Reklama
Cyryl znowu w czołówce!

Aktualności

Cyryl znowu w czołówce!

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
 Beata Dzikowska i Cyryl, fot. Mateusz Jaworski
Beata Dzikowska i Cyryl, fot. Mateusz Jaworski

Podczas minionego weekendu (18 – 19 października) dwa konie z Klubu Jeździeckiego „Champion” w Ciosnach pod Łodzią, wzięły udział w międzynarodowych zawodach CEI 2*/3* w konnych rajdach długodystansowych w niemieckim Holzerode – Göttingen (dystanse: 130 km, 105 km, 85 km, 65 km). W najtrudniejszym konkursie 3*, rozgrywanym na dystansie 120 km, wystartowała Beata Dzikowska, na dobrze znanym w polskich i europejskich rankingach endurance ogierze Cyryl (Sinus – Cyrla po Algomej), hod. SK Kurozwęki, wł. trenerki i zawodniczki zarazem. Z krótszym dystansem 85 km (2*) zmierzył się Artur Landau, który tym razem dosiadał francuskiej hodowli wałacha czystej krwi Arfal (Ardechois – Faal de Monepiat po Marzouck). Międzynarodowe zawody w Holzerode odbyły się po raz czwarty, a po raz trzeci z udziałem polskich zawodników (za każdym razem z KJ Champion). W ubiegłym roku wystartowały w nich aż cztery polskie pary (Ewelina Preis na sprzedanym do Francji Ashminie, który ukończył później Mistrzostwa Świata Młodych Koni, wygrała w Niemczech konkurs 3* – 120 km. Ashmin zdobył także wówczas trofeum Best Condition).
Jan Buitenhuis na Patronie (Holandia) - zwyciezcy CEI 130 km, fot. Mateusz Jaworski
Jan Buitenhuis na Patronie (Holandia) – zwyciezcy CEI 130 km, fot. Mateusz Jaworski

W tym roku w konkursie 3* wystartowało 20 zawodników (14 seniorów i 6 juniorów oraz młodych jeźdźców). O skali trudności zawodów może świadczyć fakt, że wśród starszej grupy przejazd ukończyło 9 zawodników, a wśród juniorów i młodych jeźdźców – zaledwie jeden. Beata Dzikowska dojechała do mety druga, niemalże depcząc zwycięzcy (16,22 km/h) po kopytach, z bardzo dobrym ogólnym tempem przejazdu – 16,05 km/h. Na końcowym odcinku ostatniej pętli próbowała walczyć o zwycięstwo, jednak kilka kilometrów przed metą zrezygnowała z niezwykle niebezpiecznego na tym odcinku ścigania się, ze względu na dobro i zdrowie Cyryla. Dwa konie – Cyryl i zwycięski, anglo-arabski Patron (z jeźdźcem Janem Buitenhuisem z Holandii) galopowały kentrem cały końcowy odcinek rajdu, pozostawiając ostatek sił na finisz, który miał wyłonić zwycięzcę. Po kolejnym serwisie przejechanym przez Holendra w zawrotnym tempie, bez zatrzymania się na chłodzenie konia, ani na (bardzo ważne na tym etapie) pojenie, nasza reprezentantka postanowiła „odpuścić”. Jak sama przyznaje:
 Beata Dzikowska i Cyryl, fot. Mateusz Jaworski
Beata Dzikowska i Cyryl, fot. Mateusz Jaworski

– Nie obawiałam się na przykład tego, że Cyryl po przejechaniu ostatniej pętli w tak szybkim tempie i ostrym finiszu, mógłby nie zejść z tętna, albo być odwodniony – to raczej niemożliwe! Praca jego serca jest bardzo ustabilizowana, tętno spada w ciągu dosłownie kilku sekund, nie potrzeba na to minut. Trochę obawiałam się jednak o podkowy, które tak łatwo stracić na ostatnim odcinku, a to wiąże się również z automatycznym przejściem do stępa, aby nie okulawić konia. Na tak trudnej trasie – bardzo kamienistej, czasami trawiastej, błotnistej (od wielu dni w Niemczech padały ulewne deszcze), w dużej mierze również asfaltowej – utrata podkowy jest bardzo prawdopodobna. Choć na zawody z reguły jeździ z nami kowal, i to jeden z najlepszych w Polsce – mistrz kowalstwa Józef Antczak, który
Józef Antczak pomaga w serwisie Cyryla, w tle Polska flaga na namiocie KJ Champion, fot. Mateusz Jaworski
Józef Antczak pomaga w serwisie Cyryla, w tle Polska flaga na namiocie KJ Champion, fot. Mateusz Jaworski

