Reklama
El Jahez WH dostępny w Polsce
KIAHF - Katara International Arabian Horse Festival
Kim był Gliocco, sprzedawca Bagdada

Ludzie i Konie

Kim był Gliocco, sprzedawca Bagdada

Kim był Gliocco, sprzedawca Bagdada

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Bagdad, pędzla Juliusza Kossaka. Fot. archiwum
Bagdad, pędzla Juliusza Kossaka. Fot. archiwum

„Wielkim wydarzeniem dla stadniny w Jarczowcach było zakupienie przez Kajetana Dzieduszyckiego w 1840 r. od znanego handlarza Gliocco siwego, oryginalnego ogiera arabskiego Bagdada – pisze prof. Witold Pruski („Dwa wieki polskiej hodowli koni arabskich…”, str. 65). – Handlarz ten w 1840 r. przyprowadził do Lwowa partię koni arabskich, które były poszukiwane w Galicji. K. Dzieduszycki, dowiedziawszy się o przybyciu Gliocca, jeździł kilka razy do Lwowa i chciał nabyć wyjątkowo urodziwego i szlachetnego Bagdada, ale Grek żądał jakiejś zawrotnej sumy i do kupna nie dochodziło. Wówczas K. Dzieduszycki posłał swego syna Juliusza, aby ten spróbował jeszcze się potargować”.

Tak wydarzenie to opisywał w 1904 r. Stefan Bojanowski („Sylwetki koni orientalnych i ich hodowców”, str. 40): „Juliusz dostał od ojca na kupno pełny trzos dukatów w złocie, zabrał wszystkie swoje pieniądze i pojechał powozem czterema cugowymi końmi do Lwowa. Zobaczywszy Bagdada tak się zapalił, że dał za niego wszystkie dukaty, które od ojca otrzymał, i te, które ze swojej zabrał szkatuły, a było ich podobno dość sporo, sprzedał cztery konie, powóz, dery i bat bogato srebrem okuty, ażeby żądaną za konia uzupełnić sumę i sam na Bagdadzie do Jarczowiec wierzchem przyjechał, a furman pieszo do domu powrócił.” Bagdad, jak relacjonuje dalej prof. Pruski, dał doskonałe potomstwo i podniósł jarczowiecką stadninę na o wiele wyższy poziom. Kilka lat później Juliusz, poszukując ogiera dla córek Bagdada, udał się do Arabii i przywiózł stamtąd, obok siedmiu reproduktorów, także klacze Gazellę, Mlechę i Saharę. Ich znaczenia dla polskiej hodowli koni arabskich nie trzeba podkreślać. Syn Bagdada Pielgrzym 1851 (od Gazelli or. ar.) sprzedany został do stadniny w Babolnie, gdzie jego imię zmieniono na Bagdady.

Jeden z obrazów Juliusza Kossaka przedstawia, według prof. Pruskiego, właśnie ogiera Bagdad, mimo że podpis niezupełnie się zgadza (Bagdady), a i data (1890) świadczy o tym, że dzieło powstało, gdy ogier od dawna już hasał po niebieskich pastwiskach. Biorąc jednak pod uwagę, że malarz przebywał w Jarczowcach w latach 40. XIX wieku, a więc w czasie, gdy był tam i Bagdad, jak i fakt, że w ostatniej dekadzie życia (jak pisze biograf Kossaka Kazimierz Olszański w książce „Juliusz Kossak”) artysta malował z pamięci, powtarzając dawne motywy, można przypuszczać, że obraz, znajdujący się dziś w rękach prywatnych, rzeczywiście przedstawia ogiera, sprzedanego Juliuszowi Dzieduszyckiemu przez Gliocco. W całej tej historii, doskonale znanej wszystkim miłośnikom koni arabskich w Polsce, jest jeden znak zapytania: kim był ów grecki handlarz Gliocco? Okazuje się, że jego losy są równie fascynujące i pełne zagadek, jak opowieść o „naszym” emirze Rzewuskim.

Historię Gliocco prześledził i opisał Andrew K. Steen w artykule „All the Queen’s Horses” (“Wszystkie konie królowej”), będącym wstępnym zarysem przygotowywanej przez niego książki. Gliocco, z pochodzenia Grek, w piśmiennictwie hiszpańskim i anglosaskim figuruje jako Nicolás Gliocho. Pod koniec lat 40. XIX wieku został wynajęty przez królową Hiszpanii Izabelę II i w poszukiwaniu doskonałych koni wyprawił się przez pustynię na tereny objęte nieustającymi walkami, do tego zaraz po przejściu wielkiej epidemii. Zniknął w pustyni Nedżdu na całe 11 miesięcy i można tylko spekulować, co się z nim przez ten czas działo.

