Reklama
KIAHF - Katara International Arabian Horse Festival
Polska AKF: Pod znakiem legendy

Hodowla

Polska AKF: Pod znakiem legendy

Polska AKF: Pod znakiem legendy

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Polska AKF, Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński
Polska AKF, Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński

Służewiec, 28 maja 2011, gonitwa trzylatków II grupy. Wśród debiutujących na torze koni jest Kasir Al Khalediah po pustynnym, oryginalnym arabie og. Tiwaiq i od klaczy Katch Me po Dormane. Katch Me z kolei jest córką klaczy o czysto polskim rodowodzie FMR Kartagina po Dunajec. O Kasirze głośno było już u zarania jego życia. To pierwszy źrebak, który przyszedł na świat w Polska AKF, kilka godzin po tym, jak grupa 16 koni z Arabii Saudyjskiej (13 klaczy, dwa ogiery i źrebię urodzone podczas nieplanowanego międzylądowania w Brukseli) dotarła do swojego nowego domu w Polsce, gdzie w świeżo wybudowanych, imponujących elegancją stajniach, czekał już na nie ogier Galba. Był 30 stycznia 2008 roku.

Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński
Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński

Właśnie ta grupa koni stała się zalążkiem polskiego oddziału saudyjskiej stadniny Al Khalediah Stables, który wyrósł w Nowych Wrońskach niedaleko Płońska, w typowo mazowieckim krajobrazie, na 40 hektarach, w otoczeniu przepięknych łąk i sadów, przez które przepływa rzeczka Naruszewka. Ich przybycie wzbudziło wówczas wielkie emocje także dlatego, że Al Khalediah Stables to potęga w dziedzinie hodowli koni arabskich, właściciel takich gwiazd, jak czempion świata Baanderos, brązowy medalista czempionatu świata Marquis CAHR czy czempionka świata Layan Al Khalediah. To także jedna z najbardziej utytułowanych stadnin w dziejach czempionatu świata – zdobywca ośmiu tytułów, oraz organizator Festiwalu Al Khalediah. Dziś stadnina Polska AKF liczy sobie 51 koni, wraz z tegorocznymi źrebakami, a mają przyjść na świat jeszcze trzy. Ten rok jest pierwszym, w którym konie urodzone w Polska AKF opuściły przyjazne stajnie, by pokazać się światu. Dziewiątka z nich, czyli cały rocznik 2008, plus michałowskiej hodowli syn Galby i Georgii po Monogramm og. Gordion, który trafił do Polska AKF w ramach rozliczeń za dzierżawę ogiera Galba, są w treningu na Służewcu w Stajni Wyścigowej TRAF prowadzonej przez trener Małgorzatę Łojek, w tym także ów nieplanowany pasażer lotu „założycielskiego” sprzed trzech lat, ogierek Shaham Al Khalediah po Aja Sangali od córki Galby, klaczy Shams Al Khalidiah.

Kasir Al Khalediah przed wyścigiem. Fot. Krzysztof Dużyński
Kasir Al Khalediah przed wyścigiem. Fot. Krzysztof Dużyński

Tymczasem Kasir za chwilę zmierzy się z ośmioma rywalami. Niektórzy zawodnicy zachowują się niespokojnie, ale nie on. Kasztanowaty ogier niewątpliwie wyróżnia się atletyczną budową. „Kasir jest koniem o głębokiej, pojemnej klatce piersiowej i długim, nieco płaskim ożebrowaniu, będzie dobrze ciął powietrze” – komentuje wygląd swego wychowanka kierownik stadniny Polska AKF Władysław Guziuk, cytując żartobliwe powiedzenie śp. inż. Tadeusza Milanowskiego, wieloletniego kierownika Działu Selekcji Państwowych Torów Wyścigów Konnych na Służewcu. Czy podobnie jak jego półrodzeństwo po og. Tiwaiq, urodzone na pustyni w Al Khalediah Stables, okaże się utalentowanym wyścigowcem?

