Reklama
Duma wszystkich Arabów. Z wizytą w Dubaju

Wyścigi / Sport

Duma wszystkich Arabów. Z wizytą w Dubaju

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Centrum rajdowe w Dubaju. Pierwszy start odbywa się o szóstej rano. Rajd na 120 km, fot. Magdalena i Robert Rudzińscy
Centrum rajdowe w Dubaju. Pierwszy start odbywa się o szóstej rano. Rajd na 120 km, fot. Magdalena i Robert Rudzińscy

Koń arabski na Bliskim Wschodzie to nie tylko najdłuższa na świecie tradycja hodowli i użytkowania tej rasy. To również ważna część oszałamiającego projektu władcy Dubaju, a zarazem wiceprezydenta i premiera Zjednoczonych Emiratów Arabskich, szejka Mohammeda bin Rashid Al Maktouma, który w niedalekiej przyszłości ma zmienić ten niewielki emirat nad Zatoką Perską w centrum świata i raj na ziemi. Także dla arabiarzy. Sam jest znanym miłośnikiem koni, właścicielem jednej z największych hodowli na świecie. Od dziecka uprawia rajdy długodystansowe, które noszą oficjalnie miano sportu szejków – lista jego zwycięstw, którą można zobaczyć w Internecie, przyćmiewa najlepszych w tej dziedzinie. Większość tytułów zdobył poza Bliskim Wschodem, jak przystało na polityka, który słynie z otwartości na świat zachodni.

Jak zaczyna spełniać się wizja dynastii Al Maktoumów na torach wyścigowych i w centrum rajdowym Dubai International Endurance City, obserwowali na miejscu Magdalena i Robert Rudzińscy, początkujący hodowcy z Polski.

– Byliśmy już wcześniej w Dubaju, ale to pierwsza nasza podróż, podczas której skupiliśmy się głównie na koniach arabskich – mówi Robert Rudziński, który w najbliższym sezonie wyścigowym zamierza zadebiutować na torze we Wrocławiu jako właściciel ogierów tej rasy. – Wrażenia? Rzeczywiście tam wszystko już przypomina „Baśń z tysiąca i jednej nocy”, cały przemysł koński również. I wyścigi, które widzieliśmy, i rajdy nie dadzą się porównać z tymi w Polsce, bo to jest taka przepaść, że brakuje punktów odniesienia. Diametralnie różnią się nie tylko warunki finansowe, ale także samo podejście do sprawy. Koń arabski na Bliskim Wschodzie to temat o specjalnym znaczeniu. Dla tamtejszych ludzi jest wszystkim: pasją, dumą, życiem – bo nie tylko wszyscy tym żyją (to kwestia wychowania – tam, gdzie przez wieki był tylko piach i konie arabskie, do dziś masowo jeździ się konno – w rajdach biorą udział dzieci już w wieku 8–12 lat, obojga płci), ale i chcą się z tego utrzymywać w nieodległej przyszłości, tzn. kiedy wyczerpią się złoża ropy. Zanim więc to źródło pieniędzy wyschnie, Dubajczycy chcą zostać potęgą w biznesie i turystyce. Wszystko, co w tej chwili istnieje lub właśnie buduje się w państwie, którego powierzchnia równa się trzem naszym największym województwom, jest w każdym aspekcie „naj”. Najwyższy „drapacz chmur”, którego konstrukcja pozwala na dostawienie kilku kondygnacji, gdyby Amerykanie lub Japończycy wybudowali wyższy. Największe lotnisko i centra handlowe. Fantastyczny stok narciarski z wyciągiem krzesełkowym, śniegiem i choinkami. Najbardziej ekskluzywne hotele, jak siedmiogwiazdkowy, uznany za najbardziej ekskluzywny na świecie Burj Al Arab (w wolnym tłumaczeniu: Duma Wszystkich Arabów), w którym się zatrzymaliśmy. Sztuczne wyspy – takie jak ta, na której stoi wyżej wymieniony hotel w kształcie żagla. No i odpowiednie do tego otoczenia tory wyścigowe.

TORY WYŚCIGOWE

Znajdują się blisko środka miasta, w pobliżu centrum targowego, gdzie co roku w kwietniu, na zakończenie sezonu, odbywa się największa impreza pokazowo-handlowa dla koni arabskich w tej części świata: międzynarodowy czempionat Dubaju (Dubai International Arabian Horse Championship) wraz z towarzyszącymi mu targami (The Region’s Largest Exhibition for Equestrian Equipment, Services and Care Products). W tym roku odbywa się po raz trzeci, w dniach 1–4 kwietnia. Wydarzenia te zbiegają się w czasie z finałową gonitwą międzynarodową o Złoty Puchar (Dubai Gold Cup).

– Sezon wyścigowy zaczyna się tam pod koniec października – mówi Robert Rudziński. – Listopad, grudzień, styczeń, luty to miesiące obfitujące w dużą liczbę wyścigów i rajdów w tej części świata.. Głównie zależy to od pogody. W zimie temperatura na pustyni jest do przyjęcia dla ludzi i dla koni. Zwykle jest to dwadzieścia kilka do trzydziestu stopni Celsjusza. Przy tym wieczory są chłodne. Gonitwy odbywają się w nocy, przy sztucznym oświetleniu, co widać na zdjęciu.Zrobiliśmy je w Nad Al Heba Race-Track 22 lutego. Tamtego wieczoru w ramach Dubai International Racing Carnival rozegrano 8 gonitw.

Wszyscy uczestnicy wyprawy zgadzają się, że pierwszy osobisty kontakt ze światem

Centrum wyścigowe w Dubaju, fot. Magdalena i Robert Rudzińscy
Centrum wyścigowe w Dubaju, fot. Magdalena i Robert Rudzińscy

wyścigów w Dubaju wywiera ogromne wrażenie. Począwszy od toru jako obiektu, jego wielkości, estetyki i funkcjonalności, przez organizację gonitw, dbałość o konie, jeźdźców i gości. Wśród tych ostatnich przeważają zamożni obcokrajowcy, którzy zostawiają w kasach totalizatora duże sumy. Są to zarówno turyści, jak i ludzie, którzy zamieszkali w emiracie ze względu na możliwości inwestowania i dobrą pracę – a takie osoby stanowią prawie 80% ludności tego państwa. Nie każdy może wejść na trybuny, obowiązuje również elegancki strój. – Mężczyzn wpuszczają tylko w garniturach lub tradycyjnych strojach arabskich – potwierdza Michał Gryglas z Komarna, uczeń technikum w Janowie Podlaskim. Wraz z siostrą Agnieszką i bratem Piotrem oraz córką państwa Rudzińskich, Aleksandrą, dzielili z hodowcami wszystkie doświadczenia tej ekscytującej podróży.

Dla wygody uczestników nad każdym stolikiem wisi niewielki ekran. Poza tym, w hali znajduje się mnóstwo telebimów. Kiedy dorośli pasjonują się sportem, dzieci mają zapewnioną opiekę – mogą w tym czasie grać w piłkę albo bawić się na specjalnych boiskach.
– Z nas akurat hazardziści byli nieszczególni, bo przyjechaliśmy przede wszystkim oglądać – dodaje Robert Rudziński. – Poza tym w wyścigach bierze udział taka liczba i różnorodność stajni, że nie sposób zorientować się choćby tylko w miejscowych. Żeby pasjonować się tym, kto wygrał itd., trzeba w tym temacie mocniej siedzieć. A w Dubaju startują również prężne i liczne zespoły z całego świata, m.in. Brytyjczycy, Amerykanie,

Na bramce Maria Mercedes Alvarez Ponton (w kasku), reprezentantka Hiszpanii, wraz z ekipą ? najliczniejszą ze wszystkich, które brały udział w rajdzie. Zawodniczka, lekarz weterynarii, zajęła drugie miejsce, fot. Magdalena i Robert Rudzińscy
Na bramce Maria Mercedes Alvarez Ponton (w kasku), reprezentantka Hiszpanii, wraz z ekipą ? najliczniejszą ze wszystkich, które brały udział w rajdzie. Zawodniczka, lekarz weterynarii, zajęła drugie miejsce, fot. Magdalena i Robert Rudzińscy

