Reklama
Murat-Nur w Krainie Kuhailana

Hodowla

Murat-Nur w Krainie Kuhailana

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Murat-Nur z Krzysztofem Czarnotą, fot. Artur Pol
Murat-Nur z Krzysztofem Czarnotą, fot. Artur Pol

Pojawił się w naszym życiu niczym gość w wigilijny wieczór przy stole staropolskiego dworu. Kompletnie nieoczekiwany, ale też witany z wielką radością. Teraz wiem, że to na niego czekało puste miejsce, które tradycyjnie zastawia się, siadając do wieczerzy. W tym roku będziemy obchodzić dziesięciolecie Krainy Kuhailana, i widać dobry Bóg postanowił obdarować nas w bardzo specjalny sposób.

Uczciwie mówiąc, jakiś miesiąc temu nie myślałem nawet, że Murat-Nur jest jeszcze na tym świecie. Widać nie ma to jakiegokolwiek znaczenia, bo jak mawia znana wszem i wobec Wadera: „Konie mamy zapisane w gwiazdach”. Pewnie dlatego dzisiaj mija dokładnie dwa tygodnie (piszę te słowa 26 stycznia), od czasu kiedy ostatni czynny w hodowli syn Banata zajął boks w naszej stajni. Niby oswoiłem się już z tą myślą, a jednak co i rusz zachodzę do boksu, by sprawdzić, czy to aby istotnie jawa, a nie sen. Bo jakby kto na to nie patrzył, ten ogier to żywa legenda i kawał historii polskiej hodowli koni arabskich, a już zwłaszcza prywatnej.

Za czasów mrocznej komuny czerwony generał spadł z konia tak nieszczęśliwie, że złamał sobie nogę. W sumie nic szczególnego, ale rozgniewany prominentny kacyk wydał wyrok, rozkazując, aby nieokrzesane bydlę, które w tak niecny sposób postąpiło z funkcjonariuszem ludowej ojczyzny, odwieźć do rzeźni. Wierzchowca, sobie tylko znanymi metodami, uratowała rzeźbiarka Anna Dębska. W tej opowieści istotną rolę odgrywa fakt, że ów pogromca komuszego generała miał na imię Muharyt i był ostatnim używanym w hodowli synem Witraża i klaczy Munira (po Kaszmir) z linii Mlechy. Kiedy Muharyt znalazł się w prywatnych rękach, niewielka grupka ówczesnych hodowców w osobach wspomnianej już Anny Dębskiej, Andrzeja Ou i Zygmunta Braura zaczęła używać ogiera do swoich klaczy. Zygmunt Braur pokrył Muharytem Murcję (po Comet) i tym sposobem w roku 1974 przyszła na świat Murat-Hanum. Przez lata była niekwestionowaną królową prywatnej hodowli koni arabskich. Pytany o nią Roman Pankiewicz stwierdził, że ta klacz w każdej państwowej stadninie robiłaby za gwiazdę. Murat-Hanum pozostała również w pamięci Krystyny Chmiel jako przepiękna, niezwykle proporcjonalnie zbudowana kuhailanka. 15 maja 1984 roku (czyli w czasie, kiedy większości czytelników polskicharabów nie było jeszcze na świecie) z połączenia Murat-Hanum z ogierem Banat przychodzi na świat ciemnogniady ogierek, którego babkami są Murcja i Bandola, dziadkami zaś El Azrak i Muharyt. Od swego hodowcy, wielkiego piewcy kuhailanów, tyleż

Murat-Nur, fot. Artur Pol
Murat-Nur, fot. Artur Pol

wielbionego, co kontrowersyjnego Zygmunta Braura, dostaje imię Murat-Nur. Ogier nieźle radzi sobie na torze, biegając trzy sezony, wygrywając pięć wyścigów i zaliczając dwadzieścia jeden startów. Zaraz potem rozpoczyna karierę hodowlaną, a na początku lat dziewięćdziesiątych jest jednym z pierwszych reproduktorów prywatnej hodowli. Konie po nim dość udanie prezentują się na służewieckim torze, od początku jednak sygnalizując przyrodzone bardziej arabom zdolności wytrzymałościowe niż szybkościowe, czego najlepszym przykładem jest ogier Waldi (od klaczy Wiklina), który przez 5 sezonów bierze udział w 55 wyścigach.

