Reklama
Jan Krauze: Konie nie idą do piekła

Ludzie i Konie

Jan Krauze: Konie nie idą do piekła

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Polscy miłośnicy rasy arabskiej znają dramatyczne losy janowskich koni dwukrotnie ewakuowanych podczas II wojny światowej, raz w 1939 roku, w ucieczce przed Niemcami, i drugi raz w 1944, gdy to Niemcy uciekali przed Rosjanami. Ta historia aż prosiła się o zbeletryzowanie. Na polskim rynku wydawniczym dostępna (choć słabo) jest książka napisana na podstawie scenariusza do niezrealizowanego filmu „Dom koni” Tadeusza Kijańskiego (wyd. Bellona, 2003). Teraz powieść oparta na tych samych, prawdziwych wydarzeniach ukazała się także we Francji – „Les chevaux n’iront pas en enfer”. Jej autorem jest urodzony we Francji i tam mieszkający Polak, Jan Krauze, dziennikarz, który niegdyś relacjonował „festiwal Solidarności” dla dziennika „Le Monde”, i który porzucił ten zawód, by zająć się hodowlą koni wyścigowych w swej posiadłości w Normandii. Jak widać, nie porzucił jednak pisania. Książkę napisał po francusku, dla francuskiego czytelnika, nieobeznanego z przebiegiem II wojny światowej w Polsce.

Jak pamiętamy, pierwsza ze wspomnianych ewakuacji zakończyła się powrotem koni i ludzi, w opłakanym stanie, po 12-dniowej wędrówce. Na wieść o atakujących od wschodu Rosjanach, stadnina zawróciła bowiem do Janowa. Gdy kilka godzin później nadeszły wojska radzieckie, wszystkie konie zrabowano i wywieziono na Kaukaz, do Tierska. Na dany sygnał do grabieży Janowa przystąpiła białoruska ludność zza Buga… Druga ewakuacja miała miejsce pod koniec wojny. W lipcu 1944 władze hitlerowskie załadowały wszystkie konie z odbudowanej janowskiej stadniny do pociągów jadących na zachód. Przez pół roku konie stacjonowały w Sohland k. Rotstein (Saksonia), po czym stadnina wyruszyła pieszo do Drezna. „Maszerować trzeba było po drogach zapełnionych wojskiem i uciekinierami – opisywał tę wędrówkę prof. Witold Pruski w „Dwóch wiekach polskiej hodowli koni arabskich 1778–1978”. – Pogoda panowała zimna, deszczowa, z silnymi wiatrami, klacze zaczęły się źrebić, nowo narodzony przychówek trzeba było brać na wozy, których brakowało”. Kolumna dotarła na miejsce w czasie, gdy rozpoczynał się dywanowy nalot aliancki – w nocy z 13 na 14 lutego ’45. Zginęło bardzo wiele koni. Pod bombami znalazły się także dwa spośród najcenniejszych janowskich ogierów czołowych, synowie Ofira Wielki Szlem i Witraż. Szalejące z przerażenia konie trzymał janowski masztalerz Jan Ziniewicz. Dzięki niemu przeżyły. W marcu ’45 konie wysłano do Nettelau w Szlezwiku Holsztynie, gdzie dotrwały do końca wojny.

Książka Jana Krauzego opisuje tę epopeję z niezwykłą dokładnością. Bohaterami opowieści uczynił autor młodą miłośniczkę koni arabskich Halinę Malecką i Romana Wandycza, Polaka, który młodość spędził na Ukrainie i który przywędrował do Warszawy wraz z polskimi końmi wyścigowymi w 1919 roku, w ucieczce przed bolszewikami. Trasę Odessa-Lwów pokonał w siodle, na ogierze o imieniu Lancelot. Ona i on spotkają się w Janowie Podlaskim. Połączy ich, mimo dużej różnicy wieku, przywiązanie do koni i wzajemna fascynacja. Dzięki tej dwójce śledzimy losy janowskich arabów, najpierw w ’39, potem w ’44 i ’45, gdy Halina i Roman towarzyszą ewakuowanej do Niemiec stadninie. Przez stronice książki przewijają się znane nam imiona – Amurath Sahib, Wielki Szlem, Witraż, Ofir. Choć główni bohaterowie to postaci fikcyjne, niektóre osoby rozpoznajemy – pierwowzorem książkowego Antoniego Kilanowskiego był bez wątpienia inż. Andrzej Krzyształowicz. Krauze opisuje pełną trudów i niebezpieczeństw podróż, bombardowanie Drezna, ratowanie koni. Kreśli sylwetki Polaków, ale i Niemców, którzy w wojennej zawierusze starali się ocalić powierzone swojej opiece stworzenia. Wspomina także o innych, nieznanych bliżej francuskiemu czytelnikowi faktach – o Bitwie Warszawskiej 1920 r. czy Powstaniu Warszawskim. Opowieść puentuje sceną z roku 1981, gdy Halina jest świadkiem sprzedaży ogiera El Paso za milion dolarów.

Obok ludzi, bohaterami książki są oczywiście konie. Jak mówi autor, ustami Romana Wandycza, konie pozwalają nam wierzyć, że nie jesteśmy tylko i wyłącznie zabawkami, rzucanymi tu i tam przez kapryśną Historię, lecz stanowimy część natury. Dzięki koniom świat wydaje się bardziej wieczny, bardziej prawdziwy i bardziej wytłumaczalny. „Konie są oczywiście dotknięte fizycznie wojną, i wszystkim, co jest skutkiem tej wojny – powiedział Jan Krauze polskimarabom.com.  – Ale jednocześnie przechodzą jak gdyby obok wojny i, jako część przyrody, są w pewnym sensie ponad wojną, ponad ludzkim bestialstwem. Do pewnego stopnia pomagają ludziom – niektórym ludziom – w tym, by przetrwali wojnę jak najmniej ubrudzeni moralnie.”

Dzięki książce Jana Krauzego, zachodni czytelnicy mają szansę poznać obce sobie karty z dziejów II wojny światowej. I spróbować – razem z autorem – odpowiedzieć sobie na pytanie: jakim cudem ludzie mogli poświęcić tyle uwagi i energii zwierzętom, gdy świat walił się dookoła?

Jan Krauze: Les chevaux n’iront pas en enfer („Konie nie idą do piekła”), Éditions du Rocher 2010, str. 217

Artykuł w wersji angielskiej do pobrania jako PDF

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.