Reklama
Marzenia hodowcy zaczynają się na pastwisku

Ludzie i Konie

Marzenia hodowcy zaczynają się na pastwisku

Sielanka na pastwiskach w MarkArabians – Fot. Justyna Reda
Sielanka na pastwiskach w MarkArabians – Fot. Justyna Reda

Podziel się:

Facebook
Twitter
WhatsApp
Email

Z wizytą u Marka Kondrasiuka w stadninie MarkArabians

W relacji z zeszłorocznych pokazów koni arabskich w Janowie Podlaskim wspomniałam o trzech powodach do radości Marka Kondrasiuka. Najpierw złoty medal podczas Emirates Arabian Horse Global Cup zdobył roczny Elamir Sahir hodowli Łukasza Czecha, potomek klaczy Escobaria i ogiera Calatorio, wyhodowanych przez Marka Kondrasiuka. Chwilę później brązowy medal w Czempionacie Klaczy Młodszych wywalczyła efektowna Cararra (D Zeidan – Calatina / Emerald J), należąca do stadniny Nana Arabians Alicji Najmowicz. Finałem tych emocji było przyznanie klaczy Calatei (Ekstern – Calineczka / Metropolis NA) prestiżowego Trofeum WAHO dla wybitnego przedstawiciela polskiej hodowli koni arabskich. Pomyślałam wtedy, że warto zobaczyć tę hodowlę poza pokazowym ringiem, fleszami aparatów i atmosferą czempionatów. Tak trafiłam do Stanisławówki, niewielkiej miejscowości położonej tuż przy granicy z Ukrainą, gdzie od ponad dwudziestu lat Marek Kondrasiuk prowadzi stadninę koni arabskich MarkArabians. W codziennym funkcjonowaniu stadniny wspiera go Justyna Reda.

Kasztanowata Escobaria (Calatorio – Ecliss / Don Luciano), hod. i wł. MarkArabians, na Hipodromie Sopot podczas Sopot Arabian Horse Show – Fot. Ricard Cunill
Kasztanowata Escobaria (Calatorio – Ecliss / Don Luciano), hod. i wł. MarkArabians, na Hipodromie Sopot podczas Sopot Arabian Horse Show – Fot. Ricard Cunill

Do MarkArabians nie trafia się przypadkiem. Nawigacja okazuje się tu mało pomocna, a momentami wręcz prowadzi na manowce. Kilka kilometrów przed celem telefon stracił zasięg, a nawigacja definitywnie odmówiła współpracy. Nie było to jednak bynajmniej zaskakujące, ponieważ gospodarze uprzedzali mnie wcześniej, że tak będzie… Abym bezpiecznie dotarła do celu, dali mi dokładne wskazówki, bez których moje zadanie mogłoby okazać się wręcz niemożliwe…

Stadnina położona jest wśród lasów, łąk i pól, z dala od miejskiego pośpiechu. Nasze spotkanie rozpoczęliśmy od wizyty w stajni i na padokach. Jak to zwykle bywa, kiedy spotykają się „koniarze”, rozmowa szybko zeszła na hodowlę, konie, jakość siana i codzienność życia w stadninie. Oparci o ogrodzenie padoków obserwowaliśmy konie, a Justyna opowiadała historie związane z niemal każdym z nich, czasem zabawne, a czasem te trudniejsze. Towarzyszy źrebiętom od pierwszych chwil życia, dlatego zna historię właściwie każdego konia.

Gniada Cararra (D Zeidan – Calatina / Emerald J), hod. MarkArabians i wł. Nana Arabians, na pokazie All-Polish Arabian Horse Championship w Klikowskiej Ostoi w Tarnowie – Fot. Sylwia Iłenda
Gniada Cararra (D Zeidan – Calatina / Emerald J), hod. MarkArabians i wł. Nana Arabians, na pokazie All-Polish Arabian Horse Championship w Klikowskiej Ostoi w Tarnowie – Fot. Sylwia Iłenda

W końcu przyszła pora na poranną kawę. Nawet wtedy konie pozostawały jednak w centrum uwagi, bowiem z okien domu widać padoki i pastwiska, a z jednego można nawet obserwować wnętrze całej stajni!