Australijczycy. Przygotowanie przed startem jest bardzo ciekawe. Do każdego wierzchowca przypisanych jest od kilku do kilkunastu pracowników, ubranych w toczki i kamizelki. Konie są wyprowadzane na uwiązie. Dżokeje wsiadają różnie, np. niektórzy wskakują w stępie, inni podjeżdżają już siedząc w siodle. Na torze robią rozgrzewkę. Nie widzieliśmy ani jednego konia, który byłby siłą wprowadzany do maszyny startowej. Owszem, niektóre wchodzą bokiem lub bywają od tyłu popychane delikatnie przez obsługę, która używa specjalnej linki dotykającej zadu. Ale nie ma szarpania się z koniem ani żadnego bata. Zresztą w rajdach sportowych też nie ma palcatów. Co do bezpieczeństwa zarówno koni, jak i jeźdźców oraz ekip obsługi jestem skłonny wymieniać wszystkie przymiotniki w stopniu najwyższym. A perfekcyjna organizacja pozwalała na to, aby każda gonitwa rozpoczynała się zgodnie z zaplanowanym czasem.

– Co jeszcze bardzo rzuca się w oczy, to eksterier pustynnych arabów – zauważa Michał Gryglas. – Są zbudowane inaczej niż te, które spotykamy na czempionatach w Polsce czy w Europie. Przede wszystkim wyższe. Głowy często mają bardziej zbliżone do typowych dla koni małopolskich czy szlachetnej półkrwi. Najwięcej uwagi zwraca się tutaj na zad. Koń zwykle jest szczupły, ale zad ma dość potężny. To widać zwłaszcza u koni rajdowych.

RAJDY DŁUGODYSTANSOWE

Pierwszy wyjazd uczestników wyprawy na pustynię (w siodle spędzili tam w sumie dwa dni), fot. Magdalena i Robert Rudzińscy
Pierwszy wyjazd uczestników wyprawy na pustynię (w siodle spędzili tam w sumie dwa dni), fot. Magdalena i Robert Rudzińscy

Rajdy długodystansowe to osobna potężna gałąź przemysłu końskiego na Bliskim Wschodzie. – Oni obstawiają wszystko, co jest do obstawienia w arabskich koniach – mówi Robert Rudziński. – Tzn. osobno są hodowane i trenowane konie do wyścigów, osobno do rajdów długodystansowych, ujeżdżenia, pokazów. Z całego świata ściąga się najlepszych fachowców. Jednym z nich jest pan Władysław Guziuk, były dyrektor stadniny w Kurozwękach, który pracuje w Arabii Saudyjskiej.

Ile setek, tysięcy osób pracuje w tej branży? Trudno oszacować. Podobnie jak liczebność koni, nawet tylko w samym Dubaju.

– Spytałem, ile szejk posiada koni arabskich. Spotkało się to ze sporym zdumieniem. „Pyta pan o konie czy o stajnie?”. Tak jakby policzenie samych stajni było żądaniem niemożliwego. Już nie pytam o nic – odparłem – dodaje Rudziński.

Majątku Mohammeda bin Rashid Al Maktouma nie potrafili oszacować nawet specjaliści miesięcznika „Forbes”, stwierdzając, że „w przypadku władcy Dubaju trudno rozdzielić to, co jest jego własnością od tego, co stanowi własność jego licznych braci i kuzynów, i od tego, co należy do państwa”. Przypuszcza się, że do szejka należy 14 miliardów dolarów, a wielokrotnością tej sumy zarządzają inni członkowie jego licznej rodziny. Jakaś część tego majątku to inwestycja w konie. Stajnie księcia to bardzo duża mieszanka koni, które niekoniecznie musiały urodzić się na Bliskim Wschodzie. Sprowadza je m.in. z Wielkiej Brytanii, Francji, Urugwaju. Konie urugwajskie uchodzą za jedne z mocniejszych i sprawdzają się w Dubaju ze względu na klimat, w jakim je wyhodowano: wysokie temperatury, duża wilgotność, wysoko nad poziomem morza. W ośrodkach wyspecjalizowanych w rajdach nie widać natomiast polskich arabów. Jedyny rodzimy akcent, z jakim spotkali się uczestnicy wyprawy, to swojsko brzmiące nazwisko Piotra Szpotańskiego w składzie komisji weterynaryjnej. Oraz… wyborowa, „zubrowka” i krupnik (ale nie zupa) w menu ekskluzywnej restauracji w hotelu.

Państwu Rudzińskim opowiedziano o hiszpańskim trenerze, który od sześciu lat pracuje dla szejka.