Kasir Al Khalediah – finisz. Fot. Krzysztof Dużyński
Kasir Al Khalediah – finisz. Fot. Krzysztof Dużyński

Odpowiedź nadchodzi wkrótce. Kasir, pod Mirosławem Pilichem, na prostej finiszowej przyspiesza i wygrywa łatwo, z przewagą trzech długości. „To duża przyjemność i satysfakcja, kiedy starania włożone w prawidłowy odchów i pielęgnację młodego konia, od pierwszych dni jego życia do wysłania na tor, i równie fachowy trening wyścigowy, uwieńczone są już w pierwszym starcie takim miłym sukcesem – nie kryje zadowolenia Władysław Guziuk – ale oczywiście to dopiero początek kariery i przed nami wiele niewiadomych”. Trener Małgorzata Łojek dodaje: „Nie jest to jeszcze szczytowa forma Kasira, ale już potrafi rywalizować z niezłymi końmi. Wytrzymałość w dystansie jest ważna, lecz o zwycięstwie decyduje zdolność przyspieszenia w końcówce wyścigu i Kasir to potrafi. A przy tym jest to koń o wyraźnych cechach typu arabskiego, nie tak jak wiele zagranicznych arabów z krwią francuską czy

Władysław Guziuk, szef Polska AKF, na Służewcu. Fot. Krzysztof Dużyński
Władysław Guziuk, szef Polska AKF, na Służewcu. Fot. Krzysztof Dużyński

rosyjską, czasami w niewielkim stopniu przypominających przedstawicieli rasy arabskiej. Do tego ma złoty charakter, kochają go wszyscy w stajni”. Pan Władysław wspomina, że były polecenia, aby młode konie z Polska AKF przekazać do treningu we Francji. Na szczęście, zostały w kraju. „Udało się je wybronić” – uśmiecha się.

Wśród przybyłych z Arabii do Wrońsk klaczy była także janowska Saba 1990 (Etat – Saszetka/Engano), która już w Polska AKF dała najpierw ogierka Sariah Al Khalediah po Padrons Immage – w tym sezonie również na torze – a rok później obiecującą klaczkę Sahar Al Khalediah po ZT Maghossny. Najstarszy zaś tegoroczny źrebak w stadzie to bardzo urokliwa, urodzona 31 marca klaczka po Galba od niezwykle typowej klaczy Nadrat Al Khalidiah po Aja Sangali. „Chcieliśmy dać Galbie szansę, żeby się wykazał na tej klaczy” – mówi pan Władysław.

Galba w Polska AKF. Fot. z archiwum stadniny
Galba w Polska AKF. Fot. z archiwum stadniny

W Polska AKF stacjonują trzy ogiery czołowe: wspomniany Galba (Plakat – Gza-Gza/Negatraz), hod. Gerda Jannsena z Niemiec, Forteynas Magic po Magnum Psyche od Bint Forteyna po Bey Shah (hod. Mike’a Nicholsa z USA) i ZT Maghossny, po AB Magnum od ZT Horubi po Hossny (hod. księcia Federico Zichy-Thyssen z Argentyny). Królem stada jest oczywiście Galba, Czempion Świata z Salonu Konia w Paryża w 1999 r. Kontroluje wszystko, co się dzieje w stajni, zachowuje się władczo i niecierpliwie. Nie lubi, gdy nie zwraca się na niego uwagi, ale nie jest też zadowolony, gdy mu się przeszkadza. To on był, jak wspomnieliśmy, pierwszym koniem, który wkroczył do dziewiczej jeszcze stajni nad ranem 6 stycznia 2008 roku, po forsownej podróży z Belgii, w trudnych, zimowych warunkach. Ale nie tylko te trzy ogiery doczekały się potomstwa w Polska AKF. „Kupowaliśmy także nasienie Poganina, Gangesa i Ontario HF” – informuje pan Władysław. W przyszłości Polska AKF liczy także na nasienie ogierów ze stadniny-matki w Arabii Saudyjskiej. Z kolei z tutejszych ogierów mogą korzystać hodowcy polscy, choć w tym sezonie większość właścicieli ogranicza krycie klaczy, ze względu na coraz trudniejszy rynek.

Polska AKF, Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński
Polska AKF, Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński

Dla przybyszów z innego klimatu specjalnie wyszykowano stajnie – wyposażono je w promienniki elektryczne, nastawione w początkowym okresie na utrzymywanie temp. ok. 12 stopni Celsjusza i stopniowo w miarę upływu czasu redukowano dogrzewanie stajni. Dziś konie nie wymagają aż tak cieplarnianych warunków, choć ze względu na poidła temperatura wewnątrz stajni musi być plusowa. System włącza się, gdy temperatura spada poniżej 5 stopni. „Nie mieliśmy tutaj jak do tej pory praktycznie żadnych problemów zdrowotnych u koni – podkreśla pan Władysław – chociaż z upływem lat tutejsze środowisko zapewne nie będzie tak bezpieczne zdrowotnie jak obecnie. Np. na torze wszystkie nasze trzylatki, mimo systematycznych szczepień w stadninie, przeszły lekkie infekcje”.