Jak zaczęła się Pana historia z końmi? Czy to rodzinna tradycja?

Absolutnie nie. Jestem chłopakiem z miasta, a konie pojawiły się w moim życiu trochę przez przypadek. Miałem kolegę, który zabierał mnie na targ koński do Skaryszewa. To były stare czasy – jakieś 20, może nawet 25 lat temu. Żeby tam dojechać, wyjeżdżaliśmy w środku nocy. Pamiętam te nocne podróże i to, co zastawaliśmy na miejscu: wszędzie pełno błota, dokoła konie i my w gumofilcach. Pięć koni sprzedaliśmy, cztery kupiliśmy i tak to się zaczęło. Konno nie jeździłem wcale. Raz znajomy osiodłał swojego konia, dosiadłem go, ale to nie dla mnie. Zdecydowanie lepiej czuję się w hodowli.

A dlaczego właściwie zdecydował się Pan na konie arabskie?

Mój rozmówca na moment się zamyśla. – Dlaczego araby…? – powtarza półgłosem, a po chwili z wyraźnym błyskiem w oku odpowiada: Bo są piękne! Ten ich ruch, ta głowa, ta szyja… To tworzy niesamowity obraz. Tylko koń arabski potrafi się w taki sposób zaprezentować. One są niezwykłe!

W stadninie MarkArabians konie arabskie są zawsze w centrum uwagi – Fot. Justyna Reda
W stadninie MarkArabians konie arabskie są zawsze w centrum uwagi – Fot. Justyna Reda

Pamięta Pan swojego pierwszego konia arabskiego?

Pierwszą klaczą, którą nabyłem, była gniada Martyna (Europejczyk – Mitra / Celebes) ze Stadniny Koni w Michałowie. To córka ogiera Europejczyk od klaczy Mitra po Celebes, urodzona w 1989 r.. Było to mniej więcej 20 lat temu. W 2006 r. Martyna dała mi po ogierze Wachlarz gniadą klaczkę Marusię – śmieje się Marek. – No tak, były to akurat czasy, kiedy w telewizji ponownie królowali „Czterej pancerni i pies”.

Rok później na świat przyszła siwa Mandragora, córka ogiera Gaspar. Niestety Martyna nie przeżyła porodu, więc Mandragorę musiałem wykarmić i odchować sam. Jak to jednak często bywa w takich sytuacjach, kiedy źrebię wychowuje człowiek, koń potrafi stać się nieznośny i tak właśnie było w jej przypadku. Zabrakło matki, która nauczyłaby ją zasad i wyznaczyła granice, więc młoda dama miała własne oryginalne pomysły na zabawę. Kilka lat później Mandragora trafiła do Renaty Kowaluk, której córka Magdą z niemałymi sukcesami startowała z nią w sporcie: Hunter i Classic Pleasure, Polskim Stroju Historycznym, a nawet ujeżdżeniu. To była naprawdę fajna klacz.

W 2008 r. kupiłem białecką gniadą Calateę, a później także jej matkę, siwą Calineczkę. I tak to się zaczęło. Calineczka dała mi w 2011 r. kasztanowatą klaczkę po ogierze Esparto, Clarissimę, która później trafiła do emirackiej stadniny Al Jazeera Arabian Horse Stud spod Abu Zabi. Z Calineczką wiąże się też dosyć zabawna historia. Pewien hodowca z Bliskiego Wschodu kupił jej córkę Camilię po ogierze Piaff, wyhodowaną w Stadninie Koni w Białce. Klacz musiała bardzo wiele dla niego znaczyć, bo zapragnął kupić również jej matkę. Po nitce do kłębka, z pomocą różnych osób, Calineczka została „odnaleziona” u mnie. Temu hodowcy tak bardzo zależało na jej zakupie, że ostatecznie przystałem na jego prośby. Tym bardziej że w stadninie została Cezaria, jej siwa córka po Eksternie.

Kasztanowaty Calatorio (Vitorio TO – Calatea / Ekstern), hod. i wł. MarkArabians, zrobił na wszystkich ogromne wrażenie w 2017 r. na radomskim Ogólnopolskim Czempionacie Koni Arabskich już jako dwulatek – Fot. Patrycja Makowska
Kasztanowaty Calatorio (Vitorio TO – Calatea / Ekstern), hod. i wł. MarkArabians, zrobił na wszystkich ogromne wrażenie w 2017 r. na radomskim Ogólnopolskim Czempionacie Koni Arabskich już jako dwulatek – Fot. Patrycja Makowska

Czy kupując Calateę wiedział Pan, że to będzie „strzał w dziesiątkę”?

Oczywiście! Jak tylko ją zobaczyłem, wiedziałem, że to będzie klacz doskonała. Czułem to.

Które momenty wspomina Pan jako najpiękniejsze w hodowli?

Pamiętam moment, kiedy kilkudniowy Calateon, gniady syn Calatei po Vitorio TO, pierwszy raz wyszedł na padok. Jak zarzucił ogon na grzbiet! Jak się ruszał! Już wtedy miał przepiękną szyję. Głowę mógłby mieć trochę lepszą, ale obraz tego trzydniowego ogierka, kiedy po raz pierwszy wychodzi na zewnątrz, mam do dziś przed oczami. To był też bardzo mądry koń. Kilka lat później podczas pokazu w Krakowie wypatrzyła go Shirley Watts i bardzo wpadł jej w oko. Tym samym Calateon trafił do Wattsów do Halsdon Arabians. Niestety po śmierci Charliego, a później Shirley, ta unikalna hodowla przestała istnieć.

Tu zapada cisza.

Shirley i Charlie byli wyjątkowymi ludźmi. Takich osób jest już niewiele… – dodaje po chwili z sentymentem w głosie, wyraźnie wzruszony, po czym kontynuuje, przenosząc się w zupełnie inne miejsce: – Nie ma też co ukrywać, że jednym z najpiękniejszych momentów w hodowli są narodziny źrebiąt, a szczególnie klaczek. Wtedy radość jest podwójna!

Gniada Calatea (Ekstern – Calineczka / Metropolis NA), hod. SK Białka i wł. MarkArabians, to zdaniem Marka Kondrasiuka „klacz doskonała” – Fot. Magdalena Zamarska
Gniada Calatea (Ekstern – Calineczka / Metropolis NA), hod. SK Białka i wł. MarkArabians, to zdaniem Marka Kondrasiuka „klacz doskonała” – Fot. Magdalena Zamarska
Calatea w 2025 r. podczas Dni Konia Arabskiego w Stadninie Koni Janów Podlaski, na zakończenie Narodowego Pokazu Koni Arabskich Czystej Krwi, otrzymała Trofeum WAHO dla wybitnego przedstawiciela polskiej hodowli koni arabskich, na tle którego chętnie pozuje – Fot. Justyna Reda
Calatea w 2025 r. podczas Dni Konia Arabskiego w Stadninie Koni Janów Podlaski, na zakończenie Narodowego Pokazu Koni Arabskich Czystej Krwi, otrzymała Trofeum WAHO dla wybitnego przedstawiciela polskiej hodowli koni arabskich, na tle którego chętnie pozuje – Fot. Justyna Reda

No właśnie, Panie Marku, zdradzi Pan, jaki jest przepis na klaczki?

Kto miał przyjemność poznać Marka, wie też, czego w takiej chwili można się po nim się spodziewać.

Jak to jaki?! Bardzo prosty! Justyna przez całą ciążę głaszcze klacz po brzuchu i mówi: „Daj klaczkę, no, daj klaczkę!” I działa, bo w tym roku mamy już cztery klaczki! Hodowcy pytają nas, jak to robimy, że rodzi się ich u nas tyle. A to przecież taka prosta i oczywista sprawa.

Czego uczy i co wnosi w codzienne życie hodowla koni?

Zdecydowanie uczy pokory, cierpliwości i radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Wnosi też dużo adrenaliny i urozmaicenia do życia.

Przede wszystkim obcowanie z końmi to codzienna radość – włącza się przysłuchująca się dotąd rozmowie Justyna. – A przecież o to właśnie chodzi w życiu, żeby było pełne radości. Uwielbiam poranki w stajni, kiedy konie mnie witają. Lubię patrzeć przez okno na pastwiska i obserwować ich relacje, która z którą klaczą ma coś do „wyjaśnienia”, a które się po prostu lubią. Ta codzienność jest najpiękniejsza. Pozytywne emocje wzbudzają też narodziny źrebiąt.

No, zależy, co się urodzi. – znowu śmieje się Marek. – Ale mamy dobre matki, więc rodzą się dobre konie.

Gniady Calateon (Vitorio TO – Calatea / Ekstern), hod. MarkArabians i wł. C&S Arabians, to najwybitniejszy syn Calatei, zdobywca medali m.in. w Polsce, Niemczech i Holandii – Fot. Lore Beckers
Gniady Calateon (Vitorio TO – Calatea / Ekstern), hod. MarkArabians i wł. C&S Arabians, to najwybitniejszy syn Calatei, zdobywca medali m.in. w Polsce, Niemczech i Holandii – Fot. Lore Beckers

Co zatem według Pana wyróżnia dobrego konia arabskiego?

Przede wszystkim musi mieć dobry ruch – to podstawa. Obowiązkowa jest też charyzma, żeby na pokazie potrafił się prawidłowo zaprezentować, podbić serca sędziów i widowni. Głowa i szyja też są nie bez znaczenia. Jeśli koń jest wybitnej urody, to wspaniale, ale umówmy się: to jest sprawa drugorzędna. Na pierwszym miejscu jest zdecydowanie ruch. Nasze konie bez wątpienia mogą się nim pochwalić., choćby Calatea czy jej młoda gniada wnuczka Caleana (D Zeidan – Calatina).

Caleana, jak zarzuci ogon na grzbiet i zacznie fuczeć – ogień! – wtrąca Justyna.

Ale pamiętajmy też, że dobry koń arabski to nie tylko koń pokazowy. Dobrym koniem czystej krwi możemy nazwać również takiego, który świetnie sprawdza się pod siodłem. Coraz więcej osób, choć wciąż za mało, docenia araby jako konie wierzchowe. Mój znajomy, Grzegorz Miklaszewski z Puszczy Augustowskiej, ma blisko 50 koni arabskich chodzących pod siodłem. Nawet moja wnuczka była u niego na rajdzie konnym i była zachwycona. Oczywiście taki koń jest wymagający jako wierzchowiec, ale jeśli ma odpowiedni trening i ruch, to świetnie sprawdza się pod siodłem.

Gniada Caleana (D Zeidan – Calatina / Emerald J), hod. i wł. MarkArabians, to wnuczka Calatei, z którą Marek i Justyna wiążą duże nadzieje – Fot. Magdalena Muraszko-Kowalska
Gniada Caleana (D Zeidan – Calatina / Emerald J), hod. i wł. MarkArabians, to wnuczka Calatei, z którą Marek i Justyna wiążą duże nadzieje – Fot. Magdalena Muraszko-Kowalska

Czy jest osoba, która ukształtowała Pana „oko hodowlane”?

Mój przyjaciel Henryk Wójtowicz, który odszedł od nas w 2018 r. Był hodowcą koni małopolskich, wieloletnim prezesem Lubelskiego Związku Hodowców Koni oraz Terenowego Koła Hodowców Koni w Chełmie. Wspaniały i bardzo bliski mi człowiek. To właśnie on przed laty w środku nocy wyciągał mnie na wspomniany Skaryszew.

Caleanie pokazy od najmłodszych lat bynajmniej nie są straszne – Fot. Justyna Reda
Caleanie pokazy od najmłodszych lat bynajmniej nie są straszne – Fot. Justyna Reda

Jak wybiera Pan ogiera do skojarzenia z klaczą? To bardziej intuicja czy kalkulacja?

Najważniejsza jest intuicja i trochę szczęścia, bo to w gruncie rzeczy trochę jak loteria. Oczywiście potrzebne są też pieniądze, bo za stanówkę świetnym reproduktorem trzeba zapłacić, i to często niemało. Ale to jest na drugim planie, bo można zapłacić dużo, a i tak nikt nam nie da choćby najmniejszej gwarancji sukcesu. My akurat często decydujemy się na mniej znane ogiery – takie, które dopiero są włączane do programów hodowlanych. Po czym okazuje się, że to był strzał w przysłowiową dziesiątkę!

Właśnie! – dodaje Justyna. – Tu trzeba mieć ten nos hodowcy i wprawne oko, żeby dostrzec w ogierze potencjał, którego inni jeszcze nie odkryli.

Przykładowo mamy bardzo dobre konie po ogierze Ghaith Al Zobair (RFI Farid – Fazea Al Zobair / Marajj) – kontynuuje Marek. – Ależ on miał głowę i szyję! Mamy też konie po jego synu, polskiej hodowli Nahilu Al Khaladiah od Nawal Al Khalediah. Urodził nam się po nim świetny ogierek, wykapany Nahil. Mamy też bardzo dobre klacze po hiszpańskim ogierze Lyric E.A.

Kasztanowaty Chicago (Wortex Kalliste – Calatea / Ekstern), hod. MarkArabians i wł. Jarosława Puchajdy, to przykład nie tylko świetnego konia pokazowego… – Fot. Justyna Reda
Kasztanowaty Chicago (Wortex Kalliste – Calatea / Ekstern), hod. MarkArabians i wł. Jarosława Puchajdy, to przykład nie tylko świetnego konia pokazowego… – Fot. Justyna Reda
… bowiem Chicago to także fantastyczny wierzchowiec, z którym pracuje Katarzyna Stawiska-Semeryło – Fot. Magdalena Zamarska
… bowiem Chicago to także fantastyczny wierzchowiec, z którym pracuje Katarzyna Stawiska-Semeryło – Fot. Magdalena Zamarska

Czy zdarza się, że konie potrafią zaskoczyć zapowiadają się świetnie, a potem rozczarowują albo odwrotnie?

Caleana jest dla nas dużym zaskoczeniem – bez zawahania odpowiada Justyna. – Kiedy się urodziła, była prześliczną klaczką, z piękną główką i okiem. W wieku dwóch lat zrobiła się trochę takim „brzydkim kaczątkiem”, żeby teraz jako trzylatka, znowu wypięknieć. Co ciekawe, byliśmy przekonani, że jest gniada, a okazuje się, że najpewniej będzie siwa!

Będzie długo siwieć… – dodaje Marek – Jak się urodziła, oglądaliśmy ją z każdej strony, czy nie ma siwych włosów i nic nie znaleźliśmy. A teraz taka niespodzianka! Zaskoczeniem jest też dla nas klacz Pilaryka (od Pirany po Lyric E.A). Kiedy się urodziła, była brzydka. Zażartowałem wtedy: „Nasienie pomylili, czy jak?” (wybucha swoim charakterystycznym śmiechem pełnym serdeczności) A teraz okazuje się, że będzie z niej bardzo ciekawa klacz. Zobaczymy, jak poradzi sobie na pokazach, ale może nas jeszcze pozytywnie zaskoczyć. A skoro już mówimy o zaskoczeniach, liczymy też na naszą roczną klaczkę Costa Brava (Lyric E.A. – Cherry Lady / Ghaith Al Zobair). Jak to mówimy w naszym hodowlanym żargonie – to klaczka „na wygraj”.

Siwa, młodziutka Costa Brava (Lyric E.A. – Cherry Lady / Ghaith Al Zobair), hod. i wł. MarkArabians, czyli klaczka „na wygraj” zdaniem jej hodowcy i trzymamy za nią mocno kciuki – Fot. Justyna Reda
Siwa, młodziutka Costa Brava (Lyric E.A. – Cherry Lady / Ghaith Al Zobair), hod. i wł. MarkArabians, czyli klaczka „na wygraj” zdaniem jej hodowcy i trzymamy za nią mocno kciuki – Fot. Justyna Reda

Jak wygląda ta mniej widoczna, codzienna strona pracy hodowcy?

Tak jak wspomniałem, wyźrebienia to piękny czas, ale bywa też bardzo trudny i wymagający. To powód do radości, jeśli podczas porodu wszystko przebiega prawidłowo, ale zdarzają się też komplikacje. Wtedy hodowca często musi działać sam, improwizować, bo weterynarz nie zawsze jest w stanie dotrzeć na czas. W zeszłym roku musiałem pomóc klaczy przy porodzie. To był ogromny stres, ale na szczęście wszystko zakończyło się dobrze.

Szczególnie stresujący jest czas wyźrebień, kiedy mamy pierwiastki – dodaje Justyna. – To bardzo emocjonujący moment. Na szczęście nie zdarzyło się nam, żeby młoda klacz odrzuciła źrebię, choć czasem trzeba „powalczyć” z maluchem, żeby złapał siarę. Pod tym względem ogierki są trochę trudniejsze niż klaczki, ale na szczęście zdarza się to rzadko. Warto jednak mieć w zapasie mleko zastępcze, bo nigdy nie wiadomo, co się może wydarzyć.

Będąc hodowcą, trzeba naprawdę dużo umieć i mieć wiedzę z wielu dziedzin – kontynuuje Marek. – Mam na myśli zarówno solidne podstawy weterynarii, jak i widzę z zakresu żywienia koni. Na szczęście u nas kolki się nie zdarzają. Mamy dobrze dobrane pasze, dodajemy otręby i siemię lniane. Zawsze też dokładnie sprawdzam siano, czy jest dobrej jakości, czy nie jest przypadkiem nadpleśniałe. Ponadto pilnujemy, żeby nie leżało bezpośrednio na piachu. Duże znaczenie ma również profilaktyka weterynaryjna – tu wszystko musi być robione na czas, tego nie wolno zaniedbać.

Co więcej, nasze konie przebywają na zewnątrz prawie cały dzień. Wyjątkiem jest lato, kiedy bąki i meszki nie dają im spokoju. Wtedy wypuszczamy je już o trzeciej nad ranem, a około ósmej chowamy z powrotem do stajni. Wieczorem znowu mogą wyjść. W tych rejonach latem nie da się inaczej, bo owadów jest tak dużo. Hodowca, jak widać, musi mieć oczy dookoła głowy. A i tak każdego dnia uczy się przy tych koniach czegoś nowego, bo ta praca właściwie nigdy się nie kończy.

Młoda klaczka od Cherry Lady – przyszła czempionka z MarkArabians? – Fot. Justyna Reda
Młoda klaczka od Cherry Lady – przyszła czempionka z MarkArabians? – Fot. Justyna Reda

Jak zmieniła się hodowla koni arabskich od czasu, gdy Pan zaczynał swoją przygodę?

Sporo się pozmieniało przez te lata. Zmieniły się priorytety w hodowli, panuje teraz inna moda, cały rynek uległ zmianom. Inny jest też wygląd konia arabskiego, kanon jego urody. Kiedy zaczynałem, standardy były zupełnie inne. Ci, którzy dziś kształtują ten rynek, wyznaczyli nowe kierunki rozwoju hodowli, a mali hodowcy prywatni, tacy jak my, muszą się do tego dostosować. Nie sztuką jest wyhodować konia i go nie sprzedać. Hodowlę trzeba utrzymać, często też sporo do niej dokładając. Oczywiście, że chciałbym mieć takie czy inne konie, ale trzeba patrzeć na rynek. Prywatny hodowca musi brać to pod uwagę.

Bardzo dobrze, że nadal funkcjonują stadniny państwowe, które stanowią rezerwuar cennych genów i zapewniają ciągłość hodowli. Bo prywatny hodowca może istnieć, ale wcale nie musi, a wtedy cała hodowla mogłaby się urwać, jej dokonania by przepadły. Dlatego stadniny państwowe pełnią bardzo ważną rolę.

Niestety wiele prywatnych stadnin zamyka się. Kończy działalność. Nie ma się co łudzić – to jest ciężka praca. Dlatego my cieszymy się z każdego sukcesu koni polskiej hodowli. Bardzo im kibicujemy i zawsze trzymamy kciuki podczas pokazów, szczególnie międzynarodowych. Każdy taki sukces bardzo nas cieszy.

Na pokazach ciężko Marka zastać przy stoliku, a Justyna nie rozstaje się z aparatem fotograficznym – Fot. Ewa Imielska-Hebda
Na pokazach ciężko Marka zastać przy stoliku, a Justyna nie rozstaje się z aparatem fotograficznym – Fot. Ewa Imielska-Hebda

Gdyby zaczynał Pan hodowlę dziś, ale z tą wiedzą, którą ma Pan teraz, zrobiłby Pan coś inaczej?

W niektórych przypadkach na pewno inaczej byłbym dobrał klacze do hodowli. Nic poza tym.

A co w hodowli jest dla Pana najtrudniejsze? Jest w ogóle coś takiego?

Najtrudniejszą decyzją zawsze jest ta o sprzedaży konia. Przywiązujemy się do nich, a one do nas…

Czy to prawda, że w hodowli wszystko jest na sprzedaż, a granicą jest tylko cena?

W życiu! Niektórych koni nie sprzedałbym za żadne pieniądze. Mam do nich duży sentyment. Calatea nie jest i nigdy nie będzie na sprzedaż. Ona tu zostaje, tu jest jej dom. Nie wszystko jest na sprzedaż. Zdarza się, że usłyszę: „stary koń, trzeba będzie sprzedać”, a ja wtedy odpowiadam: „wykluczone, nie tędy droga”. Tak się nie robi.

Co doradziłby Pan osobom, które chciałyby rozpocząć przygodę hodowlaną z końmi arabskimi?

Początkujący hodowca powinien dużo czytać. Powinien porównywać rodowody i dużo uwagi poświęcać pokazom – nie tylko w Polsce, ale przede wszystkim na świecie. Trzeba śledzić nowinki i najnowsze globalne trendy. Podstawą jest oczywiście miłość do koni, ale sama nie wystarczy – wiedza jest absolutnie niezbędna.

Ja generalnie chętnie dzielę się swoim doświadczeniem. Chciałbym, żeby było coraz więcej hodowców, bo im większe jest nasze środowisko, tym jest nam wszystkim lepiej – mamy większą siłę. Kiedy sprzedajemy nasze konie młodym hodowcom, pozostajemy z nimi w stałym kontakcie. Doradzamy, pomagamy w podejmowaniu decyzji hodowlanych, robimy to chętnie i dalej będziemy to robić. Jeśli nasze konie trafiają do nowych domów stosunkowo blisko nas, odwiedzamy je i obserwujemy, jak się rozwijają. Dzięki temu sam też się uczę i wyciągam wnioski, ale mogę też swoją wiedzę i doświadczenie przekazywać dalej.

Przy rozpoczynaniu hodowli ważny jest też dobór matek. Klacz nie musi być młoda, ale musi mieć dobry rodowód i być dobrą matką. No i trzeba mieć dużo, dużo szczęścia.

Duet stojący za sukcesami Markarabians: Marek Kondrasiuk i Justyna Reda – Fot. Ewa Imielska-Hebda
Duet stojący za sukcesami Markarabians: Marek Kondrasiuk i Justyna Reda – Fot. Ewa Imielska-Hebda

Jaki koń byłby dla Pana spełnieniem hodowlanych marzeń?

Zapada cisza, chwila zastanowienia, na twarz wypływa lekki uśmiech.

Koń marzeń? Mam w głowie wizję konia z piękną głową i szyją, a przede wszystkim z wybitnym ruchem. Więcej zachowam dla siebie. Czekam na mojego własnego Czempiona Europy, a może i Czempiona Świata. Myślę, że każdy z nas hodowców ma takie marzenie – to naturalne. Pytanie tylko, czy taki koń się objawi?

Oczywiście, że będzie! Mocno w to wierzę – dopowiada z uśmiechem Justyna.

Prestiżowe Trofeum WAHO dla wybitnej i jedynej w swoim rodzaju klaczy Calatea – Fot. Justyna Reda
Prestiżowe Trofeum WAHO dla wybitnej i jedynej w swoim rodzaju klaczy Calatea – Fot. Justyna Reda

Powoli kończymy rozmowę. Za oknami spokojnie pasą się konie, a w domu po raz kolejny rozmowa schodzi na hodowlę, plany i kolejne źrebięta. Patrząc na konie spacerujące po pastwiskach, trudno nie pomyśleć, że być może to właśnie tam dorasta przyszły „Czempion Europy, a może i Czempion Świata”.

Dziękuję Markowi i Justynie za rozmowę, gościnność i możliwość poznania miejsca, w którym od ponad dwudziestu lat powstaje historia hodowli MarkArabians. Życzę im kolejnych sukcesów, a nade wszystko spełnienia hodowlanych marzeń.

Podziel się:

Facebook
Twitter
WhatsApp
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Stigler Stud
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.