski”. Wyzwanie zawodowo fascynujące, choć na pierwszy rzut oka mało końskie.</p>
<figure id="attachment_42539" aria-describedby="caption-attachment-42539" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-3.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-42539" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-3-700x559.jpg" alt="Dzieło pędzla Zbigniewa Rozwadowskiego, źródło: Fundacja Smolin Andruszewski" width="700" height="559" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-3-700x559.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-3-1024x818.jpg 1024w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-3-768x613.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-3.jpg 1500w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42539" class="wp-caption-text">Dzieło pędzla Zygmunta Rozwadowskiego, źródło: Fundacja Smolin Andruszewski</figcaption></figure>
<p>Dworu w Smolinie dawno już nie ma, spalili go Ukraińcy, a polska władza ludowa zagrabiła majątek, zdewastowała do reszty, zniszczyła przepiękny park i zabytkowe aleje. W miejscu dawnej rodowej posiadłości, położonej może pół kilometra od granicy z Ukrainą, została niewielka kupka gruzów. Widać stąd pola pod Niemirowem, gdzie Jan Sobieski podczas słynnej wyprawy z 1672 roku, rozgromił wielki czambuł tatarski, odbijając wielotysięczny jasyr. Zachowało się jedynie trochę pamiątek, stare fotografie dokumentujące życie dworu, przedmioty codziennego użytku, fragmenty zastawy i obrazy. Wśród tych ostatnich moją szczególną uwagę przykuły malowane we dworze konie. Szybko też okazało się, że nie byle jacy malarze portretowali smolińskie wierzchowce. Znany lwowski batalista, który przeszedł do historii jako malarz koni, Juliusz Holzmüller stworzył tu portrety konia z psami gończymi i konia w smolińskiej stajni. Zygmunt Rozwadowski, uczeń Matejki i współtwórca Panoramy Racławickiej, namalował smolińskie klacze Baśkę i Ewcię podczas zimowego podjazdu.</p>
<figure id="attachment_42540" aria-describedby="caption-attachment-42540" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-2.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-42540" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-2-700x513.jpg" alt="źródło: Fundacja Smolin Andruszewski" width="700" height="513" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-2-700x513.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-2-1024x750.jpg 1024w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-2-768x563.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-2.jpg 1500w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42540" class="wp-caption-text">źródło: Fundacja Smolin Andruszewski</figcaption></figure>
<p>Również z kilku innych obrazów i fotografii wyłania się w miarę klarowny obraz koni hodowanych w Smolinie jakieś sto kilkadziesiąt lat temu. Z pewnością były to wierzchowce szlachetne, widać w nich piętno orientu, w którym tak bardzo lubowała się kresowa szlachta. Gdyby nie maść, to koń z portretu Holzmüllera bez problemu mógłby robić za araba czystej krwi w starym, użytkowym typie. Kiedy pokazałem konie znamienitemu hodowcy i znawcy orientali Krzysztofowi Kordalskiemu, ten skomentował w te słowa: „Widać, że to nie są paradne konie, jeno na wojnę, polowanie i trudy dawnego życia. Najbardziej spodobał mnie się ów kasztan białogrzywy, wojennik to nad podziw”.</p>
<figure id="attachment_42541" aria-describedby="caption-attachment-42541" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-2.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-42541" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-2-700x483.jpg" alt="Dzieło pędzla Juliusza Holzmüllera, źródło: Fundacja Smolin Andruszewski" width="700" height="483" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-2-700x483.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-2-1024x707.jpg 1024w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-2-768x530.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-2.jpg 1500w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42541" class="wp-caption-text">Dzieło pędzla Juliusza Holzmüllera, źródło: Fundacja Smolin Andruszewski</figcaption></figure>
<p>W Smolinie nie prowadzono jakiejś wielkiej hodowli, a zwyczajnie na własne potrzeby stało w dworskiej stajni kilkanaście koni. Pod wierzch, do zaprzęgu i najpewniej do wszelkiej potrzeby w polu i w lesie. W jadalni sosnowego dworu wisiała kopia słynnego obrazu „Śmierć Hetmana Czarnieckiego”, ukazująca scenę pożegnania z ukochanym wierzchowcem. O podejściu do koni w Smolinie świadczy dobitnie tragiczna historia do jakiej doszło pewnego zimowego wieczoru. Jan Andruszewski wracał właśnie z obchodu pól, dzierżąc w dłoni niezawodną dubeltówkę, z którą nigdy się nie rozstawał. Docierając w obszar zabudowań usłyszał wrzaski i przekleństwa, dochodzące ze stajni. Kiedy wszedł, pijany fornal w szale i zacietrzewieniu, wymierzał koniowi potężne razy. Nie pomogły słowa, doszło do szarpaniny, sytuacja wymknęła się spod kontroli. Broń wypaliła, a rozwścieczony fornal padł trupem.</p>
<p>Jan Andruszewski wyjechał najpierw do Lwowa, potem do Zakopanego. Jakiś czas później wrócił do Smolina, gdzie leczył za darmo okoliczną biedotę. Jednak wypadek do jakiego doszło w stajni na stałe wyrył się w jego psychice. Zmienił się, sposępniał, stracił radość życia, a uśmiech już więcej nie zagościł na jego twarzy. „Jam nie z soli, ani z roli, ale z tego, co mnie boli” – cytowano często w sosnowym smolińskim dworze słowa Hetmana Czarnieckiego&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z Dziennika Atamana: Idą czasy lubowników</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/42493-z-dziennika-atamana-ida-czasu-lubownikow</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 02 Dec 2022 10:01:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=42493</guid>

					<description><![CDATA[Dawno mnie tu nie było. Uczciwie przyznaję, że podobnie jak naszą hodowlę arabów dopadł mnie stan marazmu i otępienia. Patrzę na te działania miłościwie nam panujących włodarzy, co to konia z bliska nie widzieli, ale mają przekonanie, że będzie to ich hobby. Patrzę na tor, na którym tajemne siły uparły się, żeby z araba uczynić [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Dawno mnie tu nie było. Uczciwie przyznaję, że podobnie jak naszą hodowlę arabów dopadł mnie stan marazmu i otępienia. Patrzę na te działania miłościwie nam panujących włodarzy, co to konia z bliska nie widzieli, ale mają przekonanie, że będzie to ich hobby. Patrzę na tor, na którym tajemne siły uparły się, żeby z araba uczynić folbluta dla ubogich, a z próby dzielności stanowiącej od dziesięcioleci integralną część polskiego programu hodowlanego, zrobić w istocie rzeczy poligon dla francuskiej hodowli. Patrzę na kolejnych sędziów u schyłku kariery, którzy ślą listy do ECAHO utyskując na korupcję i przekupstwo swoich kolegów po fachu. A przecież w wielu komisjach i na wysokich stanowiskach właśnie w ECAHO zasiadają i goszczą się nasi polscy sędziowie, którzy reprezentują nasz kraj. Jak bronią naszych interesów; w jaki sposób dbają i troszczą się o to, aby hodowla w naszym kraju się rozwijała, a pokazów i sportowych wydarzeń było jak najwięcej i aby były one sędziowane w uczciwy sposób? Patrząc na te wspomniane już pokazy, które kompletnie odkleiły się od hodowli jako takiej, stając się targowiskiem próżności dla ubogich duchem, zamieniając się w karykaturę tego do czego zostały powołane.</p>
<p>Jakość zastąpiła moda, a modę kreuje kasa. Dobrą atmosferę i hodowlaną rywalizację zastąpiły pycha i przekupstwa. I nawet trudno się temu dziwić. Sławny podróżnik Jacek Pałkiewicz, w książce ”Dubaj” pisze, że dzisiejsi carowie światowej hodowli koni arabskich, w znakomitej większości nigdy nie mieli widelca w ręce, a nagle dostali laptopy. Siedzieli sobie przed namiotem grzejąc nogi w wielbłądzich plackach, aż tu nagle zza namiotu pierdut… wystrzeliła ropa. Nie dogonisz kilkuset lat w jedno pokolenie. Widać to w obecnych trendach światowej hodowli arabów, tak samo dobitnie jak na trwającym właśnie Mundialu.</p>
<figure id="attachment_42495" aria-describedby="caption-attachment-42495" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-1.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-42495" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-1-700x466.jpg" alt="fot. Ewa Imielska-Hebda" width="700" height="466" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-1-700x466.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-1-768x511.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/2-1.jpg 1000w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42495" class="wp-caption-text">fot. Ewa Imielska-Hebda</figcaption></figure>