Izabela II (1830–1904), córka króla Hiszpanii Ferdynanda VII Burbona (1784–1833), przeszła do historii jako władczyni dworu wyjątkowo skorumpowanego i przesiąkniętego intrygami. Tron objęła jako 13-latka; trzy lata później wydano ją za mąż za kuzyna, księcia Kadyksu. Jak pisze A.K. Steen, w maju 1847 r. młodziutka królowa zapragnęła nabyć dwa konie pełnej krwi angielskiej. Wkrótce jednak zmieniła zdanie i kazała zakupić „trzy lub cztery konie czystej krwi arabskiej z Aleksandrii”. Być może na ten kaprys Izabeli II wpływ miał jej ojczym, przebogaty i ustosunkowany książę Riánsares, były sierżant straży królewskiej Ferdynand Muñoz, jednocześnie właściciel stadniny liczącej sobie co najmniej 100 klaczy. Jego związek z królową-matką i do niedawna regentką Marią Krystyną uznano oficjalnie, jako małżeństwo morganatyczne, dopiero w 1845 r., mimo że para doczekała się siedmiorga dzieci. Ich najstarsza córka, María Amparo, poślubiła księcia Władysława Czartoryskiego.

Książę Riánsares postanowił w r. 1846 kupić cztery reproduktory arabskie oraz sześć klaczy bezpośrednio z pustyni. Jednym słowem, prywatny pierwotnie plan importu wkrótce stał się sprawą państwową. Na konto niejakiego Antonio de Córdoba, od lat pozostającego w służbie rządu hiszpańskiego, przelano 120.000 franków, a ten wysłał zapytanie do wszystkich konsulów na Bliskim Wschodzie – w Aleksandrii, Aleppo, Damaszku i Bejrucie – o to, komu można by powierzyć trudne zadanie znalezienia odpowiednich koni. Odpowiedź nadeszła zewsząd ta sama: człowiekiem, który najlepiej nadaje się do tego zadania, jest dyplomata i znawca koni Nicolás Gliocho.

Szalejąca w Damaszku, a wkrótce potem w całej Arabii, Turcji i Persji epidemia cholery sprawiła, że wyprawę trzeba było jednak odłożyć o kilka miesięcy – relacjonuje dalej Steen. W końcu jednak Gliocho wyruszył z Konstantynopola (dzisiejszy Istambuł), w listopadzie 1847 roku, statkiem przez Morze Czarne do portu Samsun, a potem konno do Mosulu. Stamtąd, na specjalną prośbę Antonia de Córdoba, udał się do niedalekich ruin Niniwy. Kupił tam trzy płaskorzeźby asyryjskie, każda wysokości 60 cm i o ciężarze 25 kg. Dotarły do Madrytu w listopadzie 1850 r., już po śmierci nabywcy. Dziś są eksponowane w muzeum Królewskiej Akademii Historii w Madrycie. Specjalnie do ich transportu Gliocho pozyskał perskiego ogiera rasy Karavan, który stał się ojcem koni pociągowych w Hiszpanii. To oraz płaskorzeźby to jedyne dziedzictwo, jakie przetrwało po brawurowej wyprawie (która okazała się jego ostatnią) szaleńczo odważnego Greka do najbardziej niebezpiecznych rejonów ówczesnego świata…

Według Steena, po „wycieczce” do Niniwy Gliocho kupił 8 koni arabskich i zostawił je w Mosulu. Następnie zaś zniknął na pustyni w towarzystwie przywódcy plemienia Fadaan Shammar i oddziału beduinów. Przez 11 miesięcy nie dawał znaku życia, nawet swojej żonie Zofii. W październiku 1848 r. odezwał się nagle z Bagdadu z wieścią, że nabył nie 10, ale aż 26 koni arabskich (10 klaczy i 16 ogierów), najwyższej jakości. Kolejne listy, które nadchodziły w ciągu kilku następnych miesięcy, opowiadały o bandyckich napaściach na transportowane stado, o rzekach, które wystąpiły z brzegów i o żarze lejącym się z nieba. Mówiły też o coraz bardziej podupadającym zdrowiu samego, wówczas 50-letniego Gliocha.

Niemal cudem Grek zdołał dotrzeć do miasta Diyarbakir w Kurdystanie, wraz z końmi oraz swym zaufanym towarzyszem Jorge Frifili i dwudziestką arabskich i perskich konwojentów. Kilka dni później zmarł. Z Madrytu wyruszyła wówczas kolejna wyprawa, pod wodzą lekarza weterynarii Martína Grande, mająca za zadanie odzyskać konie. Na rzecz tej nowej wyprawy wyasygnowano z królewskiej kasy – jak podaje Steen – następnych 40.000 franków. Zaufani ludzie królowej ruszyli do Konstantynopola. W tym czasie Gerardo de Souza, który zastąpił Antonia de Córdoba, zatrudnił Polaka Pawła Szymańskiego, mieszkającego w Konstantynopolu, by przeprawił się przez góry po konie, zanim zima to uniemożliwi. Szymański, wynagradzany za każdy dzień pracy, nie spieszył się jednak zanadto z wykonaniem powierzonej mu misji. Fundusze, przekazane mu w celu opłacenia pobytu koni w Diyarbakirze, wykorzystał na zakup dodatkowych 31 koni (nie arabskich), które zamierzał sprzedać z zyskiem.

Tymczasem znów słuch o całym stadzie (które wówczas liczyło już 80 koni) zaginął. Gdy w końcu dotarło do Ankary, Szymańskiemu odebrano konie, nie otrzymał również obiecanej zapłaty. Za to konie przeznaczone przez niego na sprzedaż wystawiono na licytację, a uzyskaną kwotę – faktycznie pokaźną, 28.800 piastrów – potraktowano jako podreperowanie nadwątlonego budżetu królowej.

Także konie arabskie z owego stada stały się przedmiotem sporu. Żona Gliocha Zofia dowodziła, że 13 z nich mąż jej kupił za własne pieniądze, tak więc nie są własnością królowej. Jednak komisja królewska uznała, że śmierć Gliocha naraziła królową na wielkie straty finansowe i ogromny niepokój o losy stada. Tak więc zarówno wdowa po wysłanniku, jak i jej siedmioro dzieci pozostało praktycznie bez środków do życia. I tak, zamiast 26, aż 40 koni załadowano w Konstantynopolu na statki do Marsylii. W czasie podróży Jorge Frifilli, towarzysz Gliocho, został okradziony z pieniędzy królewskich. Wkrótce oskarżono go o ich malwersację…
Z Marsylii stado wyruszyło do Hiszpanii. W Bayonne pieczę nad nim przejął ówczesny kochanek królowej – markiz de Bedmar. 21 listopada 1850 r. zakupione przez Gliocha konie trafiły wreszcie do królewskich stajni w Madrycie. Eskortowała je malownicza grupa ok. 30 Arabów, Persów, Greków, Włochów i Francuzów – niektórzy z nich odbyli drogę do stolicy Hiszpanii aż z Bagdadu.

Z dokumentacji zebranej przez Steena wynika, że Zofia Gliocho nie dała za wygraną. Przybyła do Madrytu, domagając się od królowej zapłaty za konie swego męża. Po pięciu miesiącach starań ta wykształcona i uparta kobieta doczekała się rehabilitacji Nicolasa oraz 150.000 ówczesnych peset, co stanowiło małą fortunę. Uczestnicy obu wypraw, w tym niesłusznie oskarżany Jorge Frifili i Martín Grande, również otrzymali stosowne wynagrodzenie oraz medale.

Izabela II, po latach nieudolnych i skorumpowanych rządów, została wygnana z Hiszpanii w roku 1868. „Ograniczona intelektualnie, niezdolna do postrzegania problemów kraju w perspektywie szerszej niż jej własny doraźny interes, królewski majestat nadszarpnęła też przez swój styl życia: bigoterię w dość niecodzienny sposób łączyła z niezwykłą erotyczną aktywnością, w ciągu jej panowania przez madrycki dwór przesunął się długi rząd – na ogół publicznie znanych – faworytów” – tak podsumowują jej rządy w „Historii Hiszpanii” Tadeusz Miłkowski i Paweł Machcewicz. Wszystkie konie należące do królowej zlicytowano za niewielkie pieniądze. Araby z pustyni nie miały szczęścia trafić w ręce odpowiednich hodowców i nie założyły żadnego istotnego dla dzisiejszej hodowli rodu ani linii. Jak konstatuje Steen, po wyprawie Gliocha pozostały jedynie asyryjskie płaskorzeźby i dwa malowidła autorstwa francuskiego malarza Charlesa Poriona (1814–1868), na których artysta uwiecznił generałów królowej na wspaniałych pustynnych arabach oraz samą królową w towarzystwie męża i ośmiu generałów – wszystkich na koniach, za które Gliocho oddał życie.

Historię Nicolasa Gliocho zrekonstruował Andrew K. Steen w tekście „All the Queen’s Horses” 1999, opublikowanym na witrynie Hiszpańskiego Towarzystwa Konia Arabskiego.

Artykuł “Kim był Gliocco, sprzedawca Bagdada” ukazał się w kwartalniku „Araby” nr 17, 1/2010

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians