Reklama
Uroczyste otwarcie. Marvin El Samawi w opałach (26 IV)

Wyścigi / Sport

Uroczyste otwarcie. Marvin El Samawi w opałach (26 IV)

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Fot. Filip Luft
Fot. Filip Luft

Dzięki niespotykanej dotąd promocji w mediach oraz sobotniej Paradzie Konnej w centrum Warszawy, dawno niewidziane tłumy ludzi zjawiły się w niedzielę 26 kwietnia na Służewcu. Od strony organizacyjnej nie wszystko jednak zagrało. Zbyt długie były kolejki do kas w tzw. strefie B. Natomiast w strefie A było zbyt dużo luzu.

Warto zadbać o publiczność

Można mieć nadzieję, że organizatorzy wyciągną z tego faktu właściwe wnioski i do dni, w których rozgrywane będą ważne gonitwy, lepiej się przygotują. Warto zadbać o to, żeby ludzie, którzy pierwszy raz znajdą się na wyścigach, chcieli przyjść tu raz jeszcze. Poza tym, wszystko zaczęło się po bożemu. W uroczystości otwarcia wyścigów w niedzielę 26 kwietnia wziął także udział proboszcz ze służewieckiej parafii św. Katarzyny, gdzie w czasach okupacji i komuny był przechowywany przedwojenny, wyścigowy sztandar. Pokropił wodą święconą każdego z osobna uczestnika pierwszej gonitwy (dla arabów), konia i dżokeja. Przypomnijmy, że przedstawiciele hierarchii kościelnej odnoszą się do sportu wyścigowego z dużą dozą sympatii. W 2001 roku odwiedził tor sam kardynał Józef Glemp i udekorował szarfą zwycięskiego konia po jednej z gonitw.

Trochę kudłaty Amor Amor

Gwoździem programu był piąty wyścig (Nagroda Cometa, 2000 m), w którym po raz pierwszy rewelacyjna córka Dormane Waikiki (od Ewery/Pepi) zmierzyła się nie tylko z równolatkami, ale również z najlepszymi starszymi końmi, Marvinem El Samawi (Marvan I – Iosra/Djelfor) i Amor Amorem (Nougatin – Aurore/Proszek). Pierwszy z nich, niepokonany w ub. roku na Służewcu, wydawał się i tym razem nie do pobicia. Tryskał energią przed biegiem, natomiast Amor Amor, jak ocenił jeden z bywalców, sierść miał jeszcze trochę „kudłatą”. Jako trener obu wymienionych arabskich „orłów” występował Mieczysław Mełnicki. Ale tak naprawdę, kto tylko chciał, ten wiedział, że zimą, rewelacyjnego przed dwoma, trzema laty Amor Amora przygotowywał pod Krakowem właściciel Ryszard Zieliński. Znawcy tym razem nisko oceniali szanse tego konia – byli tacy, którzy zastanawiali się, czy będzie choć czwarty?

Mocne tempo dyktował Tecumseh

Poprowadził mocno (34,6-33-34,6), zgodnie z oczekiwaniami, Tecumseh (Dormane – Tijani/Chalef Ibn Madour), lider Waikiki, niosący najniższą wagę w polu (56 kg). Za nim podążał Amor Amor. Biegnący grupę niżej Marvin niósł nadwagę jednego kg (63). Waikiki niosła wagę wieku – 57 kg, podobnie jak inny czterolatek Amadis (Aslan – Arabia/Borysław) – 59 kg. Amor Amor dźwigał 62 kg, a biegnąca grupę wyżej Elsana (Gafal – Elba/Gabryt) – 57 kg. Jak można się było spodziewać, klacz ta znalazła się w zbyt silnym dla niej towarzystwie. Od początku biegła w odstępie i ukończyła wyścig daleko za stawką.

Tecumseh wyprowadził na prostą. Jako pierwszy zaatakował galopujący niby „w ręku” Marvin pod Reznikovem, ale w końcówce, gdy Piątkowski rozpoczął finisz na Waikiki, faworyt z wielkim trudem odparł ten atak i w celowniku był lepszy tylko o łeb. Niedaleko za wymienioną parą przybiegły w odstępach 2-2 i 6 długości Amadis, Amor Amor i Tecumseh. O dziwo, czas ostatniej ćwiartki (500 m) wyniósł zaledwie 37’2 s., a ogólny wynik 2’19,4 okazał się o 3 sekundy gorszy od rekordu toru, który przed dwoma laty ustanowił New Man (Major – Njushaach/Santhos). Niestety, rekordzista toru na 2000 m, po kontuzji, której doznał w końcówce ubiegłego roku, przechodzi okres rehabilitacji. Pojawi się na starcie najprawdopodobniej dopiero w końcu sierpnia lub na początku września.

Bieg o Nagrodę Cometa pokazał, że Marvin El Samawi jest do ogrania. Zarówno właściciel ośrodka w Lutku Leszek Kowal, gdzie Waikiki trenuje, jak i hodowczyni i właścicielka klaczy – pani Elizabeth Chat, byli z występu ich pupilki, mimo nieznacznej porażki, bardzo zadowoleni. Jednak do rewanżu Waikiki z Marvinem dojdzie najprawdopodobniej dopiero w sierpniu, w wyścigu o Nagrodę Europy. W międzyczasie świetnie zapowiadająca się klacz będzie się ścigać na zagranicznych torach. O jej wynikach będziemy informować.

Dwa zwycięstwa arabów spoza Służewca

Dwa pozostałe wyścigi dla koni arabskich zakończyły się niespodziankami. Pierwszą gonitwę dnia swobodnie (o 8 długości) wygrał michałowski Pustynny Zmrok (Eldon – Pustynna Tarcza/Pamir), pod Antonem Turgaevem, a o drugie miejsce walczyły: prowadząca od startu Dębowa Polana (Eldon – Dębowa Góra/Laheeb) i biegnący pod najniższą wagą (48 kg) Makat (Perlik – Manianka/Sansal). Ogier okazał się lepszy o szyję. Za porządek Pustynny Zmrok-Makat zapłacono aż 219 zł, a zakładów trójki i czwórki nikt nie trafił. Pustynny Zmrok jest zgłoszony do Derby. Koń ten jest przygotowywany w Lutku na Mazurach pod kierunkiem trenera Marka Nowakowskiego.

W VII wyścigu niespodziankę sprawiła Antiloppe (Eldon – Ardenia/Murat-Nur) pod Cornelią Fraisl. Nieoczekiwanie łatwo wygrała, jak to mówią, z miasta do miasta, o 3,5 długości wyprzedzając faworytkę Setną Heli (Pepe le Mocco – Inschalla/Djamel) i o 6 długości Adamarę (Karat – Adamana/Batyskaf). Wyhodowaną przez Ryszarda Szpara i będącą jego własnością Antiloppe trenuje w Strzegomiu Michał Romanowski.

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.