<p>Mentalnie dobiła mnie, a w zasadzie rozłożyła na łopatki historia naszej nowej gwiazdy, stadniny w Lubochni. Żeby było jasne, ogromnie cenię sukces i gratuluję z całego serca. Czytałem bardzo sympatyczny wywiad z właścicielką. Państwo zamarzyli o koniach arabskich, niczego jeszcze nie wyhodowali, za to kierując się godnym podziwu nosem – bo przecież jeszcze nie profesjonalizmem, skoro araby mają od półtora roku – zakupili gdzieś w świecie bardzo dobre klaczki, które w rękach nowych właścicieli podbiły światowe ringi pokazowe, zostawiając daleko w tyle wszystkie inne konie polskiej hodowli. Amerykański sen, hollywoodzka bajka. Tylko szkoda, że gdy w Polsce powstaje nowa stadnina, z dużymi możliwościami, chęciami do działania oraz planami na przyszłość, chcąc sięgnąć po najlepszy materiał pokazowy i hodowlany na świecie uderzają po konie z Dubaju, a nie z naszych polskich stadnin. Czyżby koni, które są w stanie wygrywać już zaczynało brakować?</p>
<p>Może jestem przewrażliwiony, ale kiedy przywołuję casus Lubochni, to mam wrażenie jakby za naszą legendarną trzystuletnią hodowlą, za Baskiem, Kwesturą, Wikingiem, księgą stadną, programem hodowlanym, Sławutą, Jarczowcami, wyprawami na pustynię, Sanguszkami, Dzieduszyckimi i Emirem Rzewuskim, ktoś zamknął wieko od trumny, i zapukał od spodu. Więc, patrząc na to wszystko nie miałem w ostatnim czasie ochoty, żeby cokolwiek pisać, a prawdę mówić wrażliwy człek, a może i czegoś ckliwy na starość, bardziej szukał sznura jak pióra.</p>
<p>Stefan Bojanowski w swoich „Sylwetkach koni orientalnych i ich hodowców” pisze o Dionizym Trzeciaku, że wychowywał się w kręgach LUBOWNIKÓW koni orientalnych. Niegdysiejszy termin, bo dzisiaj powiedzielibyśmy pewnie miłośnik. Jest jednak moim zdaniem między miłośnikiem, a lubownikiem dość znaczna różnica. Miłośnik może być i często bywa platoniczny. Czyta, kolekcjonuje, śledzi wyniki, robi zdjęcia, ogląda championaty. Z kolei lubownik koni arabskich czyni w zasadzie to samo, ale dodatkowo to praktyk zażywający araba na co dzień.</p>
<p>Wczoraj trafiłem na fejsie na post traktujący o młodej osobie zakochanej w michałowskim ogierze Forman. Jej uczucie do Formana bierze się z hołubienia całego rodu Krzyżyka or.ar., które można rzec wyssała z mlekiem matki, jako że jej ojciec Krzyżyka cenił, a i dziadek w Kurozwękach miłował szczególnie konie z tego rodu. Czytając gęba uśmiechnęła mi się od ucha do ucha i pomyślałem: „Jeszcze Polska nie zginęła” skoro mamy takich lubowników polskich koni i rodów.</p>
<figure id="attachment_42496" aria-describedby="caption-attachment-42496" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-1.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-42496" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-1-700x467.jpg" alt="fot. Ewa Imielska-Hebda" width="700" height="467" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-1-700x467.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-1-768x512.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/3-1.jpg 1000w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42496" class="wp-caption-text">fot. Ewa Imielska-Hebda</figcaption></figure>
<p>Nie mam złudzeń, że jeśli sytuacja diametralnie się nie zmieni, a nic na to nie wskazuje, w naszych państwowych stadninach, które przyjęły obcą nam wizję hodowlaną, tańcząc tak jak ktoś im zagra, goniąc za modą i fanaberiami petrodolara, polski arab nie przetrwa. Hoduj konie potrzebne, powiedział kiedyś bardzo mądrze Jerzy Białobok. Z tej perspektywy państwowe stadniny hodują dzisiaj konie coraz mniej potrzebne i przydatne do czegokolwiek, bo ani to pokazowe, ani sportowe, ani użytkowe, ani tym bardziej polskie. Zarządzają owymi stadninami ludzie przypadkowi, pozbawieni pasji, wiedzy oraz pozytywnych emocji do koni arabskich. I nic nie wskazuje na to, że mogłoby się to zmienić, jeśli już, to na jeszcze bardziej przypadkowych ludzi.</p>
<p>To, co dalej z naszym uświęconym tradycją, historią, legendą polskim arabem? Ano idą czasy lubowników. Myślę sobie, że los polskiego araba zależy dzisiaj od tych drobnych stadnin, indywidualnych użytkowników, ludzi miłujących i hołubiących nasze konie, jak wspomniana Lubochnia i wielu innych polskich hodowców. W dużej mierze właśnie od Was Drodzy Czytelnicy, którzy z arabami żyjecie na co dzień prowadząc małe rodzinne stajnie. Czyścicie, siodłacie, użytkujecie, wyprowadzacie na pastwiska, ponosicie koszty i nie czynicie tego dla błysku fleszy, sławy czy mamony, a z miłości, traktując konia czystej krwi jako część polskiego pejzażu.</p>
<p>Profesor Krystyna Chmiel powiada, że małe stajnie drobnych hodowców kryją dziś prawdziwe hodowlane perełki. I tak też je postrzegajmy, jako nasze dziedzictwo, którego kupić nijak się nie da. Jeśli nie macie jeszcze dosyć, na koniec cytat z niezrównanego Bojanowskiego, traktujący wprawdzie o dawnym koniu polskim, ale jakże symptomatyczny: <em>„Nam wieśniakom wystarcza fakt, że koń ten rodził się w naszych polskich stajniach i wychowywał nie na innych, tylko na naszych pastwiskach i stepach, &#8211; że budową, temperamentem i przymiotami odpowiadał charakterowi, wymaganiom i upodobaniom polskiego narodu, że specjalne swe kształty i niezwykłe zalety przelewał na swoje potomstwo, że służył nam zawsze poczciwie w każdej potrzebie, że wreszcie takiego konia w Europie inne narody nie miały.”</em></p>
<figure id="attachment_42497" aria-describedby="caption-attachment-42497" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-1.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-42497" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-1-700x468.jpg" alt="fot. Ewa Imielska-Hebda" width="700" height="468" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-1-700x468.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-1-768x513.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/12/4-1.jpg 1000w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-42497" class="wp-caption-text">fot. Ewa Imielska-Hebda</figcaption></figure>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziennika Atamana &#8211; Sen Nocy Letniej</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/40994-z-dziennika-atamana-sen-nocy-letniej</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 06 Aug 2022 18:59:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=40994</guid>

					<description><![CDATA[Przyśniła mi się wczoraj pani Iza. Nie trzeba pisać więcej, bo w naszym arabskim światku była jedna pani Iza. Ten sen mocno mnie zaskoczył, wręcz zdumiał, jako że w ostatnim czasie nawet o Niej nie pomyślałem, mało tego, zajęty innymi działaniami niespecjalnie żyłem arabskimi końmi, a przynajmniej tak mi się wydawało. Pani Iza, pełna werwy, [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Przyśniła mi się wczoraj pani Iza. Nie trzeba pisać więcej, bo w naszym arabskim światku była jedna pani Iza. Ten sen mocno mnie zaskoczył, wręcz zdumiał, jako że w ostatnim czasie nawet o Niej nie pomyślałem, mało tego, zajęty innymi działaniami niespecjalnie żyłem arabskimi końmi, a przynajmniej tak mi się wydawało. Pani Iza, pełna werwy, łagodnej stanowczości, a przede wszystkim ogromnie zatroskana, przyszła do mnie w jednej sprawie. Usiłowała namówić mnie, abym dołączył do grupy, która zajmie się ratowaniem, czy też odtwarzaniem polskiego araba. Potrzeba kilkanaście osób, które wezmą na siebie ten ciężar, podejmą wyzwanie i zaczną działać. Można to jeszcze zrobić, nie jest za późno, ale nie ma czasu do stracenia, bo to ostatni moment &#8211; przekonywała jak zawsze z wielką klasą i wdziękiem, aczkolwiek z dużą determinacją.</p>
<p>Przy porannej kawie nie mogłem przestać o tym myśleć. Nie przywiązuję przesadnej wagi do snów, ale ten rzeczywiście wprawił mnie w zdumienie. Jestem na etapie, gdzie młodzieńczy idealizm zamienia się w dojrzały realizm, dlatego gdzieś podskórnie mam przekonanie, że jeśli idzie o polskie araby mamy już w zasadzie pozamiatane. Wybaczcie, nie będę szczypał się w język, Uważam, że polityka hodowlana ostatnich dwóch dekad to kurs na górę lodową. Dobra zmiana nie wymyśliła tu nic nowego, nie zmieniła kursu ani koncepcji. Swoją nieudolnością i dyletanctwem postarała się jedynie, aby do zderzenia doszło szybciej. Upadek polskiego araba rozpoczął się wówczas gdy zaczęliśmy oddzielać piękne od dzielnych. Efekt jest taki, że nie mamy ani jednych, ani drugich.</p>