Władysław Guziuk przed stajniami w Nowych Wrońskach. Fot. Krzysztof Dużyński
Władysław Guziuk przed stajniami w Nowych Wrońskach. Fot. Krzysztof Dużyński

W kompleksie stajennym znajduje się obszerna kryta ujeżdżalnia, która, jak tłumaczy pan Władysław, jest niezwykle użyteczna w codziennej pracy z końmi: „Niepogoda, czy pierwsze spacery źrebiąt… tu można zapewnić koniom niezbędny ruch” – mówi. Aby oglądać konie, zasiadamy w wygodnej loży, umieszczonej na „piętrze”, tuż nad areną. Przytulne wnętrze, skórzane fotele, klimatyzacja lub ogrzewanie – wszystko to pozwala na podziwianie koni w prawdziwie komfortowych warunkach. Ciekawskie klacze i źrebaki podchodzą poprzyglądać się widzom. I tak oglądamy się nawzajem… Czujemy się wyróżnieni, bo to tutaj zasiada właściciel stadniny książę Khaled Bin Sultan Bin Abdul Aziz Al Saud, wraz z osobami towarzyszącymi, gdy przybywa na przegląd hodowlany. Nie zdarza się to często, ostatni raz był we wrześniu. Czasem przyjeżdża także pan Mutlaq Bin Mushriff, główny hodowca Al Khalediah Stables. „Książę jest bardzo zajęty – tłumaczy pan Władysław. – Ale gdy już tu jest, nie kryje zadowolenia – podobają mu się i konie, i stajnia”.

Nic dziwnego. Konie w Polska AKF imponują doskonałą kondycją – najwyraźniej ekologiczny owies z SK Kielnarowa i siano z nadwiślańskich łąk, o dostarczanie których dba pan Władysław, świetnie im służy. Błyszcząca sierść, żywe, bystre oko, energia – tego wszystkiego im nie brakuje. Ale to wyścigi, a nie najlepsza nawet forma pastwiskowa zdecydują o dalszym losie trzylatków. Wspaniały był debiut Kasira, świetnie spisuje się Gordion, który biegał już w ubiegłym sezonie, wygrywając dwa wyścigi i plasując się wielokrotnie na płatnych miejscach. „Na swoje utrzymanie zarobił” – uśmiecha się kierownik stadniny, który i w tym roku spodziewa się dobrych wyników ogiera. Nad jego kondycją pracował zimą osobiście, jeżdżąc na nim regularnie na hali.

Trening Gordiona zimą. W siodle Władysław Guziuk. Fot. z archiwum stadniny
Trening Gordiona zimą. W siodle Władysław Guziuk. Fot. z archiwum stadniny

Ogier pracował po 50 min. dziennie. Pierwszy wyścig Gordiona w tym sezonie pokazał, że praca ta dała efekty – wygrał swą pierwszą gonitwę, i to we wspaniałym stylu, już 1 maja. „Cóż, ja ważę obecnie z siodłem ok. 90 kg, więc koń ma za sobą porządny trening siłowy – żartuje pan Władysław i wyjaśnia: – Jestem zwolennikiem programu hodowlanego dla koni arabskich wypracowanego przez stadniny państwowe, w którym próby dzielności stanowią jeden z najważniejszych elementów selekcyjnych. Próba wyścigowa daje nam informacje o zdrowiu konia, o wydolności jego serca, płuc, mięśni, o rozwoju aparatu ruchowego, o tkance kostnej, o ścięgnach, a także o jego psychice”. Jak przyznaje pan Władysław, dzisiaj oddanie do treningu konia na tor wiąże się z dużymi kosztami. „Gdy my wysyłaliśmy konie na tor – mówi, mając na myśli stadniny państwowe (sam był przez 22 lata dyrektorem jednej z nich, a mianowicie Kurozwęk) – układ był niezwykle korzystny. Tor niejako dzierżawił nasze konie, nic nam za to nie płacąc, ale my też nic nie płaciliśmy, mieliśmy tylko prawo do 2,25% od wygranych sum, które przeznaczaliśmy na premie dla pracowników. Konie, które nie zaliczyły próby wyścigowej, a szczególnie ogiery, nie były używane w programie hodowlanym”. Konie eksportowane do USA zaskakiwały Amerykanów swoimi doskonałymi predyspozycjami ruchowymi. „Konie z Polski miały za sobą po dwa, a niekiedy więcej sezonów wyścigowych – zaznacza pan Władysław. – Wyróżniały się nie tylko na pokazach hodowlanych, ale także w konkurencjach jeździeckich, w tym także w bardzo widowiskowej i trudnej dla konia konkurencji Park Horse.”

Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński
Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński

Praca hodowlana i trenerska wymaga stworzenia odpowiedniej bazy, systematycznej, cierpliwej i fachowej pracy. To trochę jeszcze potrwa w przypadku Polska AKF, ale już teraz pan Władysław zapowiada, że w niedalekiej przyszłości wystartuje ze swoimi końmi także na pokazach, i to nie tylko z młodzieżą, ale i ze starszymi końmi. Pośpiech nie jest jednak wskazany, co jest zgodne z filozofią bliskowschodnich właścicieli stadnin. Tymczasem wrażenie na gościach robi dbałość o każdy szczegół, zarówno w stajniach, jak i na zewnątrz. W stajniach pracują cztery osoby, o zieleń zaś troszczy się ogrodnik, wraz z trzema współpracownikami. Część owsa i siana pochodzi z własnych upraw. Gospodarstwo sprzedaje także owoce ze swoich sadów. Miały one między innymi trafiać i na książęce stoły, ale ich transport okazał się zbyt skomplikowany, a dla jakości owoców zdecydowanie niekorzystny.

Czy to, że w Polska AKF wszystko chodzi jak w zegarku, wynika z długoletniego doświadczenia Władysława Guziuka w hodowli i zarządzaniu stadninami? On sam nie jest o tym przekonany. „Osobiście nie uważam, że bogate doświadczenie w hodowli koni decyduje o sukcesie – twierdzi i zwraca uwagę, że czasem hobbystyczne podejście daje większe szanse na spektakularne osiągnięcia. – Dla przykładu, profesjonalny hodowca nigdy nie skojarzy ze sobą pary rodzicielskiej, która ma podobne niedostatki czy błędy w pokroju. On te elementy widzi i zna, pracując ze stadem przez wiele pokoleń. Hodowca-amator, dla którego hodowla jest najczęściej odskocznią od codziennej pracy, będzie się kierował modą, czy też intuicją, która czasami może

Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński
Nowe Wrońska, fot. Krzysztof Dużyński

okazać się słuszna. Zadaniem zaś zawodowego hodowcy jest poprawianie rasy, kształtowanie stada, nad którym pracuje. W takiej pracy stosuje się rygorystyczne kryteria hodowlane – np śp. dyr. Krzyształowicz nie użyłby ogiera bez ukończonych, z pozytywnym wynikiem, prób dzielności na torze. W stadninach państwowych poświęcaliśmy wiele uwagi zachowaniu i umacnianiu linii żeńskich i rodów męskich, ponieważ bogactwo populacji jest w jej różnorodności, nie zaś w ujednolicaniu”.

Mimo że szef Polska AKF nie przywiązuje wielkiej wagi do doświadczenia, trudno pominąć fakt, iż sam zajmuje się hodowlą koni arabskich od przeszło 40 lat. Na pytanie o cel hodowlany w Polska AKF, odpowiada: „Pokutuje moje doświadczenie – pracuję w tej dziedzinie od 1970 r. Przez dziesięciolecia realizowaliśmy program hodowlany wypracowywany wspólnie przez hodowców ze stadnin państwowych i inspektorów Wydziału Hodowli Koni Zjednoczenia Hodowli Zwierząt Zarodowych, oparty na doświadczeniach hodowców z okresu międzywojennego i wcześniejszych. Polscy hodowcy po II wojnie światowej, dysponując niewielką populacją ocalałych koni arabskich i stosując zasady tego programu, doprowadzili hodowlę do znaczących osiągnięć w skali światowej. Uważam więc ten program za bardzo dobry i próbuję realizować go