– Konie ze stajni rajdowej, którą zajmuje się ten trener, startujące aktualnie w rajdach, mają po 9–13 lat. Wychodzi on z założenia, że koń musi dojrzeć, nie można go za wcześnie przeciążać. Dba się tam bardzo o psychikę zwierząt, o zapewnienie warunków chowu zbliżonych możliwie do natury. Nawet te najcenniejsze wierzchowce, które wygrały bardzo duże pieniądze, wypuszcza się na padok razem z innymi końmi. Relaks za cenę potencjalnej kontuzji. Bo kontuzja może się zdarzyć, natomiast koń musi mieć swoją wolność, życie w stadzie, żeby czegoś od niego wymagać. Dość prosta filozofia, ale działa. Co ważne, ten człowiek jako trener i zawodnik bardzo często wygrywa klasyfikację Best of Condition. Jego konie przychodzą niekoniecznie pierwsze, ale w czołówce, przy czym wracają z trasy w najlepszej kondycji.

Szczegółów przygotowania człowieka i konia do współzawodnictwa, które na Bliskim Wschodzie przynosi coraz lepsze wyniki (tydzień przed przyjazdem gości z Polski w Abu Dhabi padł rekord szybkości na 160 km) tamtejsi hodowcy i trenerzy raczej nie chcą zdradzać.

Główną konkurencją w Dubai International Endurance City są rajdy na 120–160 km. Dany koń startuje kilka razy w roku, nie więcej. Podczas imprezy przestrzega się rygorystycznie przepisów.

– Tak jak widzieliśmy, z 85 koni, które wystartowały, tylko 25 pomyślnie ukończyło rajd. Resztę zdyskwalifikowano z różnych powodów. To jest przeciętny procent.

Do mety zbliża się zwycięzca rajdu, Yousef Ahmed Al Bloushi ze Zjednoczonych Emiratow Arabskich. Całkowity czas przejazdu - 04:53:38.Przed metą ktoś z obsługi podaje zawodnikowi flagę, z którą przejeżdża przez linię mety, fot. M. i R. Rudzińscy
Do mety zbliża się zwycięzca rajdu, Yousef Ahmed Al Bloushi ze Zjednoczonych Emiratow Arabskich. Całkowity czas przejazdu – 04:53:38.Przed metą ktoś z obsługi podaje zawodnikowi flagę, z którą przejeżdża przez linię mety, fot. M. i R. Rudzińscy

Zawodnicy mają wyznaczone kolejne etapy trasy w formie pętli różnej długości, które zaczynają się i kończą w tym samym miejscu. Wyruszają na pustynię i kiedy widzowie nie są już w stanie widzieć, co dzieje się na trasie, śledzą przebieg walki przy pomocy telebimów. Rajd na 120 km, który państwo Rudzińscy obserwowali 24 lutego, podzielony był na 5 etapów. Pierwszy, oznaczony kolorem czerwonym, miał długość 31 km. Druga pętla, żółta, była długości 32 km. Dalej: zielona 27 km, różowa 18 km, i biała 12 km. Wiek koni dopuszczonych do startu to 6 lat i starsze.

Ciekawostką jest, że rajdy długodystansowe oprócz dowolności strojów (wymagany jest tylko kask na głowie jeźdźca), charakteryzują się kompletnym brakiem techniki jazdy w pojęciu, powiedzmy, „anglosaskim”. Tam każdy siedzi jak chce, na zasadzie: wszystko dobre, co prowadzi do celu. Jeździ się głównie w pełnym siadzie, nawet na finiszu.

PRZEJAŻDŻKA PO PUSTYNI

Całą grupą sami mieli okazję sprawdzić, jak jeździ się po pustyni nad Zatoką Perską. Choć, jak się okazuje, czegoś takiego jak stajnia rekreacyjna, konie do wynajęcia czy też agroturystyka z końmi, w Dubaju nie ma.

– Przynajmniej mnie nie udało się znaleźć ani jednego ogłoszenia o tego typu miejscach – mówi Robert Rudziński. – Dostęp do koni uzyskaliśmy w inny sposób. Stajnia, w której jeździliśmy, i hotel, w którym mieszkaliśmy, mają jednego właściciela. Dzięki uprzejmości i dużemu zaangażowaniu pracowników hotelu udało się to zorganizować. Natomiast z zewnątrz, z tzw. ulicy, nie ma tam dojścia. Warto o tym pamiętać, planując konne przejażdżki podczas pobytu w Dubaju.

Zwycięzca rajdu, Yousef Ahmed Al Bloushi (ZEA), fot. Magdalena i Robert Rudzińscy
Zwycięzca rajdu, Yousef Ahmed Al Bloushi (ZEA), fot. Magdalena i Robert Rudzińscy

Wierzchowce okazały się prawdziwymi „końmi pustyni”. Mimo że były to konie w tzw. treningu sportowym, w terenie nie szły tak, jak na wyścigu. Nawet biegnąc obok siebie, nie walczyły o pierwszeństwo. Szły chętnie, ale oszczędzając siły na później. Tak jakby miały zakodowane, że przejażdżka po pustyni to nie będzie 5 minut, i nie wiadomo, gdzie jest następna oaza.

– Nie zapomnę kolacji na pustyni, przy pochodniach, na dywanie rozłożonym na piasku, z kucharzem przygotowującym potrawy z rusztu – wspomina Agnieszka Gryglas. – To coś niesamowitego.

Zachwycili się uprzejmością ludzi Bliskiego Wschodu. Ich kulturą osobistą, która ma swoje odbicie w jakości życia na co dzień: w czystości na ulicach, bezpieczeństwie. Obojętne, czy jest to centrum handlowe, taksówka czy tor wyścigowy. Ale o tym, jak bardzo odmienna od naszej jest tamtejsza mentalność, przekonali się przy próbie zorientowania się w możliwości sprowadzenia z Dubaju koni do własnej hodowli w Komarnie niedaleko Janowa Podlaskiego. O kupowaniu w „zachodnim” rozumieniu nie ma tam mowy. Być może na kwietniowej aukcji tak, ale prywatne negocjacje to prawdziwa sztuka dyplomacji i cierpliwości.

– Żeby z nimi wejść w bliższy kontakt, potrzeba metody małych kroków i czasu – twierdzi Magdalena Rudzińska. – A przede wszystkim bardzo precyzyjnej znajomości ich savoir-vivre’u. Tymczasem nie ma w Polsce ambasady Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie można byłoby pójść i porozmawiać na temat zasad, jak należy się zachować. U nas na przykład, jeśli popełni się nietakt, to jednak następnym razem ktoś, kogo to dotknęło, mimo wszystko będzie z nami rozmawiał. Tam – już nie. Owszem, będzie się uśmiechał, nie da po sobie poznać, że coś było nie tak. Ale więcej nie będzie się kontaktował.

Ważna jest również zasada rewanżowania się. Istnieje zwyczaj dawania prezentów, które odwzajemnia się prezentem o większej wartości, po czym ten pierwszy dający musi znów postarać się przebić podarunek kolejnym, jeszcze cenniejszym – ale w określonych granicach. Wszystko to jest kwestią wyczucia. Kiedy dać ten pierwszy prezent? A dlaczego? A jaki? Od tego zależą udane negocjacje.

Serwis zdobywcy pierwszego miejsca, Yousefa Ahmeda Al Bloushi (ZEA), ze zwycięską klaczą Cameo Zinniaa ze stajni Al Reef Stables, urodzoną w 1996 r., fot. Magdalena i Robert Rudzińscy
Serwis zdobywcy pierwszego miejsca, Yousefa Ahmeda Al Bloushi (ZEA), ze zwycięską klaczą Cameo Zinniaa ze stajni Al Reef Stables, urodzoną w 1996 r., fot. Magdalena i Robert Rudzińscy

Tak więc wszystko jeszcze przed nami.

Państwo Rudzińscy zapowiadają, że wrócą do Dubaju. Rozważają wydzierżawienie lub kupno koni rajdowych i utrzymywanie ich na miejscu, tak żeby mogły tam startować.

– Naprawdę warto było zobaczyć, jak to u nich działa – przekonuje Robert Rudziński. – Lepiej niż u nas. Ale oczywiście nie byłoby to możliwe bez pieniędzy, jakimi tam się dysponuje. Potraktowaliśmy ten wyjazd jako naukę, doświadczenie w formie rozrywki.Ale ile razy można oglądać? Wszyscy dużo jeździmy konno, interesujemy się rajdami. Mnie teraz kusi, chłopców zresztą też, żeby samemu przejechać w Dubaju taki rajd!

 

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.