<p>Obejrzałem Derby koni arabskich. Wygrał je koń krwi francuskiej, wyhodowany przez filię niemieckiej stadniny, urodzony w Polsce. Wyścigi arabów są z mocy ustawy próbą dzielności, mającą charakter selekcyjny służący polskiej hodowli. Co więcej, finansowane są z budżetu państwa nie francuskiego, ani nie niemieckiego, tylko polskiego. Dlatego nie mogę pojąć dlaczego francuski koń niemieckiej hodowli biega w polskim Derby? I dlaczego godzimy się na taki stan rzeczy? Arabski Służewiec stał się dzisiaj tak naprawdę areną selekcji hodowli francuskiej, w dodatku łożymy na to nie małe środki, niszcząc polskiego araba. Wygląda to jak sabotaż. Polscy hodowcy nie mają szans rywalizacji na tych zasadach z tej prostej przyczyny, że polski arab nigdy nie był koniem wyścigowym i w przeciwieństwie do konia francuskiego, tor był dla niego próbą dzielności, a nie celem samym w sobie. Od wieków mieliśmy inną filozofię hodowlaną, inne tradycje, potrzeby i oczekiwania. Narzucenie sobie obcych zasad gry, w dodatku na naszym podwórku i jeszcze za nasze pieniądze zakrawa o frajerstwo, które nie ma precedensu. Doprowadziliśmy bowiem do sytuacji, że polski hodowca, polskich arabów, nie odda konia do treningu, bo szansa na jakikolwiek zwrot poniesionych kosztów i satysfakcję z wyników jest bliska zeru. Powtórzę jeszcze raz, polski arab nie jest koniem wyścigowym, a wszystkim zauroczonym krwią francuską przypomnę, że z kampanii Napoleona na Moskwę konno powracały jedynie szwadrony polskie, Francuzi drałowali piechotą.</p>
<p>Czy piękny i pokazowy to, to samo? Pewnie bezpowrotnie minęły czasy, gdy polskie championy wystawowe miały za sobą udaną karierę na torze, ponadto dawały dzielne i fantastyczne użytkowo potomstwo. Przyszedł mi w tej sekundzie do głowy Eten, pełny brat ogiera Ecaho (Pepton – Etruria), który był przez całe lata najbardziej znanym i uznanym koniem kawaleryjskim w Polsce. Skłaniam się ku opinii, że naszego pięknego i dzielnego araba w równym stopniu, co wyścigi francuzów, zabiły doprowadzone do absurdu pokazy. Jak wieść niesie, gdzieś za oceanem fryzjer, kreator mody i dentysta wymyślili typ pokazowy. Szybko okazało się, że najbardziej do tej wizji pasują konie egipskie. I daliśmy sobie narzucić tę opowieść, bezkrytycznie podążając za modą, która szła coraz bardziej w kierunku araba wysztucznionego, przerysowanego i przerasowanego, tak naprawdę coraz mniej przypominającego realnego arabskiego konia. Odwieczne cechy naszego araba jak zdrowie, prawidłowa budowa, dobra psychika, czy talenty użytkowe poszły w odstawkę, bo na cholerę to komu. Roman Pankiewicz żartował, że za chwilę te hodowlane cudeńka będą wyjeżdżać na ring na platformach, bo już nie dadzą rady się ruszać. I zdaje się jesteśmy tego bliscy biorąc pod uwagę zakusy, żeby zlikwidować na pokazach oceny za nogi. Dawniej mieliśmy polskie araby, które budziły zachwyt w świecie, dzisiaj mamy takie konie jakie mają wszyscy i niekoniecznie tak bardzo pokazowe, jak te pokazowe najbardziej. Jeszcze chwila, chociaż precedens już nastąpił, a polskie pokazy będą wygrywać konie kupione za granicą.</p>
<p>Jakiś czas temu w międzynarodowych rajdach konnych zaczęły się pojawiać konie kabardyńskie. Niezwykle wytrzymałe i twarde o stalowych kopytach, budziły nie małe zainteresowanie. Pokazały się z dobrej strony w kilku większych startach i wydawało się, że jeszcze chwila, a zawojują rajdowy świat. Jednak, kiedy przyszło do naprawdę dużych wyzwań okazało się, że przy większych prędkościach kabardyńce przegrywają z arabami metabolicznie, dłużej schodzą z tętna, przez co tracą na bramkach cenne minuty, w efekcie przy wyśrubowanych tempach nie są w stanie rywalizować. I co w tej sytuacji zrobili hodowcy spod Kaukazu, dla których kabardyniec to historia, tradycja, wręcz religia, którzy kochają tego konia jak my drzewiej araba? Nie ma na świecie nic ponad damasceńską stal i kabardyńskiego konia mawiają pod Elbrusem. Pomyśli ktoś, że ściągnęli najlepsze na świecie francuskie rajdowe ogiery, aby poprawić walory sportowe swoich koni? Otóż nie. Kabardyńskie konie znane były w wyjątkowej twardości na wielokilometrowych dystansach, na których kiedyś biły swoiste rekordy. Hodowcy postanowili wrócić do tych tradycji i tak wymyślili Kabardyńskie Derby – wyścig na tysiąc kilometrów w dziesięć dni, podzielony na równe stukilometrowe etapy. Impreza budzi podziw, jest sukcesem promocyjnym, powoduje, że odżywają dawne tradycje, a ludzie są dumni z własnych koni. Grają na swoich zasadach, sprawdzając konie w dyscyplinie, do której one były przez setki lat hodowane. Co więcej, o ile światowe sportowe konie łatwo radzą sobie z kabardyńcami na 160km, to na tysiąc kilometrów nawet nie bardzo chcą próbować. Zresztą to impreza dla koni kabardyńskich, podobnie jak Hiszpanie mają konkursy dla andaluzów, świetnie promująca rasę.</p>
<p>Czy bylibyśmy w stanie zrobić coś podobnego z pięknym i dzielnym polskim arabem, wydobyć jego wyjątkowe i unikatowe cechy, pokazać polskie tradycje hodowlane, które są jedyne w swoim rodzaju? A co gdyby w polskich pokazach mogły brać udział tylko konie z karierą sportową (wyścigi, rajdy, klasy pod siodłem, łucznictwo, zaprzęgi)? Mam na myśli oczywiście klasy dla koni dorosłych. Pomysłów może być wiele, czasu wręcz przeciwnie. Piękny i dzielny odchodzi w przeszłość i jeśli szybko nie zadziałamy, w Nagrodzie Europejczyka będą się ścigać same francuskie konie, co już niestety ma miejsce, a Czempionat Młodzieży w Białce wygra koń obcej hodowli, co już prawie ma miejsce. Następnie zamknie się na kłódką państwowe stadniny, ponieważ stracą jakąkolwiek rację bytu. Zostanie tylko paru nieszkodliwych wariatów, którzy zimą przy kominku garstce młodych zapaleńców będą opowiadać o naszych dawnych przewagach.</p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Kolejne fale…i co dalej?</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/40161-kolejne-falei-co-dalej</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 13 Apr 2022 12:47:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=40161</guid>

					<description><![CDATA[Hanna Sztuka i Maciej Grzechnik w artykule „Czerwona zaraza ze wschodu” zastosowali genialny chwyt stylistyczny. Charakteryzując kolejne zagrożenia naszej hodowli koni czystej krwi arabskiej, posłużyli się nazewnictwem stosowanym podczas covidowej histerii, wydzielając trzy „fale pandemii”. W końcu jak zaraza, to zaraza – pierwsza i trzecia fala czerwona, przedzielone drugą, brunatną. Tylko aktualną inwazję rosyjską na [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Hanna Sztuka i Maciej Grzechnik w artykule „Czerwona zaraza ze wschodu” zastosowali genialny chwyt stylistyczny. Charakteryzując kolejne zagrożenia naszej hodowli koni czystej krwi arabskiej, posłużyli się nazewnictwem stosowanym podczas covidowej histerii, wydzielając trzy „fale pandemii”. W końcu jak zaraza, to zaraza – pierwsza i trzecia fala czerwona, przedzielone drugą, brunatną. Tylko aktualną inwazję rosyjską na Ukrainę autorzy podciągają pod kolejny atak czerwonej zarazy ze wschodu i stawiają w tym miejscu kropkę. A według mnie, na epilog jeszcze za wcześnie!</p>
<p>Po trzeciej napłynęła czwarta fala. Można ją nazwać „globalizacyjną”, gdyż jej początek przypada w okresie między rokiem 2001 a 2006, czyli średnio licząc od naszego wstąpienia do Unii Europejskiej. No a wiadomo, czego od nas się domaga Unia – przede wszystkim zatracenia naszej odrębności narodowej. Takiej operacji zwolennicy globalizacji, czyli przemieszania wszystkiego z wszystkim, chcieli także poddać nasze konie arabskie. Tę tendencję podchwycili prezesi stadnin państwowych, a z hodowców prywatnych – nowobogaccy, biznesmeni i kosmopolici.</p>
<p>Powojenni hodowcy polscy, tacy jak Józef Tyszkowski, Roman Pankiewicz, Andrzej Krzyształowicz i Ignacy Jaworowski, pracowali tylko na polskim materiale zarodowym. W początkowych latach PRL-u jedynym „polem do popisu” dla koni arabskich były wyścigowe próby dzielności, w wyniku czego uczestniczyła w nich większość roczników urodzenia. Wynikało to z faktu istnienia &#8222;żelaznej kurtyny” odcinającej kraje znajdujące się w strefie wpływów ZSRR od reszty świata, ale nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. Kiedy przez lukę w tej kurtynie „wyciekły” na Zachód pierwsze eksportowane konie – nabywcy ze zdumieniem skonstatowali, że polskie araby są czymś zupełnie innym niż te, które mieli u siebie. Przede wszystkim wyróżniały się wszechstronnością – były „piękne i dzielne” w jednym, więc posypały się zwycięstwa w pokazach, zarówno w ręku, jak pod siodłem, a nawet w zaprzęgu! Toteż pisma dla hodowców, takie jak np. „Arabian Horse World”, nie szczędziły im komplementów w rodzaju: „Pure Polish Perfection” czy „Pure Polish Elegance”.</p>
<p>To miało miejsce w okresie III fali, kiedy pierwszym obcym elementem w czysto polskim pogłowiu był og. Palas s. 1968 (Aswan – Panel), syn egipskiego ogiera, którego Chruszczow otrzymał w prezencie od prezydenta Egiptu Nassera. Użycie go miało (w teorii) zapobiec nadmiernemu spokrewnieniu polskiego stada podstawowego. Wskutek efektu heterozji pierwsze pokolenie potomne wypadło bardzo pozytywnie – określono nawet połączenia Palasa z córkami Bandosa jako „Golden Cross”. Dolew tej krwi na razie nie zagrażał reprezentacji polskich rodów i rodzin w pogłowiu.</p>