towarzyszył nam także podczas tego startu i w razie potrzeby mógł w kilka sekund naprawić usterkę, to jednak na kilka kilometrów przed metą stwierdziłam, że tym razem walka nie ma sensu. Po tylu kilometrach, choćby krótki serwis na pojenie i szybkie schłodzenie konia – jest konieczny. A Cyryl i tak pokazał, że stać go na bardzo dobry wynik. Ścigaliśmy się zresztą już wiele razy! Nie to jest tutaj najważniejsze. Noty weterynaryjne Cyryla od pierwszej bramki, a nawet od przeglądu na dzień przed startem, aż do zakończenia dystansu i końcowego badania – to same „A” (najwyższe) – i to jest dla nas prawdziwy sukces!
 Beata Dzikowska i Cyryl, fot. Mateusz Jaworski
Beata Dzikowska i Cyryl, fot. Mateusz Jaworski

Warto wspomnieć, że ten kurozwęcki ogier, o żelaznym zdrowiu i dużych możliwościach wydolnościowych, (jako jedyny polski koń w tym sezonie, obok Certa, w Mistrzostwach Polski), ukończył w tym roku najdłuższy dystans, na jakim rozgrywane są zawody rajdowe, czyli 160 km. A udało mu się to we Włoszech – w Asyżu, w niezwykle ekstremalnych warunkach. Cyryl poradził sobie z tym dystansem również pod Beatą Dzikowską, która podkreśla, że to nie koniec jego kariery sportowej. Twierdzi bowiem, że koń rajdowy może startować w tej konkurencji więcej niż dwa, trzy sezony, co zresztą Cyryl już udowodnił. W przyszłym roku czeka go być może najważniejszy start w jego karierze, ale to na razie plany…
Okolice, po których wiodła trasa, fot. Mateusz Jaworski
Okolice, po których wiodła trasa, fot. Mateusz Jaworski

Trzeba zwrócić uwagę na bardzo trudne warunki towarzyszące naszym rajdowcom. Zawody odbyły się pod Hanoverem, w malowniczym, ale bardzo górzystym terenie. Dystanse rozgrywane były na trzech pętlach, z czego najdłuższa to 35, krótsza – 20 i trzecia – 15 km. Po przyjeździe na miejsce byliśmy zasmuceni, a wręcz przerażeni obfitym deszczem, zimnem i bardzo silnym wiatrem, który nieustannie próbował walczyć z namiotem stajennym. Konie w boksach stały w zimowych derkach, a wszystkie możliwe szpary i prześwity w ścianach musiały być przez nas pozatykane workami, zapasowymi derkami i klubowymi kotarami. Na szczęście w piątek zaczęło się wypogadzać, a w sobotę w południe zaświeciło przyjemne słońce, które ułatwiło jazdę zawodnikom i koniom, a poza tym stworzyło, towarzyszącą nam podczas serwisowania, pogodną jesienną aurę. Niestety podłoże nie zdążyło w ciągu jednego dnia wystarczająco wyschnąć, dlatego też trawiaste i błotniste fragmenty pętli były przez wszystkich rozsądnych zawodników pokonywane stępem.
Artur Landau i francuski arab Arfal, fot. Mateusz Jaworski
Artur Landau i francuski arab Arfal, fot. Mateusz Jaworski

Naszym drugim reprezentantem na tych zawodach był Artur Landau w konkursie CEI 2* (85 km). Niestety Arfal „załapał” eliminację po drugiej pętli (po 65 km) za „nieczysty” ruch.

Ostatnimi zawodami, kończącymi sezon rajdowy w Polsce, będą zawody regionalne (15 – 16 listopada), organizowane przez KJ „Bik” Gieniusze i jego właściciela – Jerzego Maliszewskiego.

 

 

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.