Kiedy w roku 1999 umiera Zygmunt Braur, jego konie rozchodzą się po świecie, trafiając w bardzo różne miejsca, a o niektórych słuch ginie zupełnie. Tak dzieje się i z Murat-Nurem. Przez kilkanaście lat żyje sobie w małej stajence, gdzieś jakby na peryferiach arabskiej hodowli, ale jak się okazuje, od czasu do czasu rodzą się po nim konie czystej krwi. Odkrywamy tego ogiera całkiem niedawno – tak naprawdę ciągle nie mając pojęcia o jego istnieniu – jako ojca koni rajdowych.

Murat-Nur z Krzysztofem Czarnotą, fot. Artur Pol
Murat-Nur z Krzysztofem Czarnotą, fot. Artur Pol

Dwa lata temu, znów jako koń zapisany w gwiazdach, trafia do naszej skromnej stajni braurowaska kuhailanka, czteroletnia wówczas klacz Maret (Ataman – Mari), hod. Zbigniewa Górskiego. Ta niepozorna wnuczka Murat-Nura szybko okazuje się kapitalnym koniem wierzchowym, wybitnie zrównoważonym i odważnym, a pierwsze starty w rajdach długodystansowych sygnalizują jej spore możliwości. Tym bardziej, że jej matka Mari (Murat-Nur – Mu-Farah/Algomej) to już w tej chwili jedna z najlepszych klaczy w polskich rajdach. W ubiegłym sezonie Beata Dzikowska zwyciężyła na niej w pięknym stylu międzynarodowy wyścig na 120 km, uzyskując średnie tempo 18,4kmh. W tamtym sezonie niezwykle udanie zaprezentowała swoje rajdowe talenty inna córka Murat-Nura, klacz Herbina (od Habia/Floret), hod. Andrzeja Szubarta, która w Mistrzostwach Francji Młodych Koni jako jedna z sześciu wierzchowców uzyskała najwyższą z możliwych ocenę wybitną. Warto dodać, że w rajdowych Mistrzostwach Francji Młodych Koni bierze udział 200 rumaków, a poziom zarówno zawodów, jak hodowli jest najwyższy na świecie.

Murat-Nur jest z nami zaledwie dwa tygodnie, a człowiek ma poczucie, jakby był od zawsze. No cóż, nasz pomysł na hodowlę od początku przypomina trochę wydawanie książek w drugim obiegu i Murat świetnie się w tę koncepcję wpisuje. Poza tym, naprawdę ciężko się w tym koniu nie zakochać. Bo czy często zdarza wam się widzieć 27-letniego ogiera swobodnie tarzającego

Murat-Nur, fot. Artur Pol
Murat-Nur, fot. Artur Pol

się przez grzbiet, tryskającego siłą, witalnością, bez jednego nakostniaka, pokasływania, który, wyprowadzany na padok, nie idzie, lecz tańczy, błyskając okiem, w którym ciągle mieszka ogień? W starym piecu diabeł pali, rzec by można, bo to ciągle kawał twardego jak żelazo i gorącego jak samum czorta. Zanim stanął na kresowej ziemi, nigdy wcześniej go nie widziałem i pewnie dlatego zaskoczył mnie jeszcze jednym – po prostu myślałem, że będzie brzydszy. Albo inaczej, nie sądziłem, że przy wszystkich swoich użytkowych talentach, sile genetycznej i krwi, jaką niesie, będzie to tak finezyjny i piękny kuhaialan.

Kumpel, na wieść o przybyciu ogiera, zagaił niedawno: „Ciekawie zaczyna się dla was ta druga hodowlana dekada. Przez pierwsze dziesięć lat zajmowałeś się szukaniem pereł na hodowlanym śmietniku. Teraz zaczynasz od wydobywania koni z wykopalisk”. Coś w tym jest, bo na takie araby jak Murat-Nur Panu Bogu już dawno stłukła się forma. Niedawno przeczytałem, że Zygmunt Braur siedzi na chmurce przed beduińskim namiotem i uśmiecha się pod wąsem, patrząc na swojego najlepszego ogiera biegającego po kresowych pastwiskach. Cóż, panie Zygmuncie, nie wiem, czy jesteśmy godni, ale jedno mogę obiecać: jeśli idzie o hodowlę w Krainie Kuhailana, jak i w pańskiej Oazie, również nie apteka, nie ma różnych maści.

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.