<p>W „zalew” przeistoczył się ten dolew, kiedy do Polski przyjechał og. Gazal Al Shaqab gn. 1995 (Anaza El Farid – Kajora), z polskiej matki (rodzina Wołoszki), lecz po ojcu reprezentujący ród Saklawi I, który miał zagościć u nas na dłużej. Zapoczątkowało to IV falę „globalizacyjną”, czyli proces upodobniania naszego stada do innych populacji tej rasy. W samym fakcie użycia tego ogiera nie było nic złego – przeciwnie, efekt heterozji zadziałał i na polskim firmamencie pojawiły się takie gwiazdy, jak Pianissima, Pinga czy Emandoria. Zdobywały one czempionaty topowych pokazów, co zbiegło się w czasie z nadaniem państwowym stadninom statusu spółek prawa handlowego. Wiązało się to z wymogiem przynoszenia zysku, więc coraz bardziej pożądane stawały się konie z „modnym”, papierem, mogące teoretycznie pobudzać większy popyt.</p>
<p>Ten pierwszy kamyczek poruszył lawinę. W stajniach państwowych i prywatnych zaroiło się od ogierów (lub tylko ich nasienia) o trudnych do wymówienia imionach, wywodzących się ze stadnin bliskowschodnich. Jak słusznie zauważył M. Grzechnik w artykule „Ogiery zmieniają hodowlany świat”: „mając do dyspozycji zagraniczne, gotowe ogiery, zaprzestano pracy nad własnymi”. Co lepsze ogiery i klacze z polskich rodów już wcześniej rozprzedano, toteż pojawiła się łatwa wymówka, że „przecież te konie są toporne, mają proste profile, a więc nie mają szans na pokazach, a w ogóle nie możemy czynić z Polski skansenu, trzeba nadążać za postępem”…itd., itd. Co ciekawe, jakoś nie przyjmowano do wiadomości argumentu, że corocznymi rekordzistami cen aukcyjnych są zwykle konie „Pure Polish”.</p>
<p>W wyniku tego starzejące się ogiery z polskich rodów – te, które jeszcze pozostały w stadninach państwowych – przeważnie stały w boksach i patrzyły w sufit, bo nie przydzielano im klaczy do krycia, a nie tylko pośród ojców przychówka, lecz także pośród ojców matek przeważały już reproduktory z rodu Saklawi I. Tyle tylko, że nagle skończył się zwycięski pochód wyhodowanych według tego schematu koni przez światowe ringi pokazowe. Zabrakło świadomości, że efekt heterozji działa tylko w pierwszym pokoleniu, a w następnych dochodzi do „rozmycia się” preferowanych cech. A kiedy nie ma wyników, coraz częściej stawiane są mniej lub bardziej zawoalowane tezy o braku koncepcji dalszego prowadzenia hodowli koni arabskich w stadninach państwowych lub wręcz sugerujące, że ona „musi upaść” (!) Podczas gdy koncepcja taka istnieje i po raz n-ty próbuję ją podać decydentom jak na tacy, ale spotykam się z obojętnością lub rzucanymi na wiatr obietnicami, z których nic nie wynika.</p>
<p>Oznacza to, że napłynęła fala V – „stagnacyjna”. Objawia się ona tym, że do stajni czołowych wstawiane są coraz nowe zagraniczne ogiery, którymi „na ura” kryje się większą część stada, aby je w ten sposób wylansować, ale i tak okazują się „efemerydami jednego sezonu”, bo ich przychówki nie dorastają do stawów pęcinowych żyjącym lub nieżyjącym „pomnikom” z lat świetności naszej hodowli! Z ministerstwa ”wyciekają” kolejne rewelacje, często zaprzeczające sobie nawzajem, dotyczące szczególnie coraz to nowych wariantów „czapy” mającej sprawować nadzór nad stadninami. Jedne zagarnął nowopowstający holding spożywczy – a co zrobić z resztą? Przez jakiś czas lansowano koncepcję Instytutu Hodowli Koni (w innej wersji – Instytutu Konia Arabskiego), ale ostatnio już się o tym nie mówi. Pan Tomasz Chalimoniuk, przedtem ochoczo brylujący na każdej konferencji prasowej, formalnie „wisi” wprawdzie na stronie Ministerstwa Rolnictwa jako Pełnomocnik ds. Hodowli Koni – ale figuruje tam tylko jako „martwa dusza”, nie wykonując żadnego z licznych przypisanych sobie zadań wymienionych w wykazie na tejże stronie. Niby złożył dymisję – ale ani nie jest zlikwidowane jego stanowisko, ani nie powierza się tej funkcji komu innemu. Dobrym pretekstem jest tocząca się za wschodnią granicą wojna, bo już przebąkuje się o możliwości przeniesienia w inne miejsce Narodowego Czempionatu i tradycyjnej janowskiej Aukcji! Odnosi się wrażenie, że hodowla koni arabskich zaczyna być traktowana jako kłopotliwy balast, a nie dziedzictwo narodowe liczące sobie ponad 200 lat i wizytówka Polski.</p>
<p>I takie tezy głoszą ludzie na co dzień wycierający sobie usta wartościami narodowymi i „dobrą zmianą”! Na tym samym oddechu inni ludzie, udzielający rzeczywistego poparcia „dobrej zmianie” są szykanowani i odsuwani na boczny tor. Przebąkuje się także o konieczności redukcji etatu matek w stadninach państwowych. Czy nam to czegoś nie przypomina? Może ktoś chce ożywić upiory z epoki Gomułki, którego obsesją było, że jakoby „konie przejadały Polskę”! Urzędnicy, którzy w życiu nie wyhodowali nawet białej myszy, nie dopuszczają do głosu fachowców albo przymykają oczy, kiedy stadninami „z tylnego siedzenia” kierują przedstawiciele ekipy, którą sami z hukiem zwolnili. Prawdopodobnie chodzi o to, żeby wykazać, jak to „dobra zmiana” sobie nie radzi, w czym sama „dobra zmiana” im pomaga! Paradoks tysiąclecia!</p>
<p>Ktoś musi w końcu uderzyć pięścią w stół i obalić tę piramidę absurdu! Do głosu muszą dojść fachowcy, którzy położą kres marnowaniu majątku narodowego. Weźmy przykład z krajów, gdzie szanowane są rodzime rasy, nie dopuszcza się do ich przekrzyżowywania i wpisuje się je na listy światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. Lekką ręką przekreślamy 200 lat pracy i poświęceń naszych przodków, którzy nieraz ryzykowali własnym życiem w obronie swoich koni, choćby przed czerwoną lub brunatną zarazą – jak z jednej strony 85-letni książę Roman Sanguszko, zakłuty bagnetami przez bolszewików na schodach własnego pałacu, a z drugiej janowski masztalerz Jan Ziniewicz, który pod bombami spadającymi na Drezno zdołał utrzymać przerażone i wyrywające się ogiery Witraż i Wielki Szlem! Dziś na odwrót, pozwalamy, aby przedstawiciele bliskowschodnich potentatów wybierali w stadninach konie do kupna, nie przejmując się, czy w efekcie tego zostanie utrzymana reprezentacja 7 rodów męskich i 15 rodzin żeńskich „znajdujących się w naszej hodowli od pokoleń” (za „Programem hodowlanym koni czystej krwi arabskiej” figurującym na stronie PKWK). Aż chciałoby się zapytać (za Krzysztofem Czarnotą) – czy to głupota, krótkowzroczność, czy może jednak sabotaż?</p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziennika Atamana: Ganges – pomnik hodowlanej krótkowzroczności czy głupoty?</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/40027-z-dziennika-atamana-ganges-pomnik-hodowlanej-krotkowzrocznosci-czy-glupoty</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 11 Apr 2022 07:27:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=40027</guid>

					<description><![CDATA[Kilka dni temu przesłynny michałowski Ganges (Monogramm – Garonna po Fanatyk) skończył dwadzieścia osiem lat. W zasadzie nie ma sensu przybliżać jego sylwetki, bo tego konia znają wszyscy miłośnicy rasy arabskiej i polskich arabów. Osobiście po raz pierwszy zobaczyłem go na Pokazie Narodowym w Janowie, w roku bodaj 1999. Tytuł championa ogierów wywalczył wówczas inny [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Kilka dni temu przesłynny michałowski Ganges (Monogramm – Garonna po Fanatyk) skończył dwadzieścia osiem lat. W zasadzie nie ma sensu przybliżać jego sylwetki, bo tego konia znają wszyscy miłośnicy rasy arabskiej i polskich arabów. Osobiście po raz pierwszy zobaczyłem go na Pokazie Narodowym w Janowie, w roku bodaj 1999. Tytuł championa ogierów wywalczył wówczas inny syn Monogramma Ekstern, zaś Ganges w tej rywalizacji był drugi. Pamiętam, że w trakcie prezentacji chyba w ogóle nie zakłusował galopując i caplując mocno pobudzony. Jednak wrażenie jakie zrobił było piorunujące. Pewnie pokazowo nie miał szans wygrać z poukładanym, spokojnym, świetnie prezentującym się, choć odrobinę przesłodzonym Eksternem, natomiast charyzmą, siłą, typem i jakąś pierwotną dzikością sprawiał, że ludzie patrzyli na niego oniemiali z zachwytu.</p>
<p>Poprzez Gangesa wracała do polskiej hodowli krew Baska z rodu Kuhailana Haifi, rzec by można w prawdziwie kuhailańskim wydaniu, jako że matka ogiera Garonna wywodziła się przecież z linii Gazelli, również po mieczu niosąc kuhailańskie geny. Młody gniadosz bardzo dobrze spisał się na torze wygrywając w pierwszym sezonie trzy gonitwy, w tym Nagrodę Kuhailana. Papiery na bieganie oczywiście posiadał przyzwoite, dość powiedzieć, że Garonna była oaksistką.</p>
<p>Światowej kariery pokazowej raczej nie zrobił, a przynajmniej nie takiej jak jego słynny półbrat. Ganges zawsze był piękny, tym pięknem klasycznego polskiego araba, ale nie ślicznym urodą wystawowego pudla.</p>
<p>Hodowlanie również nie zawiódł dając urodziwe i dzielne potomstwo. Mnie bliżej do tego drugiego, więc wspomnę tylko derbistę Don Carlosa, czy rekordzistę toru na 1600 metrów Gazallaha. Konie po Gangesie chodziły też rajdy międzynarodowe, a jego wnuk Arwim (Fryderyk – Arwima po Wachlarz) był czwarty na Mistrzostwach Świata Młodych Koni. <br />
