Reklama
Jak kupić araba ?

Hodowla

Jak kupić araba ?

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
fot. Joanna Jonientz
fot. Joanna Jonientz

Jesienią dużo koni zmienia właścicieli. O tej porze bowiem zwykle odsadzane są od matek źrebięta, w miastach ludzie wracają z urlopów i podejmują decyzje o zakupie, a na wsi, po żniwach i wykopkach, spodziewany jest przypływ gotówki… W chwili obecnej łatwiej jest nabyć araba, niż go sprzedać, gdyż na rynku obserwujemy przewagę podaży nad popytem, a co za tym idzie – chętny na kupno konia czystej krwi ma do dyspozycji bogatą ofertę, a i ceny są niższe niż jeszcze kilka lat temu (oczywiście nie mówię tu o cenach osiąganych za „wierchuszkę” polskiej hodowli na janowskich aukcjach). Nikt jednak nie chciałby wyrzucać pieniędzy (większych czy mniejszych) w błoto i dlatego dobrze jest wiedzieć, na co przy kupnie konia należy zwracać uwagę, aby zminimalizować ryzyko popełnienia błędu.

W pierwszej kolejności musimy zastanowić się, czy potrzebujemy konia hodowlanego, czy użytkowego? A może jedno i drugie? Czy mamy już jakieś konie, czy ma to być nasz pierwszy? I czy mieliśmy kiedyś do czynienia z arabami, czy z końmi innych ras? Czy mamy własną stajnię, czy zamierzamy trzymać konia w pensjonacie? I czy w ogóle mamy doświadczenie w postępowaniu z końmi? Jesteśmy zdani tylko na siebie (ew. z rodziną), czy ktoś będzie nam pomagał? Wreszcie, jakie są nasze możliwości finansowe? Od odpowiedzi na te pytania (a także na wiele innych, bo jedno rodzi drugie), zależy, co wybierzemy z oferty koni dostępnych na rynku.

fot. Erwin Escher
fot. Erwin Escher

A więc przede wszystkim źródło zakupu. Możemy nabyć konia na jednej z licznych aukcji i przetargów urządzanych w stadninach Skarbu Państwa (Janów Podlaski, Michałów i Białka) bądź z rąk prywatnych, przeważnie z ogłoszenia w jednym z czterech pism hodowlanych (Koń Polski, Koński Targ, Świat Koni, Konie i Rumaki) lub w Internecie (voltahorse, polskiearaby.pl). Nie można z góry przesądzać, które źródło jest lepsze, bo i tu, i tam może trafić się nam „rumak naszych marzeń”. Jeśli jednak nie możemy na ten zakup przeznaczyć zbyt wielkiej sumy, a zależy nam na bliskim pokrewieństwie z utytułowanymi osobnikami, dobrym wyjściem będzie przejrzenie oferty którejś ze stadnin ANR, urządzających comiesięczne przetargi. W stadninach bowiem przyjęte jest wielokrotne powtarzanie udanych połączeń i można za stosunkowo niewielką sumę nabyć np. siostrę czempionki pokazowej, mniej urodziwą lub z nabytym defektem fizycznym, posiadającą jednak ten sam genotyp. Takie postępowanie wskazane jest, gdy nie dysponując większymi funduszami, chcemy nabyć materiał hodowlany.

I tak, na jednym z pierwszych takich przetargów w latach 90. (zwanych wtedy „jesiennymi aukcjami”), kupiłam trzyletnią klacz z bardzo dobrym pochodzeniem, wycofaną z treningu wyścigowego z powodu kulawizny, za sumę porównywalną do ceny dobrego konia roboczego. Klacz okazała się wspaniałą matką i te cechy przekazała swojej córce, stojącej do dziś w mojej stajni. A z kulawizny po dwóch latach prawie nie pozostało śladu, do tego stopnia, że mogłam zaprezentować tę klacz na Wystawie Zwierząt Hodowlanych w Sitnie k. Zamościa.

fot. Zuzanna Zajbt
fot. Zuzanna Zajbt

Kupując „z ogłoszenia”, dobrze jest sprawdzić, czy sprzedający jest członkiem Polskiego Związku Hodowców Koni Arabskich lub przynajmniej zasięgnąć o nim dodatkowych referencji (nie dotyczy to hodowców o nazwiskach ogólnie znanych w „końskim” świecie). Ma to na celu uniknięcie nabycia konia od handlarza, z czym wiążą się tylko same kłopoty. Koń taki może bowiem być „po przejściach”, tj. utrzymywany w niewłaściwych warunkach, nieodpowiednio żywiony lub traktowany, co może zaowocować konsekwencjami zdrowotnymi lub charakterologicznymi. Nawet jeżeli kupimy go taniej – w efekcie możemy więcej dołożyć niż zaoszczędziliśmy. Zdarzały się np. przypadki sprzedaży konia z umiejętnie zamaskowanym rakiem strzałki lub wypryskiem letnim (tzw. „lipcówką”). To ostatnie schorzenie w zimie się nie ujawnia, jeżeli więc nie jesteśmy pewni uczciwości naszego kontrahenta – na oględziny konia wybierzmy się latem.

