Reklama
Araby Józefa Wilkonia

Ludzie i Konie

Araby Józefa Wilkonia

Józef Wilkoń w swoim domu w Zalesiu Dolnym, z jedną z prac. Fot. Mateusz Jaworski
Józef Wilkoń w swoim domu w Zalesiu Dolnym, z jedną z prac. Fot. Mateusz Jaworski

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

“Od razu widać, że to rzeczy Wilkonia, ruch pędzla, kształt plamy, technika łączenia pędzla z użyciem pióra, kredki, ołówka…” – tak o „wilkoniowatości” mówił w książce Agaty Napiórskiej „Szczęśliwe przypadki Józefa Wilkonia” (wyd. Marginesy, 2018) sam artysta. JÓZEF WILKOŃ, urodzony w 1930 roku wybitny malarz, rzeźbiarz, ilustrator, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, mieszka i tworzy w Zalesiu Dolnym k. Warszawy. Głównym źródłem inspiracji są dla niego zwierzęta, w tym konie, także arabskie, które podziwia w sposób wyjątkowy. „Najbardziej lubię malować konie, bo są piękne, szczególnie koń arabski. A już tabun koni arabskich to szczyt piękna” – zwierzał się autorce książki. I rzeczywiście, araby Wilkonia są niepodrabialne i mają wszystko to, co urzeka wielbicieli tej rasy: wygiętą w łuk szyję, uniesiony w biegu ogon, niedużą, wdzięczną głowę o wielkim, ciemnym oku i dynamiczny ruch, oddany kilkoma pociągnięciami pędzla. Nie da się w żaden sposób pomylić arabów Wilkonia z wizerunkami koni, które wyszły spod ręki innych malarzy.

Józef Wilkoń w swoim domu w Zalesiu Dolnym, z jedną z prac. Fot. Mateusz Jaworski
Józef Wilkoń w swoim domu w Zalesiu Dolnym, z jedną z prac. fot. Mateusz Jaworski

Konie były obecne w jego życiu od najwcześniejszego dzieciństwa, spędzonego we wsi Bogucice niedaleko Wieliczki. „W dzieciństwie byłem słynny z tego, że mnie posadzili na koniu, a koń dreptał i tak po kilkunastu metrach wyczułem, że nieodwracalnie przesuwam się w prawo, w lewo i bęc, spadałem” – opowiadał polskimarabom.com. Już w szkole podstawowej Józef ujawnił zdolności do rysunku, choć, jak twierdził, „Kossakiem nie był”: „Juliusz Kossak, jak miał dwanaście lat, robił takie rysunki koni, że stary Kossak by się nie powstydził” – zauważał w wywiadzie-rzece udzielonym Napiórskiej. Zamiłowanie do realizmu Kossaka, Matejki, Wyczółkowskiego wyniósł zresztą Wilkoń z domu rodzinnego.

Tabun, pędzla Józefa Wilkonia (2017)
Tabun, pędzla Józefa Wilkonia (2017)

Wakacje spędzał u dziadków w Łańcucie, gdzie był istny zwierzyniec, oczywiście z końmi w rolach głównych. Dziadek, wspominał Wilkoń, był stangretem u Potockiego. Młody Józek wcześnie zaznajomił się z pracami polowymi. Sam potrafił zaprzęgać konia i powozić. Nauczył się też samodzielnie, jednym koniem, orać, a miał tylko trzynaście lat! Prace rolnicze, jak przyznawał, do dziś są mu nieobce.

Konie, pędzla Józefa Wilkonia
Konie, pędzla Józefa Wilkonia

Z Łańcuta było blisko do Albigowej. I tam właśnie Wilkoń zetknął się z arabami. Tak o tym mówił polskimarabom.com: „Kiedyś jechaliśmy furmanką do Albigowej, po drodze zdarzył się nieprzyjemny wypadek, nasza klacz – Baśka, zaplątała się w uprząż i lejce. Upadła. I ja, młody chłopak, musiałem ją ratować. Udało się. Ale po co my jechaliśmy do Albigowej, nie pamiętam. Jednak to tam po raz pierwszy zobaczyłem araby, w tym Bandolę, która bardzo się wyróżniała. Po latach widziałem już ją w Janowie, u Andrzeja Krzyształowicza, który mi ją zademonstrował. Równie wspaniałą jak poprzednio. Wypuścił wszystkie konie na wybieg i gdy pobiegły, po raz pierwszy zrozumiałem, na czym to polega”.