Wydawać by się mogło, że taki ogier jest emanacją polskiego araba i posiada wszystko to, co naszej hodowli przez wieki było niezwykle drogie: a więc urodę, typ, suchość, charyzmę, dzielność, żelazne zdrowie, a jego krew w polskim programie hodowlanym jest wręcz bezcenna. Siadając do tego tekstu rzuciłem okiem na ofertę stanówki naszych państwowych stadnin. Chciałem sprawdzić ile ogierów po Gangesie jest używanych w naszej – jak to się pięknie mówi – elitarnej hodowli. Odpowiedź: zero! Nie ma ani jednego, ani pół ogiera, który poniósłby dalej krew dwudziestoośmioletniego dziś Gangesa. Na taki stan rzeczy pracowano przez wiele lat i w tym przypadku niestety nie da się wszystkiego zrzucić na dobrą zmianę. Ta sytuacja trwa już dobre dwie dekady, w czasie których na ołtarzu mody składamy nasze rodowe srebra. Modne są dzisiaj spodnie z dziurami, ale my tak się zapamiętaliśmy w pogoni za modą, że wyrzuciliśmy z szafy spodnie od garnituru, smokingu, munduru. Historia Gangesa jest przykładem większej całości, bo to samo dotyczy znakomitej większości legendarnych polskich rodów. Dlatego w tytule, być może dość obrazoburczo, pozwoliłem sobie zapytać: czy to hodowlana krótkowzroczność, głupota, no bo przecież chyba nie sabotaż?</p>
<p>Suplement</p>
<p>W Białce stoją dwa dwulatki po Gangesie, pewnie ostatnie w państwowej hodowli (może ostatnie w ogóle). Oba wyrośnięte, poprawne i urodziwe. Uważam, że trzeba im się bardzo uważnie przyglądać, koniecznie dać na tor, albo sprawdzić w rajdach, bo prawdziwy polski ogier bez próby dzielności jest jak Chopin bez fortepianu. A następnie spróbować, dać szansę, używać i hołubić.</p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziennika Atamana: Sadyk Pasza i biały arab</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/39722-z-dziennika-atamana-sadyk-pasza-i-bialy-arab</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 19 Feb 2022 14:59:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=39722</guid>

					<description><![CDATA[Siedzę ostatnio nad książką o zażywaniu araba po polsku, stąd moja aktywność na polskich arabach powiedzmy łagodnie – nie nachalna. Dłubię w starych zapiskach, grzebię w dawnych czasach, odkurzam dawno zapomniane teksty, doczytuję się jakichś informacji w zapleśniałych pamiętnikach, żeby ze strzępów wiadomości tu i tam wydobytych zbudować być może fragment obrazu i opowiedzieć jak [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Siedzę ostatnio nad książką o zażywaniu araba po polsku, stąd moja aktywność na polskich arabach powiedzmy łagodnie – nie nachalna. Dłubię w starych zapiskach, grzebię w dawnych czasach, odkurzam dawno zapomniane teksty, doczytuję się jakichś informacji w zapleśniałych pamiętnikach, żeby ze strzępów wiadomości tu i tam wydobytych zbudować być może fragment obrazu i opowiedzieć jak to drzewiej z tym arabem u nas bywało.</p>
<p>I tak niedawno wpadła mi w ręce – tak się mówi w ręce, chociaż po prawdzie, to wpadła mi w głowę, pod dekiel – pyszna historyjka o wierności, waleczności, odwadze i oddaniu swemu panu koni arabskich. A jako, że często lubię pisać i opowiadać o tak zwanych arabach wojennych, dykteryjka owa pasuje mi do koncepcji jak, nie przymierzając, w pysk strzelił.</p>
<p>A było to tak: Nękani przez okupanta Arabowie wzniecili antytureckie powstanie, na którego czele stanął dowodzący konnicą wódz imieniem Abdullah, dosiadający przepięknego białego ogiera. Pustynni wojownicy ruszyli do boju, a początki ich zbrojnego oporu były niezwykle obiecujące. Powstańcy rozbili kilka tureckich komend, napadli na parę posterunków, rozgromili niewielki szwadron nieprzyjaciela, a szczęśliwa gwiazda zdawała się im sprzyjać.</p>
<p>Zaskoczeni w pierwszej chwili Turcy wysłali za rebeliantami regularny oddział kawalerii i niedługo potem doszło do otwartej bitwy. W trakcie strzelaniny, rażony śmiertelnie kulą wódz Arabów Abdullah, spadł na ziemię bez ducha ze swego pięknego białego ogiera. I tu nastąpiła rzecz niesłychana. Oszalały z rozpaczy po utracie pana ogier z wielką furią i zapalczywością rzucił się na wroga, wierzgając, kopiąc i dotkliwie kąsając jeźdźców nieprzyjaciela. Zaczęto do niego strzelać, ale ogier nadal zajadle walczył, nic sobie nie robiąc z otrzymanych ran. Dopiero piąta kula, która strzaskała mu przednią nogę zdołała unieruchomić wierzchowca.</p>
<p>Rannego, okaleczonego, pięknego białego konia, z pola bitwy zabrali oficerowie polscy, którzy brali udział w tej potyczce. Następnie wysłali go do Michała Czajkowskiego, który rzecz całą około roku 1850 opisał.</p>
<figure id="attachment_39724" aria-describedby="caption-attachment-39724" style="width: 555px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/02/002.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-39724" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/02/002-555x700.jpg" alt="Adam Mickiewicz z Sadikiem Pasha w Turcji, akwarela Juliusza Kossaka, fot. archiwum" width="555" height="700" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/02/002-555x700.jpg 555w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/02/002.jpg 634w" sizes="(max-width: 555px) 100vw, 555px" /></a><figcaption id="caption-attachment-39724" class="wp-caption-text">Adam Mickiewicz z Sadikiem Pasha w Turcji, akwarela Juliusza Kossaka, fot. archiwum</figcaption></figure>
<p>A trzeba wiedzieć, że swego czasu niecodzienna była to postać. Michał Czajkowski herbu Jastrzębiec urodził się na początku dziewiętnastego wieku, brał udział w powstaniu listopadowym dowodząc regimentem Kozaków, po czym wyemigrował do Paryża. W latach czterdziestych osiadł nad Bosforem opodal Konstantynopola, gdzie organizował polską wieś Adampol dla zesłańców i wykupionych z niewoli rodaków. W roku 1850 przeszedł na służbę turecką, przyjął islam, a także przydomek Sadyk Pasza. Ten człek wielu talentów był również autorem powieści traktujących głównie o barwnym życiu Kozaków. Był też niepospolitym znawcą koni arabskich, mało tego, z uwagi na rozległe kontakty i znajomość realiów, często pośredniczył w kupnie koni przez naszych magnatów.</p>
<p>Prześliczny biały ogier, którego polscy oficerowie przesłali Sadyk Paszy, był ponoć w dramatycznym stanie. Jednak niewątpliwa znajomość rzeczy Czajkowskiego, a pewnie i siła przetrwania fantastycznego konia zdawały się przezwyciężać zły los. Dość powiedzieć, że koń w wyniku troskliwych zabiegów nowego pana wracał do zdrowia, rany goiły się i nawet trafiona kulą noga odzyskiwała dawną sprawność. A kiedy wyzdrowiał zupełnie, na powrót można było na nim jeździć, co więcej skakać przez przeszkody. Taka to historia&#8230;</p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziennika Atamana: Użytkowy, czyli jaki?</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/38871-z-dziennika-atamana-uzytkowy-czyli-jaki</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 12 Jan 2022 10:37:20 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=38871</guid>

					<description><![CDATA[Dość często, w rozmowach między nami koniarzami, pada termin arab użytkowy. Sam chętnie się nim posługuję w kontekście używania czy użytkowania araba czystej krwi jako konia wierzchowego. Ale o czym tak naprawdę mówimy i co mamy na myśli określając syna pustyni mianem użytkowy? Wydaje mi się, że warto się nad tym zastanowić w kontekście hodowlanej [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Dość często, w rozmowach między nami koniarzami, pada termin arab użytkowy. Sam chętnie się nim posługuję w kontekście używania czy użytkowania araba czystej krwi jako konia wierzchowego. Ale o czym tak naprawdę mówimy i co mamy na myśli określając syna pustyni mianem użytkowy? Wydaje mi się, że warto się nad tym zastanowić w kontekście hodowlanej koncepcji, wychowania i przygotowania takiego konia, czy wreszcie zakupu wymarzonego araba pod siodło.</p>
<p>Dla mnie użytkowy arab nie jest koniem ani pokazowym, ani wyścigowym. Inaczej mówiąc, nie jest osobnikiem hodowanym na jedną wybitną cechę, jak uroda czy prędkość w galopie. To raczej taki arabski dziesięcioboista, posiadający wiele zalet rasy. Pradziadowie nasi mówili o takim koniu, że cnotliwy, czyli posiadający wiele zalet inaczej cnót czyniących zeń fantastycznego wierzchowca. I ja dzisiaj trochę o tych cnotach właśnie:</p>
<p>Zdrowie: Generalnie arab powinien być okazem zdrowia. Piszę powinien, bo dzisiaj już często nie jest. Poprzez sposób hodowli, niewłaściwe warunki, a często żywienie, brak wybiegów i pastwisk, wreszcie utrzymywanie w klatkach i boksach zamiast w przestrzeni, doprowadziliśmy do wydelikacenia i wielu problemów zdrowotnych. Kłopotem jest też dobór osobniczy. Tak szczerze, czy zastanawiamy się używając takiego czy innego ogiera, jakiego on jest zdrowia? Albo czy używając klaczy do hodowli mamy na uwadze jej siłę ustroju, którą przekaże na przyszłe pokolenia?</p>
<p>Budowa: Czasy takie, że ludzie są coraz wyżsi, ważą coraz więcej i choćby z tych powodów współczesny użytkowy arab powinien być słusznej miary, powiedzmy te 155 cm. w kłębie. Argumenty, że mały też da radę, że jest mocny, niestety mało komu trafiają do przekonania. Można się na to oburzać, ale myśląc dzisiaj o hodowaniu użytkowych arabów, kaliber musimy brać pod uwagę jako jedną z ważniejszych cnót.</p>
<figure id="attachment_38873" aria-describedby="caption-attachment-38873" style="width: 607px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/Afrodyzja_26_12_21_3.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-38873" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/Afrodyzja_26_12_21_3-607x700.jpg" alt="Na pierwszym planie klacz Afrodyzja (Pegasus - Al Aga), fot. archiwum autora" width="607" height="700" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/Afrodyzja_26_12_21_3-607x700.jpg 607w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/Afrodyzja_26_12_21_3-888x1024.jpg 888w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/Afrodyzja_26_12_21_3-768x885.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/Afrodyzja_26_12_21_3.jpg 1301w" sizes="(max-width: 607px) 100vw, 607px" /></a><figcaption id="caption-attachment-38873" class="wp-caption-text">Na pierwszym planie klacz Afrodyzja (Pegasus &#8211; Al Aga), fot. archiwum autora</figcaption></figure>
<p>Kość, na którą przez całe lata nie zwracaliśmy uwagi, tutaj jest dość istotna. Porządny arab pod siodło nie może być rachityczny, ma mieć porządną kość i uczciwe stawy. Nogi proste, kopyta prawidłowe, możliwie duże, nadpęcie krótkie, kłąb wyraźnie zaznaczony. Ot, klasyka gatunku.</p>
<p>Chody: Celowo piszę chody, a nie ruch. Nie są to dla fachowców żadne arkana, ale może czytają mnie młodsi adepci, którym właśnie należy wyłuszczyć, że ruch to efektowność, podczas gdy chody, to efektywność. A nam w przypadku araba pod siodłem będzie chodzić o to drugie. Cecha bardzo ważna, zwłaszcza długi, obszerny stęp w przypadku wierzchowca rajdowo-terenowego jest nie do przecenienia. Uwielbiam araby z takim zadzierżystym stępem, które w dodatku chętnie idą, acz bez zbytniej nerwowości. Koń o dobrej budowie i prawidłowych chodach nie powinien się strychować ani ścigać.</p>
<p>Psychika: Zacznę dykteryjką. Kiedyś Roman Pankiewicz relacjonował mi swoją rozmowę i kierownikiem stadniny w Tiersku, Saszą Ponomariewem. Chodziło o klacz, którą Ponomariew brakował, przeznaczając do sprzedaży. Pankiewicz nie mógł zrozumieć, dlaczego?</p>
<p>– Przecież to bardzo urodziwa klacz, ma świetną karierę na torze – argumentował.</p>
<p>– Ale ma kiepski charakter – miał powiedzieć kierownik rosyjskiej stadniny. Widzi pan, a myśmy już wiele lat temu przestali zwracać na to uwagę – pointował opowieść pan Roman. Pamiętam, że nad psychiką naszych arabów pochylała się jeszcze, czyniąc naukowe badania, prof. Krystyna Chmiel i tyle. A kiedy poszliśmy w tzw. typ pokazowy nikogo to już nie interesowało. Powiedzcie tak z ręką na sercu, co wiecie na temat psychiki ogierów, których potomstwo stoi w waszych stajniach? Pamiętam jak na jakimś przeglądzie hodowlanym, a było to prawie dwadzieścia lat temu, patrząc na prezentowanego championa, zadałem pytanie o psychikę osobnika. W jednej sekundzie cała nasza hodowlana wierchuszka spojrzała na mnie jak wariata. Wracając do koni użytkowych, arab nie może być tykającą bombą zegarową. Należy wystrzegać się koni tkających, łykawych, nadmiernie pobudliwych, a także płochliwych. Chcę, żeby to dobrze wybrzmiało, koń arabski o dobrej mocnej psychice, właściwie prowadzony, nie jest koniem płochliwym. Przy kupnie zwracajmy też uwagę na zbytnią nerwowość, bieganie po boksie, grzebanie, kopanie dziur, caplowanie, czy przesadny instynkt stadny.</p>
<figure id="attachment_38875" aria-describedby="caption-attachment-38875" style="width: 590px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/IMG_2953.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-38875" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/IMG_2953-590x700.jpg" alt="Anna Sokólska na wałachu Czanar (Eurykles - Czadra), dwukrotna Mistrzyni Polski w Łucznictwie Konnym, fot. Waldemar Kosiński" width="590" height="700" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/IMG_2953-590x700.jpg 590w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/IMG_2953-863x1024.jpg 863w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/IMG_2953-768x911.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/IMG_2953.jpg 1049w" sizes="(max-width: 590px) 100vw, 590px" /></a><figcaption id="caption-attachment-38875" class="wp-caption-text">Anna Sokólska na wałachu Czanar (Eurykles &#8211; Czadra), dwukrotna Mistrzyni Polski w Łucznictwie Konnym, fot. Waldemar Kosiński</figcaption></figure>
<p>Temperament: To, co najczęściej słyszę od ludzi poszukujących ostatnio dla siebie konia brzmi: spokojny, spokojny, spokojny! Zawsze wtedy pytam, czy ty chcesz mieć porsche, które jeździ jak trabant? Jeśli tak, to może niekoniecznie arab. Z drugiej strony czasy mamy inne, obecne roczniki, w większości nie mają już tej zadzierżystości, co te wcześniejsze. Dlatego coraz bardziej potrzebny staje się arab z silnikiem niekoniecznie pięcio, ale powiedzmy dwu i półlitrowym. Uważam, że takie konie można, a nawet trzeba wyhodować, odpowiednio dobierając osobniki i konstruując program hodowlany.</p>
<p>Twardość: Mawiano w dawnych czasach, że dobry arab to koń praktycznie nie zdarty w użytku, którym można się cieszyć i będzie służył przez wiele lat. Nie wymagający zarówno pod względem pożywienia jak i utrzymania, radzący sobie bez kłopotu w różnych warunkach. To również koń, który bardzo szybko regeneruje siły, ma świetny metabolizm i jest niezawodny w wędrówce.</p>
<p>Uroda: Jeśli idzie o konia orientalnego zawsze mieliśmy to oko, swoisty zmysł estetyczny, którego nam zazdrościli. Lubowaliśmy się w koniach pięknych i dzielnych. W utworze Guldia Hetmana Wincenty Pol pisze: „Tam to oczko, tam to uszko, grzywa w drobne kosy, gdy zstąpiła lekko nóżką nie strąciła rosy”. Polski arab zawsze miał ten sznyt szlachetności budzący ogólny podziw, tym większy, że był to koń realny, twardy i dzielny.</p>
<p>Koń arabski to inteligencja, subtelność, lekkość, przyjemność. Fantastyczny kompan i przyjaciel w podróży, przygodzie, włóczędze. Łatwy w obsłudze, niewybredny, nieproblematyczny. Zdrowy, odporny, twardy psychicznie, niezmordowany i dynamiczny. Wierny i oddany panu. I jeszcze jedno, to KOŃ POLSKI, w którego oku zobaczysz, stepy Podola, szlacheckie dworki, magnackie rezydencje czy pola bitew. A kiedy zagalopuje, usłyszysz echa naszych dawnych wojennych przewag, mazurki Chopina, opowieści o sławnych stadach i rycerzach. Może starczy, bo się wzruszyłem&#8230;</p>
<figure id="attachment_38874" aria-describedby="caption-attachment-38874" style="width: 670px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/Album_i_Danuta_Kononczuk_podczas_klasy_Ladies_Side_Saddle_ECAHO_A_1-1.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-full wp-image-38874" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2022/01/Album_i_Danuta_Kononczuk_podczas_klasy_Ladies_Side_Saddle_ECAHO_A_1-1.jpg" alt="Danuta Konończuk na ogierze Album (Europejczyk - Alejka) podczas klasy Ladies Side Saddle na Mistrzostwach Europy Koni Arabskich w Stadl Paura (Austria), fot. Mateusz Jaworski" width="670" height="500" /></a><figcaption id="caption-attachment-38874" class="wp-caption-text">Danuta Konończuk na ogierze Album (Europejczyk &#8211; Alejka) podczas klasy Ladies Side Saddle na Mistrzostwach Europy Koni Arabskich w Stadl Paura (Austria), fot. Mateusz Jaworski</figcaption></figure>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziennika Atamana: Araby na granicy</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/38802-z-dziennika-atamana-araby-na-granicy</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Dec 2021 19:17:41 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=38802</guid>

					<description><![CDATA[Uczciwie mówiąc, miałem pisać o czym innym, ale że temat ostatnio – głównie za sprawą zdjęć ukazujących się w Internecie – bardzo gorący, dzisiaj parę słów o wojskowych arabach. Pomysł wykorzystania, a tym samym w pewnym sensie powrotu koni do wojska, zrodził się w roku 2017 w niespokojnej głowie prezesa Stowarzyszenia Bitwa pod Komarowem, Tomasza [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Uczciwie mówiąc, miałem pisać o czym innym, ale że temat ostatnio – głównie za sprawą zdjęć ukazujących się w Internecie – bardzo gorący, dzisiaj parę słów o wojskowych arabach. Pomysł wykorzystania, a tym samym w pewnym sensie powrotu koni do wojska, zrodził się w roku 2017 w niespokojnej głowie prezesa Stowarzyszenia Bitwa pod Komarowem, Tomasza Dudka. Zaczęło się od podpatrywania innych armii, które z powodzeniem zaczęły wprowadzać w swoje szeregi wierzchowce, których zadaniem jest służyć, pomagać i umożliwiać czy też ułatwiać szereg działań związanych z patrolowaniem, bądź transportowaniem sprzętu w szczególnie trudnym, bądź mało przyjaznym terenie. Nie od dzisiaj bowiem wiadomo, że gdzie diabeł nie może, tam… konia pośle. Bo mimo gigantycznej techniki, są takie miejsca, okoliczności przyrody, czy niektórych działań, że z koniem naprawdę dużo łatwiej.</p>
<figure id="attachment_38804" aria-describedby="caption-attachment-38804" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-2.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-38804" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-2-700x700.jpg" alt="Aurum (Western – Alisia), fot. archiwum autora" width="700" height="700" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-2-700x700.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-2-300x300.jpg 300w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-2-768x768.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-2.jpg 945w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-38804" class="wp-caption-text">Aurum (Western – Alisia), fot. archiwum autora</figcaption></figure>
<p>Atutem konia jest zasięg działania, nieporównanie większy niż spieszonego, w zasadzie bezszelestne możliwości poruszania, a także fakt, iż jest to „maszyna biologiczna”. Wszystkie te fantastyczne zabawki i cuda techniki, można wyłączyć, zneutralizować, baterie mogą się wyczerpać, a konisko pójdzie.</p>
<p>Jeśli powiem, że pomysł zrazu nie trafił na specjalnie podatny grunt, to i tak ujmę rzecz bardzo delikatnie, nie brakowało takich, którzy otwarcie pukali się w głowę, bo gdzie konie w wojsku, to nie dziewiętnasty wiek… Jednak Tomasz Dudek chodził, pukał do różnych drzwi, gdy te się przymykały wskakiwał oknem, wskazując, poza czysto praktycznymi walorami pomysłu również na wątek historyczny, tradycji naszej kawalerii, i że palnę patetycznie – polskiego przywiązania i miłości do konia.</p>
<figure id="attachment_38805" aria-describedby="caption-attachment-38805" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-3.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-38805" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-3-700x463.jpg" alt="Na pierwszym planie Nefilim Pilatus (Envision DH – Notacja), fot. archiwum autora" width="700" height="463" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-3-700x463.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-3-1024x678.jpg 1024w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-3-768x509.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-3-1536x1017.jpg 1536w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/12/attammann-3.jpg 2048w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-38805" class="wp-caption-text">Na pierwszym planie Nefilim Pilatus (Envision DH – Notacja), fot. archiwum autora</figcaption></figure>
<p>W efekcie powstał program pilotażowy uwzględniający wykorzystanie konia w Wojskach Obrony Terytorialnej. Niejako naturalnym stało się, że zarówno konie jak i ludzie przyszli do tej formacji z kawalerii ochotniczych związanych z Komarowską Potrzebą. Po pierwsze mieli konie, po drugie potrafili na nich jeździć, wreszcie po trzecie biorąc udział w kawaleryjskich manewrach, byli już cokolwiek przeszkoleni. Przez lata o projekcie było raczej cicho, aż wreszcie konie objawiły się na naszej wschodniej granicy. Co, mam nadzieję interesujące dla czytelników tej strony, w służbie są głównie małopolaki i konie arabskie. Widoczny na wielu zdjęciach siwy arab to ośmioletni Zeus (Albedo – Zeta Wu), którego właścicielem jest Paweł Wawrzkiewicz. Dzielna kasztanka, to dziesięcioletnia klacz Aurum (Western – Alisia) własności Aleksandry Kamińskiej. Rumaki na co dzień stacjonują w Stowarzyszeniu Miłośników Koni Arabian w Pawłosiowie koło Jarosławia na Podkarpaciu. Pierwsze kroki w służbie stawia również arabski wałach Nefilim Pilatus (Envision DH – Notacja), własności Tomasza Wiatrzyka.</p>
<p>Patrole odbywają się głównie w weekendy i trwają około trzech godzin, w trakcie których konie i jeźdźcy pokonują trudno dostępne nadbużańskie tereny. Zapamiętałem zdanie, które dawno temu padło z ust Jerzego Białoboka, a brzmiało: Hoduj konie potrzebne. To truizm, ale jeśli nasze araby będą dzisiaj znajdowały zastosowanie w wielu dziedzinach od sportu, przez rajdy, treck, łucznictwo, turystykę konną czy służbę patrolową, zwyczajnie będzie je po co hodować.</p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Z dziennika Atamana: Zażywanie araba po polsku</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/38766-z-dziennika-atamana-zazywanie-araba-po-polsku</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 04 Dec 2021 10:39:49 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=38766</guid>

					<description><![CDATA[Znany użytkownik i miłośnik araba pod siodłem, który na koniach czystej krwi prowadzi zarówno jeździeckie obozy wakacyjne dla dzieci, jak i rajdy po Puszczy Augustowskiej, Grzegorz Miklaszewski, na moje argumenty o kultywowaniu dawnych polskich linii i rodów odpowiedział tak: Możemy nahodować Kryżyki , Bairactary, Ilderimy, Ibrahimy, Kuhailany Haifi czy Afasy, ale to i tak bez [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><p>Znany użytkownik i miłośnik araba pod siodłem, który na koniach czystej krwi prowadzi zarówno jeździeckie obozy wakacyjne dla dzieci, jak i rajdy po Puszczy Augustowskiej, Grzegorz Miklaszewski, na moje argumenty o kultywowaniu dawnych polskich linii i rodów odpowiedział tak: Możemy nahodować Kryżyki , Bairactary, Ilderimy, Ibrahimy, Kuhailany Haifi czy Afasy, ale to i tak bez znaczenia jeśli nikt nie będzie na nich jeździł i ich użytkował.</p>
<p>Niestety trafił w sedno obnażając problem, który toczy naszą arabską branżę od bardzo dawna, a który hasłowo można spointować smutną prawdą, że arabiarze nie koniarze. Osobiście uważam, że to jest największe nieszczęście polskiego araba. Od lat budujemy mu wizerunek maskotki nowobogackich elit, wystraszonego, elektrycznego, przerażonego ideału piękna, któremu na wybiegach towarzyszy tłuczenie batami po bandach, płoszenie reklamówkami popularnych dyskontów, czy hałasowanie butelkami zaopatrzonymi w kamienie, że o okrzykach rodem z trybuny dla wygolonych kiboli łaskawie zmilczę. Polski arab, to w odczuciu znakomitej większości koniarzy jakiś wypacykowany, wymuskany i wypudrowany pudel, z którym biega się na smyczy, a nie realny, dzielny, twardy, piekielnie inteligenty, oddany człowiekowi wierzchowiec.</p>
<figure id="attachment_36585" aria-describedby="caption-attachment-36585" style="width: 700px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/04/2021-04-29-02.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-36585" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/04/2021-04-29-02-700x467.jpg" alt="Krzysztof Czarnota z ogierem Murat-Nur, fot. archiwum autora" width="700" height="467" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/04/2021-04-29-02-700x467.jpg 700w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/04/2021-04-29-02-768x512.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/04/2021-04-29-02.jpg 1024w" sizes="(max-width: 700px) 100vw, 700px" /></a><figcaption id="caption-attachment-36585" class="wp-caption-text">Krzysztof Czarnota z ogierem Murat-Nur, fot. archiwum autora</figcaption></figure>
<p>Długo pracowaliśmy na ten wizerunek, uporczywie lansując obraz wychuchanego, wydelikaconego, odpicowanego konika do niczego, a nie polskiego araba „na wojnę”, do przygody, wędrówki, zdrowego i niezdartego w użytku. Modne dzisiaj staje się na powrót hasło Pure Polish, które jak rozumiem jest kwintesencją naszych hodowlanych tradycji, obyczajów, naszej historycznej spuścizny. Mam nadzieję, bo jakoś głośno się o tym nie wspomina, że owa spuścizna, z której jesteśmy tak dumni, dotyczy również użytkowania, czyli jak mawiano drzewiej: zażywania araba pod siodłem…</p>
<p>Tak się bowiem szczęśliwie składa, że nasi wielcy i legendarni hodowli arabów, byli w zasadzie bez wyjątku znamienitymi koniarzami. Że wspomnę tylko tych największych: Emir Rzewuski słynął powszechnie jako znakomity i niestrudzony jeździec, nie gorzej w siodle trzymał się Juliusz Dzieduszycki, zaś Sanguszkowie do zaprzęgu i jako koni rozgonnych używali jedynie ogierów czystej krwi. Pamiętamy przecież obrazy Eustachego Sanguszki na karym Szumce, hrabiego Juliusza na Merdżamkirze, czy Farysa mknącego przez pustynię.</p>
<figure id="attachment_35376" aria-describedby="caption-attachment-35376" style="width: 611px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/02/Eustachy-Erazm-Sanguszko-w-mundurze-kawalerii-narodowej1794-pedzla-Juliusza-Kossaka-1871-rok-fot.-ze-zbiorow-Muzeum-Okregowego-w-Tarnowie.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-35376" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/02/Eustachy-Erazm-Sanguszko-w-mundurze-kawalerii-narodowej1794-pedzla-Juliusza-Kossaka-1871-rok-fot.-ze-zbiorow-Muzeum-Okregowego-w-Tarnowie-611x700.jpg" alt="Eustachy Erazm Sanguszko w mundurze kawalerii narodowej (1794), obraz Juliusza Kossaka, 1871. Zdjęcie z archiwum Muzeum Okręgowego w Tarnowie" width="611" height="700" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/02/Eustachy-Erazm-Sanguszko-w-mundurze-kawalerii-narodowej1794-pedzla-Juliusza-Kossaka-1871-rok-fot.-ze-zbiorow-Muzeum-Okregowego-w-Tarnowie-611x700.jpg 611w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/02/Eustachy-Erazm-Sanguszko-w-mundurze-kawalerii-narodowej1794-pedzla-Juliusza-Kossaka-1871-rok-fot.-ze-zbiorow-Muzeum-Okregowego-w-Tarnowie.jpg 698w" sizes="(max-width: 611px) 100vw, 611px" /></a><figcaption id="caption-attachment-35376" class="wp-caption-text">Eustachy Erazm Sanguszko w mundurze kawalerii narodowej (1794), obraz Juliusza Kossaka, 1871. Zdjęcie z archiwum Muzeum Okręgowego w Tarnowie</figcaption></figure>
<p>Mamy dzisiaj sytuację dość szczególną, ceny koni poszybowały dość mocno w górę, czyniąc wreszcie hodowlę choćby w niewielkim stopniu rentowną. Perspektywy są zachęcające, ponieważ według obliczeń sam polski rynek gotowy jest na wchłonięcie około czterdziestu tysięcy rumaków. A wiecie które konie podrożały najmniej? Araby i prawdę mówiąc wcale mnie to nie dziwi.</p>
<p>Od lat zamiast budować rynek araba użytkowego, systematycznie go niszczymy. I niestety brylują w tym stadniny państwowe. Bo powiedzcie, jak przyzwoity hodowca użytkowych arabów ma za rozsądne pieniądze sprzedać przyzwoitego araba, skoro w stadninach państwowych na przetargach można kupić trzylatka za tysiąc Euro? Nie da się tego nazwać inaczej jak niszczeniem rynku. Zapyta ktoś dlaczego tak się dzieje? To dosyć proste, nasza tak zwana elitarna hodowla w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach nastawiona jest na już nawet nie hodowlę, a produkcję koni pokazowych. Tym samym wszystko, co nie spełnia wydumanego sztucznie kanonu urody, traktowane jest jako odpad hodowlany. I tak zdrowe, piękne, często rosłe i kościste konie to balast i odpad, którego należy się jak najszybciej pozbyć. Więc jadą te rumaki za granicę, przehandlowane w pęczku za bezcen, niszcząc nam markę, reputację i rynek. Ewentualnie bierze je rodzimy handlarz, który już po tygodniu wystawia je w ogłoszeniu dorzucając sto procent do ceny zakupu. A ja uważam, że powinniśmy je sprzedawać jako właśnie markowe Pure Polish, przygotowane, ujeżdżone i za godziwe pieniądze.</p>
<p>Zagranica jest oczywiście bardzo ważna, ale zdecydowanie zacząłbym od zaprezentowania polskiego araba polskim koniarzom, bo w większości, ani go nie znają, ani nie cenią. Jestem przekonany, że to jest dzisiaj zadanie ludzi związanych z hodowlą arabów, tudzież związków hodowlanych. I nie ma tak naprawdę znaczenia, kto jakie konie hoduje. Wśród koni pokazowych, do pokazów nadaje się może dwadzieścia procent, wyścigowce biegają najczęściej sezon, albo dwa, a potem? Myślę, że w interesie nas wszystkich jest pokazanie polskiego araba jako konia, którego z powodzeniem, szanując tradycję, zażywa się pod siodłem.</p>
<p>Potrzeba do tego zmiany wizerunku, oczywiście promocji i wyjścia szerzej do koniarskiej braci, prezentując im zalety naszych koni. Przecież żaden inny wierzchowiec tak jak polski arab nie wiąże się z naszą historią, tradycją, strojem, staropolskim obyczajem i tym wszystkim, co w szkatułce z napisem „Ukochane” drzemie gdzieś na dnie duszy każdego Polaka. </p>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
		<item>
		<title>Nowości na rynku wydawniczym!</title>
		<link>https://polskiearaby.com/felietony-i-recenzje/38748-nowosci-na-rynku-wydawniczym</link>
		
		<dc:creator><![CDATA[McVoy]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 25 Nov 2021 17:50:30 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Felietony i recenzje]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://polskiearaby.com/?p=38748</guid>

					<description><![CDATA[Rekomendacja prof. UPP dr hab. Marcina Komosy Książka Profesor Krystyny Chmiel „Polska hodowla koni arabskich czystej krwi (1979 – 2019) i jej sukcesy na świecie”, wydana w tym roku przez Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi to prawdziwy rarytas dla wszystkich, których fascynują konie tej wyjątkowej rasy. Dzieło to stanowi profesjonalną i dogłębną kontynuację opracowania [&#8230;]]]></description>
										<content:encoded><![CDATA[<div class="wprt-container"><h4>Rekomendacja prof. UPP dr hab. Marcina Komosy</h4>
<p>Książka Profesor Krystyny Chmiel <em>„Polska hodowla koni arabskich czystej krwi (1979 – 2019) i jej sukcesy na świecie”</em>, wydana w tym roku przez Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi to prawdziwy rarytas dla wszystkich, których fascynują konie tej wyjątkowej rasy. Dzieło to stanowi profesjonalną i dogłębną kontynuację opracowania wybitnego hipologa, jakim był prof. Witold Pruski, dotyczącego polskich arabów sprzed roku 1979. Od tego czasu Polska przeszła wiele przemian, pojawiły się nowe pokolenia hodowców, jednak marka naszych koni arabskich niezmiennie widnieje jako „Pure Polish Perfection” (czysto polska doskonałość) oraz „Pure Polish Elegance” (czysto polska elegancja). Książka Profesor Chmiel podzielona jest na dwie obszerne części, z których pierwsza ukazuje lata 1979 – 1989, a druga okres ostatniego trzydziestolecia. Ten ostatni czas uwzględnia transformację ustrojową w Polsce i jej wpływ na hodowlę koni arabskich, na tle sytuacji światowej i globalnego spojrzenia na konie tej rasy. Autorka nie unika ukazania również trudnych kwestii, jak chociażby trendu preferowania „egzotycznego typu” na pokazach międzynarodowych. Osobniki takie wykazywały cechy przerasowania, niemal nawet degeneracji, czego wyrazem była zwłaszcza krótka partia trzewioczaszki z przesadnie szczupaczym profilem kości nosowej, tak wklęsłym, że groziło to zakłóceniem prawidłowego przebiegu górnych dróg oddechowych. Stąd czytając książkę Krystyny Chmiel odbiorca ma pewność, że zapoznaje się z kompleksowym spojrzeniem na hodowlę koni czystej krwi arabskiej, nie zaś tylko z rejestrem typowo historycznym. Ukazanie trendów dominujących na pokazach, zmieniających się sytuacji – w tym różnorakich preferencji jeśli chodzi o selekcję i dobór do kojarzeń – jest ogromnym atutem tej książki. Ponadto niniejsza monografia zachwyca czymś, co w obecnych czasach staje się rzadkością – chodzi o szczegółowe i ze wszech miar wyczerpujące podejście do tematu. Trudno sobie wręcz wyobrazić, by nie skorzystać z wiadomości w niej zawartych, niezależnie od tego czy podchodzimy do hodowli koni arabskich bardziej z praktycznego, czy może raczej z naukowego pułapu. W książce tej bowiem aspekty czysto praktyczne przenikają się – a może należałoby powiedzieć, iż w dużej mierze wynikają – ze spostrzeżeń wybitnego badacza i znawcy tej rasy koni, jakim jest autorka. Do takich spostrzeżeń zaliczyć należy również przewidywanie przyszłości rysującej się dla koni arabskich, zwłaszcza w kontekście ich oceny jako koni użytkowanych wierzchowo. Szczególnie rola jako rasy preferowanej w rajdach długodystansowych jest ukazana w monografii w sposób niezwykle ciekawy. Dzięki książce Profesor Chmiel historia koni arabskich czystej krwi zyskuje tym bardziej na znaczeniu, że uświadamia jak ważną rolę pełnią konie tej rasy w kontekście zarówno gospodarczym, jak również prestiżowym dla naszego kraju, a tym samym stanowi godną kontynuację dzieła profesora Pruskiego.</p>
<p style="text-align: right;"><em>Dr hab. Marcin Komosa, </em><br />
<em>prof. Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu</em></p>
<p>Książkę można zamówić u Wydawcy, pisząc na adres: <a href="mailto:promocja@nikidw.edu.pl">promocja@nikidw.edu.pl</a>.</p>
<p>&nbsp;</p>
<figure id="attachment_38750" aria-describedby="caption-attachment-38750" style="width: 490px" class="wp-caption aligncenter"><a href="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/11/Okladka-Konie-arabskie-tyl.jpg"><img loading="lazy" decoding="async" class="size-medium wp-image-38750" src="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/11/Okladka-Konie-arabskie-tyl-490x700.jpg" alt="Krystyna Chmiel - „Polska hodowla koni arabskich czystej krwi (1979 – 2019) i jej sukcesy na świecie” - tył okładki" width="490" height="700" srcset="https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/11/Okladka-Konie-arabskie-tyl-490x700.jpg 490w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/11/Okladka-Konie-arabskie-tyl-717x1024.jpg 717w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/11/Okladka-Konie-arabskie-tyl-768x1097.jpg 768w, https://polskiearaby.com/wp-content/uploads/2021/11/Okladka-Konie-arabskie-tyl.jpg 1050w" sizes="(max-width: 490px) 100vw, 490px" /></a><figcaption id="caption-attachment-38750" class="wp-caption-text">Krystyna Chmiel &#8211; „Polska hodowla koni arabskich czystej krwi (1979 – 2019) i jej sukcesy na świecie” &#8211; tył okładki</figcaption></figure>
</div>]]></content:encoded>
					
		
		
			</item>
	</channel>
</rss>
