Reklama
Pride of Poland - 2021
Z dziennika Atamana: Rocznice

Ludzie i Konie

Z dziennika Atamana: Rocznice

Emir Rzewuski, 1897, autor: Juliusz Kossak, źródł: agraart.pl

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

W tym tygodniu przypadają dwie rocznice, znamienne dla polskiej hodowli koni arabskich, które wypadałoby, a chyba nawet trzeba odkurzyć z kart historii. I jak to w życiu bywa, jedna jest radosna, druga wręcz przeciwnie, smutna.

Sto dziewięćdziesiąt lat temu 14 maja 1831 roku, w bitwie pod Daszowem ginie Wacław Rzewuski. Kiedy Powstanie Listopadowe rozlewa się na ziemie zaboru rosyjskiego, hrabia i przesłynny emir w jednej osobie, formuje z wiernych Kozaków oddział, sadza ich na bezcenne arabskie wierzchowce, po czym rusza do walki. Wychodzi zwycięsko z kilku potyczek, sprawdzając się w roli odważnego dowódcy. Po bitwie pod Daszowem jego schlastany błotem ogier Muktar Tab, bez uzdy i siodła wpada na dziedziniec w Sawraniu i przeraźliwym rżeniem ogłasza śmierć swego pana. Nadzwyczajności temu zdarzeniu nadaje fakt, że ciała Rzewuskiego nigdy nie odnaleziono. Jeszcze na długo po tym zdarzeniu, po podolskich dworach, wieczorem przy kominku, opowiada się sensacyjne historie, jakoby Emir nie zginął, a przedarł się na ukochaną pustynię, gdzie żyje wśród Beduinów i ich koni.

Stanisław Haman (sekretarz Towarzystwa Zachęty do Hodowli Koni w Polsce) i Bogdan Ziętarski (z prawej) z ogłowiami przywiezionymi z Arabii, fot. z archiwum Piotra Grzywnowicza

Niemal sto lat po tym zdarzeniu, bo dokładnie 12 maja 1931 roku z wyprawy po konie na Półwysep Arabski wraca Bogdan Ziętarski. Na kartach historii zapisuje się jako wybitny fachowiec i specjalista. Warto przypomnieć, że to on jest autorem, powstałego w latach dwudziestych ubiegłego wieku, programu wyścigowego dla koni arabskich. A jego główne zasady dotyczące wieku jak i dystansów, na których biegają araby obowiązują do dzisiaj. Jego wyprawa na pustynię po konie dla księcia Romana Sanguszki w 1931 roku jest ostatnią ze słynnych wypraw po araby, które przez wieki realizowali polscy magnaci. I tak jak jak nikt przed Juliuszem Dzieduszyckim nie przywiódł z pustyni tak cennych klaczy jak Gazella, Mlecha i Sahara, tak nikt przed Bogdanem Ziętarskim nie przyprowadził tak cennych ogierów. Nie ma ich nawet chyba sensu wymieniać, bo każdy miłośnik arabów wyrecytuje te imiona wyrwany ze snu w środku nocy. Czynię to jedynie dla porządku, bo przecież każdy doskonale wie, że chodzi o Kuhailana Haifi, Kuhilana Afasa, Kuhailana Kruszana, Kuhailana Zaida i Kuhailana Ajouz.

Gdyby wówczas miano świadomość jaką siłę genetyczną niosą, zwłaszcza te dwa pierwsze ogiery, na powrót Ziętarskiego do Gumnisk czekałaby co najmniej orkiestra reprezentacyjna. Tymczasem nie czekał na niego nikt. Kreślę tych kilka słów również i po to, żeby w dziewięćdziesiąt lat po tym zdarzeniu przypomnieć hodowcom o rodach męskich, które sprowadził do Polski Bogdan Ziętarski, bo takie odnoszę wrażenie, że w pogoni za opakowaniem gubimy zawartość. A bez wątpienia zarówno Kuhailan Haifi jak i Kuhailan Afas stanowią trzon polskiej hodowli.

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy
Nashwan Al Khalidiah

Newsletter

Reklamy
Stigler Stud
Equus Arabians