Najczęściej handlarze usiłują ukryć wady charakteru koni. Czynią to, podając nadmiernie nerwowemu czy wręcz złośliwemu osobnikowi środki uspokajające przed spodziewaną wizytą klienta. Jeżeli zaś wizyta będzie niespodziewana lub pewnych narowów nie da się ukryć, można zastosować chwyty psychologiczne, np. wmawiając klientowi, że są to nawyki przejściowe, które w dobrych rękach (tu sprzedawca pochlebia kupującemu, który zwykle czuje się tym mile połechtany) na pewno ustąpią…

fot. Joanna Jonientz
fot. Joanna Jonientz

Charakter konia i łatwość obsługi są cechami niezmiernie ważnymi. Jeżeli nie jesteśmy bogatym biznesmenem, który od razu odda konia w ręce wykwalifikowanego personelu, a szczególnie, jeśli zamierzamy się nim sami zajmować – sprawdźmy, w co się pakujemy. W tym celu można przeprowadzić prosty test – spróbujmy sami podnieść koniowi kolejno wszystkie cztery nogi, a następnie wziąć go za uszy. Jeżeli nie broni się przed tymi czynnościami, świadczy to, że jest dobrze ułożony i zrównoważony psychicznie.

Koń nabyty od niesumiennego sprzedawcy może również nie posiadać pełnej dokumentacji. Jeżeli ma paszport wystawiony przez Polski Klub Wyścigów Konnych – wszystko w porządku, ale nie wierzmy bezkrytycznie zapewnieniom, że „papiery w przygotowaniu”. Odnotowano bowiem przypadki, że w ten sposób właściciel próbował nieświadomemu nabywcy „wcisnąć” konia, który nie spełniał wymogów wpisu do ksiąg stadnych, bo np. posiadał luki w rodowodzie lub tylko nie był opisany w przepisowym czasie czy też nie przesłano próbek jego krwi do laboratorium IGiHZ PAN w Jastrzębcu celem określenia markerów genetycznych i DNA. W razie wątpliwości, lepiej sprawdzić w Redakcji Polskiej Księgi Stadnej Koni Arabskich Czystej Krwi, czy koń o podanej nazwie i dacie urodzenia został do niej zgłoszony.

fot. Mateusz Jaworski
fot. Mateusz Jaworski

O ile jest to możliwe, starajmy się sprawdzić, czy koń nadaje się do celów, do jakich chcemy go użytkować. Jeżeli ma to być klacz–matka, prześledźmy jej dotychczasową karierę stadną, a jeśli to pierwiastka – karierę jej matki, bo u koni arabskich wskaźniki rozrodu są wysoko odziedziczalne w linii żeńskiej. Jeśli np. klacz ma już kilkanaście lat, a ostatnie źrebię urodziła 7 lat temu, ponowne włączenie jej do użytkowania rozpłodowego może być trudne i wymagać będzie kosztownego leczenia. Kupując konia z myślą o karierze pokazowej – sprawdźmy, czy w rodowodzie ma przodków znanych z przekazywania odpowiednich predyspozycji (np. Monogramm, Laheeb czy Gazal Al Shaqab). Jeśli natomiast mamy w planach intensywniejsze użytkowanie wierzchowe, np. wyścigowe, sportowe czy rajdowe, musimy wnikliwie ocenić stan aparatu ruchowego konia oraz ogólny stan zdrowia, szczególnie czystość oddechu i szybkość powrotu tętna do normy po wysiłku. Sprawdźmy, czy ścięgna w żadnym miejscu nie „grzeją”, czy nie ma na nich zgrubień, a na nadpęciach – nakostniaków i czy podeszwy kopyt są należycie wysklepione. Dla większej pewności lepiej zlecić wykonanie odpowiednich badań lekarzowi weterynarii. Jeżeli będzie towarzyszył nam przy oględzinach konia, sprzedawca potraktuje nas poważniej i nie będzie starał się przemycić wad trudnych do wykrycia dla niefachowca.

Przed podjęciem decyzji o nabyciu konia, który ma nam służyć pod wierzch, niezbędne jest odbycie jazdy próbnej. Szczególnie w przypadku, gdy chodzi nam o wierzchowca rekreacyjnego, musimy osobiście zbadać jego łatwość w prowadzeniu, a także miękkość chodów. Spróbujmy sami założyć mu siodło i ogłowie (choćby właściciel zarzekał się, że on to zrobi) i ocenić, czy nie broni się przed tymi czynnościami. Sprawdźmy przy tym, czy chętnie przyjmuje wędzidło, czy nie ma łaskotek, jak reaguje na dociąganie popręgu, czy uciskanie na kręgosłup nie sprawi mu bólu i czy spokojnie stoi przy dosiadaniu (wyjątek – koń bezpośrednio po karierze wyścigowej, bo na torze jeźdźcy są na konie wrzucani, więc do wsiadania po strzemieniu trzeba będzie go dopiero przyzwyczaić).

fot. Zuzanna Zajbt
fot. Zuzanna Zajbt

Pewne predyspozycje można też ocenić „na oko”, na podstawie pewnych cech budowy konia, zanim jeszcze na niego wsiądziemy. I tak, koń o stromej łopatce, szczególnie w połączeniu z krótkimi i sztorcowymi pęcinami, z dużym prawdopodobieństwem będzie miał twardy, „wybijający” chód, zatem jazda na nim będzie daleka od przyjemności, a przecież nie o to nam chodzi! Podobnie koń o długich nadpęciach przy krótkich podbarczach będzie szedł chodem „paradnym”, z nadgarstka, co wiąże się z wysoką akcją i nienajprzyjemniejszym noszeniem. Przeciwnie, koń o miękkim grzbiecie i długich, miękkich pęcinach wprawdzie nie przedstawia sobą większej wartości hodowlanej, nie wytrzyma również intensywniejszej eksploatacji, ale do lekkiej rekreacji nada się znakomicie, gdyż zazwyczaj konie takie noszą miękko i przyjemnie. Miękkie, a przy tym efektywne i wydajne chody mają konie dobrze związane, a przy tym o długiej, dobrze skątowanej łopatce. Nie bez racji jednak nasi przodkowie twierdzili: „Kto konia nie spróbuje, kulawego kupi, a kto panny nie znając żeni się – ten głupi!”

Nie traktujmy natomiast zbyt dosłownie opisów towarzyszących ogłoszeniom lub interpretujmy ich tekst, „czytając między wierszami”. Mało prawdopodobne jest np., aby trzylatek mógł być „koniem–profesorem”, a dwulatek, czy tym mniej roczniak, wykazywał „szczególne predyspozycje skokowe” (to, że raz udało mu się uciec z pastwiska, jeszcze o niczym nie świadczy) lub rajdowe. Jedno- lub kilkukrotne przyjęcie siodła przez konia nie przesądza jeszcze o jego idealnej przydatności do pracy z dziećmi, a osobnik reklamowany jako „tylko dla doświadczonego jeźdźca” jest przypuszczalnie tak trudny do prowadzenia, że nie da się tego ukryć.

fot. Zuzanna Zajbt
fot. Zuzanna Zajbt

Pamiętajmy też, że koń jest zwierzęciem stadnym i nie kupujmy go z myślą o utrzymywaniu w pojedynkę (chyba że jest to klacz wysokoźrebna i niedługo z jednego zrobi się dwoje). Nawet, jeśli planujemy, że codziennie będziemy na nim jeździć – przez resztę doby też musi mieć towarzystwo, więc lepiej od razu postawmy go w pensjonacie czy klubie, zwłaszcza takim, który oferuje grupowe utrzymanie pastwiskowe. Koń samotnie stojący w boksie szybko nabiera niekorzystnych nawyków. A już najgorsze, co można zrobić, to kupić jedno źrebię (bo nie stać nas na konia dorosłego) licząc, że kiedyś wyrośnie z niego zalążek naszej przyszłej stadniny. Prędzej wyrośnie zwierzę znerwicowane, nie znające wzorców zachowań typowych dla gatunku. Koń to nie piesek ani kotek i nasze towarzystwo mu nie wystarczy! Lepiej kupmy od razu dwoje albo umówmy się z kolegą, który też kupi źrebię lub z sąsiadem, który ma inne konie, aby zwierzęta wychowywały się razem.

Upodobanie do określonych maści jest rzeczą gustu, ale racjonalny sens miało to tylko przy remoncie szwadronów kawalerii, do których dobierano konie według maści lub przy kompletowaniu wielokonnych zaprzęgów. Nasi przodkowie nie byli pod tym względem konsekwentni, gdyż z jednej strony ukuli przysłowie: „Nikt nie kupuje konia z maści, ale z cnoty”, ale z drugiej – znali wiele przesądów i legend, przypisujących określonym umaszczeniom rzekomo związane z nimi cechy, np.: „Kto nie miał siwego, ten nie miał dobrego” lub „Kto nie miał kasztana, ten nie miał gałgana”. Radziłabym jednak postępować tu w myśl chińskiego, a nie polskiego przysłowia: „Nieważne, czy kot biały, czy czarny, byleby dobrze łapał myszy”.

Jasne, że każdy z nas ma swój, wypieszczony w wyobraźni, ideał konia. Jeżeli jednak postawimy poprzeczkę zbyt wysoko, możemy nigdy nie doczekać się wierzchowca naszych marzeń, musimy więc zdecydować się, jakich wad konia nie zaakceptujemy w żadnym przypadku, a jakie jesteśmy w stanie tolerować. Już nasi przodkowie przestrzegali przed stawianiem nadmiernych wymagań, uprzedzając, że: „Konia i niewiasty trudno dostać ze wszystkimi cnotami”. Miałam kiedyś klienta „z ogłoszenia”, który w koniu oferowanym przeze mnie do sprzedaży doszukiwał się samych wad, a kiedy nieśmiało spytałam, czy widział kiedyś konia bez wad, stwierdził, że właśnie takiego szuka. Cóż, w takiej sytuacji mogłam mu jedynie życzyć długich lat życia!

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.