Tablica upamiętniająca dyr. SK Michałów Ignacego Jaworowskiego, fot. Krzysztof Dużyński
Tablica upamiętniająca dyr. SK Michałów Ignacego Jaworowskiego, fot. Krzysztof Dużyński

tutaj, na tym stadzie. Gdy po przemianach ustrojowych otworzyły się szanse dla prywatnych stadnin hodujących konie arabskie, było to dla mnie gwarancją, że ta rasa w Polsce przetrwa i że będzie się rozwijać. Bo państwowa stadnina, jeśli sama nie zdoła zadbać o bezpieczeństwo ekonomiczne, ulegnie likwidacji, ponieważ nie istnieją dziś możliwości dotowania tego typu działalności przez państwo. Tymczasem prywatny właściciel, jeśli go na to stać, może w czasach dekoniunktury dokładać do hodowli – jest to kwestia tylko jego dobrej woli. Małe operacje hodowlane, typowe dla stadnin prywatnych, łatwiej radzą sobie z kryzysami”.

Pomysł ulokowania w Polsce oddziału Al Khalediah Stables pojawił się w pierwszych latach nowego stulecia, niespełna dziesięć lat temu. Inspiracją była najpewniej pozycja polskiej hodowli w świecie. „Sukcesy polskich arabów mają wielką siłę propagandowego oddziaływania – tłumaczy pan Władysław. – Odwiedzający nasz kraj miłośnicy koni arabskich odkrywają Polskę jako kraj gościnnych, zdolnych, życzliwych dla obcokrajowców ludzi. Polska jest postrzegana jako dobry kraj do inwestowania, a dla biznesmenów z gorących stref klimatycznych jest atrakcyjna ze względu na zieleń wiosną, latem i jesienią, i białą, śnieżną zimę”.

Odsłonięcie tablicy ku czci dyr. SK Michałów Ignacego Jaworowskiego. Fot. z archiwum stadniny Polska AKF
Odsłonięcie tablicy ku czci dyr. SK Michałów Ignacego Jaworowskiego. Fot. z archiwum stadniny Polska AKF

„Obecność koni z kraju, który uznawany jest za kolebkę rasy arabskiej, powinna być traktowana jako uznanie dla dorobku polskich hodowców – dodaje kierownik Polska AKF. – Polska filia Al Khalediah Stables daje nadzieję na wzajemnie korzystną współpracę”.

Miejsce dla stadniny wybrano spośród kilku ofert prasowych. Niezwykłość tego wyboru wyszła na jaw już w trakcie realizacji inwestycji. Okazało się, że dwudziestohektarowy teren, kupiony w pierwszym etapie, był częścią ok. 400-hektarowego przedwojennego majątku ziemskiego Antoniego Jaworowskiego, ojca zasłużonego dyrektora SK Michałów Ignacego Jaworowskiego. Tu właśnie, we Wrońskach, w 1924 roku urodził się Ignacy Jaworowski i mieszkał z rodzicami do końca II wojny światowej. Do Michałowa trafił w roku 1953, by budować tę stadninę przez następne 44 lata, do 1997 roku. „Postanowiliśmy podjąć inicjatywę rodziny śp. Ignacego Jaworowskiego i ufundować tablicę pamiątkową” – mówi kierownik Polska AKF. Uroczystość odsłonięcia odbyła się 3 lipca 2009 roku, w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół pana Ignacego.

Fot. Krzysztof Dużyński
Fot. Krzysztof Dużyński

„Miałem wielkie szczęście współpracować przez kilka dziesięcioleci ze śp. panem Ignacem Jaworowskim – opowiada Władysław Guziuk. – Wiele czasu spędzaliśmy także na spotkaniach towarzyskich, które zwykle krążyły wokół spraw koni. Były to okazje do zacnego, miłego i kształcącego dla mnie obcowania. Zawsze podziwiałem optymizm życiowy pana Ignaca, jego wielką pasję do hodowli koni, hodowli zwierząt i w ogóle zamiłowanie do gospodarowania. A moje życie zawodowe, koniarskie, tak się potoczyło, zresztą niezależnie ode mnie, że trafiłem do Wrońsk z końmi arabskimi z Bliskiego Wschodu, do miejsca, gdzie urodził się wielki hodowca Ignacy Jaworowski. Splot tych wydarzeń jest dla mnie znakiem dla pomyślności tutejszej hodowli”.

Artykuł w wersji angielskiej do pobrania jako PDF»

 

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy
Nashwan Al Khalidiah

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians