Reklama
Krajowy zaułek czy samobójcze, pełne otwarcie? Dylemat wyścigów koni czystej krwi

Wyścigi / Sport

Krajowy zaułek czy samobójcze, pełne otwarcie? Dylemat wyścigów koni czystej krwi

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
fot. finisz.pl
fot. finisz.pl

„Arabskie” podsumowanie sezonu 2008, choć „nie chcę, ale muszę” zacząć od kilku uwag ogólnych. Są one, moim zdaniem, nieodzowne do zrozumienia tego, co się w wyścigach koni arabskich na torze warszawskim w tym roku wydarzyło. Zdaję sobie sprawę, że tytułowe słowa „zaułek” i „dylemat” rzutują na treść dalszych wywodów. Oczywiście, może ktoś udawać, jak śpiewa Robert Gawliński, że w tym roku, jeśli idzie o wyścigi arabów, „nie stało się nic”. Ja jednak uważam, że się stało, i że dalsze chowanie głowy w piasek, zakończy się takim czy innym bankructwem tych, którzy rzeczywistego stanu rzeczy nie chcą przyjąć do wiadomości.

Nie niemieckie, nie austriackie?

Wrocławski zespół kabaretowy „Elita” miał kiedyś w repertuarze prześliczną piosenkę Jana Kaczmarka, upominającą się o to, żeby w pogoni za Europą i światem nie stracić z pola widzenia tego, co polskie. Konie arabskie, co jest swego rodzaju paradoksem, są od dziesiątków lat synonimem „polskości”. Krew arabów, sprowadzanych w XIX wieku wprost z beduińskiej pustyni przez Polaków należących wówczas nie tylko do finansowej, ale i intelektualnej elity, płynie w żyłach koni tej rasy, wyhodowanych w wielu krajach świata. Nie tylko w USA, gdzie arabskim reproduktorem XX wieku został wyhodowany w Albigowej Bask, ale także w Niemczech, Austrii, Rosji i Szwecji. Dlaczego więc zamykać przed końmi wyhodowanymi w tych krajach gonitwy na Służewcu? Najwięksi przeciwnicy takiego zakazu wytaczają grzmiące armaty, że w ten sposób spada nie tylko atrakcyjność i widowiskowość ważnych, selekcyjnych gonitw, ale na dłuższą metę jest to w istocie ślepy zaułek. Jak bowiem ma się polepszyć „wyścigowa jakość” polskich arabów, jeśli będą się kisić w sosie własnym, bez szerokiej konfrontacji z końmi czystej krwi wyhodowanymi za granicą? Chyba że na postępie w tej dziedzinie tak naprawdę polskim arabiarzom nie zależy.

Bukiety polskie, jak wiadomo…

Powyższa supozycja jest najbliższa prawdy, bo tradycyjnie podstawowym celem polskiej hodowli jest kreowanie „arabskiego bukietu”, czyli zespołu cech poddawanych estetycznej ocenie. W tym kontekście szybkość, dzielność i wytrzymałość to cechy drugorzędne. Mimo to jednak zdecydowana większość polskich arabów poddawana jest wyścigowym próbom i nigdzie w Europie program gonitw dla tych koni nie jest tak rozbudowany, jak w Warszawie na Służewcu. Gdyby nagrody w gonitwach były wysokie, oprócz Niemców i Austriaków przyjeżdżaliby na nasz tor chętnie także Francuzi i Rosjanie. Wiadomo od dawna, że, jak to określa prezes PZHKA Izabella Pawelec-Zawadzka, w wymienionych wyżej krajach hoduje się araby nie tylko dla ich piękna, ale także w innym niż u nas, wyścigowym typie. Z takimi „wyścigowcami” polskie araby mają niewielkie szanse w rywalizacji na torze. Musiałyby upłynąć lata, zanim taki stan mógłby zostać zmieniony. Polscy hodowcy musieliby wyłożyć duże pieniądze na zakup sprawdzonych, zagranicznych reproduktorów, a nie „kryć jak leci Fryderykami, Eksternami” oraz innymi, podobnej klasy ogierami. Nikt takiego ryzyka w obecnej sytuacji, gdy przyszłość toru warszawskiego nadal jest niepewna, nie podejmie.

Diabeł tkwi w szczegółach

Zwolennicy zniesienia na Służewcu wszelkich ograniczeń dla arabów zagranicznych nie wywodzą się oczywiście z grona państwowych i prywatnych hodowców oraz właścicieli koni czystej krwi. Ci bowiem na ogół są, jeśli chodzi o inwestowanie w wyścigi, na dużym minusie. Krzysztof Goździalski, twórca ośrodka Falborek Arabians, po wygraniu Derby przed trzema laty (michałowski Don Carlos), tylko śladowo zaznaczył w tym sezonie swą obecność na torze (biegał jedynie kilka razy trzyletni Abelard, ale po kontuzji został zabrany przez właściciela z toru). Tak na marginesie, to chyba jakieś fatum ciąży nad prywatnymi hodowcami i właścicielami, których konie w ostatnich 12 latach wygrywały Derby. Upadek świetnie zapowiadającej się stadniny Korfowe, którą wymarzyła sobie wielka (na początku lat 90.) entuzjastka koni arabskich Joanna Grootings, zaczął się od zwycięstwa Dekora w Derby 1996. W ciągu ostatnich dwóch sezonów zaczęła wycofywać swe konie z wyścigów kwitnąca w latach 1999-2006 stadnina Andrzeja Wójtowicza, który drugie zwycięstwo swego konia w Derby, Eliata (pierwszym był Gwaro w 2000 r.) fetował przed dwoma laty. Chudszy rok miał Jan Głowacki z Nowej Małej Wsi, którego araby przez kilka lat, począwszy od zwycięstwa Gafala w Derby (2002), należały do służewieckiej czołówki. Naprawdę dobrymi wynikami w sezonie 2008 wyjątkowo może się pochwalić jedynie prywatny hodowca Zbigniew Górski, którego konie wygrały 13 gonitw, tyle samo co bardzo liczna końska reprezentacja Michałowa. Araby Górskiego w sumie wystartowały 77 razy, a michałowskie 173 razy. Pierwsze miejsce w tej klasyfikacji zajął Janów Podlaski – 15 (123). Za Górskim uplasował się Damis – 12 (96).

Polscy hodowcy i właściciele nie mają takiego finansowego luzu, jak dwie panie, Niemka Jutta Hietzscholdt i Austriaczka Elizabeth Chat, uprawiające kosztowne hobby, jakim jest hodowla koni arabskich. Gdyby w 2008 roku wszystkie gonitwy dla koni czystej krwi były otwarte, 90 procent nagród pozagrupowych dla 4-letnich i starszych wygrałoby kilka koni niemieckiej hodowli, trenowanych przez Mieczysława Mełnickiego (Marvin el Samawi, HN Rana i Nasch). Przewaga 3-latków austriackiej hodowli, trenowanych w ośrodku Leszka Kowala w Lutku na Mazurach, nie zdążyła się z różnych względów w pełni ujawnić. Ale dwie córki słynnego francuskiego reproduktora Dormane, Waikiki i Elea, pokazały już, że są arabami z innej wyścigowej planety. Jedyną ich konkurentką w przyszłym sezonie będzie najprawdopodobniej tylko Mintaka (hodowli J. Hietzscholdt). Obie te klacze stoczyły niesamowitą walkę w biegu o Nagrodę Białki, którą Mintaka wygrała tylko o łeb dzięki mocniejszej jeździe Antona Turgaeva. Polskiej hodowli Ermis ze stadniny państwa Sylwii i Waldemara Rowińskich nie był w stanie powąchać rewelacyjnym klaczom ogona. Sprawę zwycięstwa w biegach o nagrody: Janowa Podlaskiego, Derby, Okas i Porównawczą już dziś można by uznać za rozstrzygniętą, gdyby mogły w nich wystartować Waikiki, Elea, Mintaka. Dlatego też uważam, że przejściowo utrzymanie co najmniej pięciu gonitw z ograniczeniami (tylko dla arabów urodzonych w Polsce i wpisanych do PASB) powinno być zachowane, bo w przeciwnym wypadku doszłoby do stopniowego wycofywania się polskich właścicieli koni arabskich z wyścigów. W rezultacie świetne, jak na nasze warunki, niemieckie i austriackie araby ścigałyby się miedzy sobą albo z polskimi niedobitkami. W obecnej sytuacji, jakby to dla niektórych uszu brutalnie nie zabrzmiało, „pełne otwarcie” dla niemieckich i austriackich arabów byłoby niczym innym jak sponsorowaniem prywatnej hodowli dwu sympatycznych skądinąd pań.

 

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.