Biały Koń, pędzla Józefa Wilkonia (2010)
Biały Koń, pędzla Józefa Wilkonia (2010)

Arab w kłusie, arabska klacz ze źrebięciem u boku – to działa na wyobraźnię każdego wrażliwego na piękno człowieka, a co dopiero artysty. „Zwierzę ma w sobie świadomość, poczucie urody, piękna ruchu – mówił nam Wilkoń. – Radość, z jaką biega źrebak, to właśnie to, co ma dorosły, biegnący koń, a do tego dochodzi jeszcze chęć zabawy. To, co wyprawia źrebak, to jest poezja ruchu połączona z radością życia. Biegnący arab to teatr, on musi czuć, że jest piękny i demonstruje tę urodę”.

Tabun, pędzla Józefa Wilkonia (2010)
Tabun, pędzla Józefa Wilkonia (2010)

Bandola zapadła artyście głęboko w pamięć. „Długo żyła i do późna wydawała potomstwo. Interesowałem się potem, co się działo, obserwowałem sukcesy aukcyjne jej dzieci” – przyznał. Co z Bandoli jest w arabach Wilkonia? Zamaszystość, a jednocześnie subtelność, wdzięk? „W dzisiejszych pracach, a powróciłem do tematu koni, widać parosekundowy ruch pędzla, który się zwija. Jedno zamieszanie nim, to forma konia. Potem tylko dochodzi główka i nóżki. A jak? Tym samym pędzlem. Odwracam go drzewcem do tuszu. I powstają nóżki. Drzewiec też rysuje. A te nóżki to nie przekłamanie, naprawdę są tak delikatne i subtelne. Już Grecy umieszczali konie z takimi nóżkami na wazach i to od nich je wziąłem. Tylko że u mnie są jeszcze bardziej absurdalne”.

Konie, pędzla Józefa Wilkonia (2011)
Konie, pędzla Józefa Wilkonia (2011)

O swojej zamaszystej kresce tak mówił w książce Napiórskiej: „Ruch musi być precyzyjny jak u chirurga. Od dawna urzekały mnie prace o zdecydowanej formie, wynikającej z dynamicznego ruchu ręką”.

Jeźdźcy. Skarb Alibaby. Ilustracja Józefa Wilkonia (2014)
Jeźdźcy. Skarb Alibaby. Ilustracja Józefa Wilkonia (2014)

Konie pojawiły się w ilustracjach Wilkonia do „Pana Tadeusza”. W 1962 roku ogłoszono konkurs, w którym wystartowało wielu znakomitych artystów, w tym Zamecznik, Młodożeniec, Tomaszewski. Wygrał Wilkoń. „Mój «Pan Tadeusz» był jak na tamte czasy dość szokujący – wspominał w książce – polegał na rozmalowaniu pejzażu, scen ulotnych, impresyjnych, poetycznych”. Nam opowiedział, że po wygraniu konkursu, w rozmowie z Adamem Mauersbergerem, ówcześnie dyrektorem Muzeum Adama Mickiewicza, poruszył temat koni. „Pytałem, czy mu nie przeszkadza, że te moje konie mają nogi jak pająki, coś między owadem i koniem. Uznał, że tak po prostu jest”.

Pan Tadeusz. Ilustracja Józefa Wilkonia (1963)
Pan Tadeusz. Ilustracja Józefa Wilkonia (1963)

Konie arabskie, czy może orientalne, pojawiły się również na okładkach ilustrowanych przez Wilkonia książek dla dzieci „Beowulf” (1966) oraz „Iv i Finetta” Natalii Gałczyńskiej (1962). Ta druga to jedna z tych ilustracji, z których artysta jest najbardziej zadowolony. „Arab ma cholernie zwarty, mocny korpus i te wyjątkowe kończyny” – podkreślał. Konie orientalne to także motyw ze „Skarbu Ali Baby” (2014). Z arabami Wilkonia współcześnie mieliśmy szansę zetknąć się również w przestrzeni publicznej – plenerowa wystawa jego prac gościła latem 2015 roku na rynku w Piasecznie. Między lipcem a wrześniem 2020 ilustracje i rzeźby Wilkonia wystawiano w Muzeum Miejskim w Tychach – to najnowsza z licznych prezentacji dorobku artysty.

Iv i Finetta. Ilustracja Józefa Wilkonia (1962)
Iv i Finetta. Ilustracja Józefa Wilkonia (1962)

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy
Nashwan Al Khalidiah

Newsletter

Reklamy
Stigler Stud
Equus Arabians