Reklama
Endurance: Światowo w Kużni Nowowiejskiej (3-5.09)

Wyścigi / Sport

Endurance: Światowo w Kużni Nowowiejskiej (3-5.09)

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Olga Ciesielska na Erstedzie i Beata Dzikowska na Mari. Fot. Bartłomiej Jankowski
Olga Ciesielska na Erstedzie i Beata Dzikowska na Mari. Fot. Bartłomiej Jankowski

Niemal sto koni na starcie, konkursy na dobrym, żeby nie powiedzieć europejskim poziomie, perfekcyjnie oznakowane trasy, bardzo sprawne sędziowanie – wszystko to sprawiło, że Mistrzostwa Polski połączone z międzynarodowymi zawodami w Konnych Rajdach Długodystansowych, które odbyły się w ostatni weekend (3-5 września) w Kuźni Nowowiejskiej, wyznaczyły nowe standardy polskich rajdów.

Już zapowiedzi były obiecujące: 98 zgłoszonych koni, w tym 28 z zagranicy, międzynarodowa, a właściwie światowa obsada sędziowska i weterynaryjna, oraz nowy system transponderów do obliczania wyników, wróżyły zawody, jakich do tej pory jeszcze w nad Wisłą nie było. Problem stanowiła jedynie pogoda, bo od kilku dni lało niemiłosiernie, ale widać i niebiosa są przychylne rajdowym koniom, bo w czasie konkursów zarówno w piątek, jak i sobotę świeciło już słońce.

Zawodnicy i ich konie pojawili się w Kuźni już w czwartek, aby wieczorem poddać wierzchowce obowiązkowemu przeglądowi weterynaryjnemu. Na piątek zaplanowane były konkursy krótsze, do jednej gwiazdki włącznie, na sobotę przewidziano dwugwiazdkowy wyścig międzynarodowy na dystansie 120 km i i międzynarodowy konkurs trzygwiazdkowy na 160 km, połączony z Mistrzostwami Polski Seniorów.

Maciej Kacprzyk i wałach półkrwi Ferro. Fot. Bartłomiej Jankowski
Maciej Kacprzyk i wałach półkrwi Ferro. Fot. Bartłomiej Jankowski

Piątkowy ranek przywitał jeźdźców niemiłosiernie – albo jak mawiają na Kresach – sakramencko zimnym wiatrem, na szczęście zza chmur wkrótce wyjrzało słońce. W konkursie klasy L na dystansie 30 km dwa konie uzyskały identyczną punktację 23,75 i, używając wyścigowego języka, zwyciężyły łeb w łeb. A były to Fax, którego dosiadał Alan Ptach i klacz Wiązka, której dla odmiany dosiadał Ryszard Ptach. Obaj zawodnicy reprezentowali Kuźnię Nowowiejską.

W klasie P na dystansie 50 km wystartowało 14 koni. Wyścig w świetnym stylu wygrała Agnieszka Romszycka na wałachu Orsk (Włodarz – Orieta po Fawor), hod. Damis BT. Para ta zdobyła 53,52 pkt. I jest to niemal najwyższy wynik możliwy do osiągnięcia w tej klasie. Warto dodać, że na drugim miejscu uplasowała się Katarzyna Kowalczyk na arabskim wałachu Edinet (Włodarz – Ellila po Wachlarz), również hod. Damis BT, z niewiele niższą punktacją 53,44.

W najdłuższym krajowym konkursie na normę czasu CEN – N 80 km zwyciężył sześcioletni ogier Wened (Espadero – Włócznia po Borek), hod. Adama Sobczuka, którego dosiadał (nieskromnie mówiąc) piszący te słowa. Drugie miejsce zajął janowskiej hodowli El Vis (Visbaden – Etnografia po Aloes), a trzeci był Amin (Ganges – Amina po Murat Gazon) wyhodowany przez Zbigniewa Górskiego.

Prawdziwych emocji tego dnia dostarczył międzynarodowy wyścig gwiazdkowy na dystansie 80 km. Przez cały dystans prowadził Ryszard Zieliński dosiadający arabskiej klaczy Gandawa (Eldon – Gryzetka po Wojsław), hod. SK Michałów. Dosłownie tuż przed metą dogoniła go zawodniczka z Estonii Kikas Marian na koni półkrwi Oopus. Walka o zwycięstwo trwała do ostatniego metra, a nawet centymetra, albowiem Gandawa przegrała o jedną sekundę. Wyścig prowadzony był w znakomitym tempie, przeciętna zwycięskiej pary to ponad 21 km/h. Warto jeszcze dodać, że ostatnią pętlę Estonka pokonała w tempie ponad 27 km/h.

Sobota była dniem, w którym na starcie stanęły najlepsze konie, rywalizując na dystansach 120 i 160 km. Pierwszy z nich, międzynarodowy konkurs CEI** 120 km pewnie wygrała Beata Dzikowska dosiadająca klaczy Mari (Murat Nur – Mu-Farah po Algomej), hodowli Zbigniewa Górskiego. Zaraz po niej na mecie zameldowała się Ola Ciesielska na wyhodowanym w Michałowie wałachu Ersted (Gazal Al Shaqab – Empiryka po Monogramm). Obie zawodniczki KJ Champion pokonały dystans w imponującym tempie 18,4 km/h.

Gent, fot. Bartłomiej Jankowski
Gent, fot. Bartłomiej Jankowski

Konkurs na najdłuższym, bo 160-kilometrowym dystansie, zgromadził na starcie aż 13 koni, co w realiach polskich rajdów było do tej pory abstrakcją. W tym, w Mistrzostwach Polski Seniorów wystartowało 4 zawodników. I tutaj również nie zabrakło emocji trzymających w napięciu niemal do końca. Na początku surowe warunki rywalizacji podyktował Sebastian Karaśkiewicz dosiadający ogiera Grant (Entyk – Greczynka po Etogram), hodowli nieistniejącej już stadniny w Kurozwękach. Przez trzy pętle para ta utrzymywała wysokie tempo ponad 17 km/h, prowadząc zarówno w konkursie krajowym, jak i międzynarodowym. Niestety po setnym kilometrze Grant zakulał, a Sebastian w trosce o zdrowie konia wycofał go z zawodów. W tej sytuacji na czoło wysunął się Marcin Tobiasz dosiadający weterana polskich rajdów wałacha Ester (Wermut – Eskadra po Algomej). Para ta prowadziła do 140 km, naciskana coraz bardziej przez Macieja Kacprzyka jadącego na wałachu półkrwi o imieniu Ferro. Przed wyjazdem na ostatnią pętlę Ester nie przeszedł jednak rekontroli i został wyeliminowany za ruch. Jako że Sahiba, dosiadana przez Dorotę Krzywicką, również odpadła, Maciek Kacprzyk pozostał sam w walce o tytuł Mistrza Polski Seniorów. Ferro bez przygód pokonał ostatnie dwadzieścia kilometrów i bez kłopotu przeszedł końcową bramkę weterynaryjną. Tempo naszej pary przyzwoite, ponad 15 km/h, a dla Macieja Kacprzyka, który po raz pierwszy mierzył się z „zabójczym” dystansem 160 kilometrów z pewnością największy sukces w karierze. Gratulacje!!! W międzynarodowym konkursie CEI*** 160 km zwyciężyła reprezentantka Niemiec, doświadczona Belinda Hitzler na francuskim arabie Nabab La Majorie.

Siląc się na podsumowanie, należy podkreślić, że pętle były doskonale oznakowane, co właściwie eliminowało do zera możliwość zgubienia się w trasie, i pozwoliło zawodnikom skupić się na jeździe. Użyty po raz pierwszy w Polsce system chipów czy transponderów działał znakomicie, a wyniki, wejścia na bramki, czasy poszczególnych koni i tempa przejazdu były dostępne na bieżąco. Praktycznie wyglądało to tak, że każdy koń miał na sobie nadajnik, a przechodząc przez bramki startowe – niczym w supermarkecie – dostarczał do systemu informacje, które były natychmiast przetwarzane. Prawdę mówiąc, teraz trudno już będzie sobie wyobrazić zawody z liczeniem na piechotę.

Ogromnie cieszy frekwencja na zawodach, bo tegoroczny rekord ze Starych Żukowic (ok. 70 koni) został pobity i to o jedną trzecią. Zawodnicy w Kuźni „wykręcali” bardzo dobre przeciętne, słowem – tak szybko jeszcze w Polsce nie jeżdżono. 21 km/h w konkursie gwiazdkowym i 18,5 km/h na sto dwadzieścia kilometrów, to już przyzwoite europejskie wyniki. Co do samych koni, można chyba pokusić się o opinię, że w naszych rajdach zdecydowanie dominują stare, dobre polskie linie użytkowe i „papiery”, których w tzw. elitarnej hodowli dawno już nie ma. Na szczęście znalazły one schronienie pod strzechami niektórych prywatnych hodowców. Pewnie stąd dominacja prywatnej hodowli, jeśli chodzi o rajdy, jest tak niepodważalna. W Kuźni było to widać gołym okiem: wszystkie polskie araby, które wygrały swoje dystanse, pochodzą właśnie z hodowli prywatnych. I cóż, zapraszamy do Kuźni za rok, zarówno zawodników, jak i kibiców, albowiem już szykowane są atrakcje i unowocześnienia. Osobiście przyjmuję zakład, że w przyszłym roku na malowniczych trasach Puszczy Bolimowskiej pojawi się przynajmniej 150 koni. Zatem do zobaczenia.

Szczegółowe wyniki konkursów znajdują się na witrynie endurance.pl.

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.