Reklama
Czempionat świata 2006 – podsumowanie

Aktualności

Czempionat świata 2006 – podsumowanie

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Tytuły przyznane, nagrody rozdane. Przekazane w korespondencjach z Paryża informacje uzupełniamy kilkoma refleksjami.

W paryskich finałach obyło się bez zaskoczeń. W czempionacie klaczy młodszych zwyciężyła dwuletnia Bess Fa’Izah, hod. Bessewach Arabians (Holandia), wł. szejka Ammar bin Humaid Al Nuaimi (Ajman Stud, ZEA), przed trzyletnią Panareą by Palawan, hod. Michele Boscarion (Włochy), także wł. szejka Ammar bin Humaid Al Nuaimi (Ajman Stud, ZEA).

Czempionat klaczy starszych też nie przyniósł niespodzianek – wygrały klacze najwyżej oceniane w swoich klasach. Czempionką świata została Robin K, hod. Murillo Kamer (Brazylia), wł. księcia Khaled bin Sultan bin Abdul Aziz Al Saud (Al Khalediah, Arabia Saudyjska), która pokonała powracającą na europejskie ringi Loubną, hod. Ariela Arabians (Izrael), wł. Dion Arabians – Ajman Stud.

W klasie ogierów młodszych wygrał trzyletni Royal Colours, hod. S&M Zischkau (USA), wł. G. Gubbiotti (Włochy), przed głośnym ostatnio synem Marwana Al Shaqab – Marajjem, hod. J.Desmarteau (USA), wł. Al Bidayer Stud (ZEA).

W finale ogierów starszych wygrał bezdyskusyjnie Al Lahab, hod. Ariela Arabians (Izrael), wł. I&H Friedmann (Niemcy). Wiceczempionem świata został Dakharo, hod. Al Bawibiya Stud (Arabia Saudyjska), wł. księcia Khaled bin Sultan bin Abdul Aziz Al Saud (Arabia Saudyjska).

Po pobycie na tegorocznym czempionacie świata koni arabskich nasuwają się trochę smutne wnioski co do realiów panujących na najważniejszych pokazach w Europie. Przede wszystkim rynek koni, szczególnie pokazowych, opanowany został przez bliskowschodnich właścicieli. I to najczęściej tylko właścicieli, bowiem wygrywające konie rzadko kiedy wyhodowane zostały przez swego obecnego posiadacza; na ogół urodzone były daleko poza krajem, który dziś reprezentują. Wiodące stadniny z Emiratów Arabskich czy Arabii Saudyjskiej wykupują „na pniu” wszystko, co tylko ma szansę zdobyć najwyższe laury. Ponieważ trudno o lepszego klienta niż właściciel szybów naftowych, większość hodowców i pośredników w obrocie końmi, a także wielu trenerów zrobi wszystko (lub prawie wszystko), aby zyskać przychylność szejka X czy króla Y. Niestety, sędziowie bardzo często również należą do tej grupy – są hodowcami, a jak wiemy nieoficjalnie, też pośrednikami w obrocie końmi (a nie ma lepiej rozeznanego w rynku pośrednika, niż popularny, bywający na wielu pokazach sędzia). W końcu – bywając na kilku najważniejszych imprezach w sezonie, trudno nie zapamiętać czempionów lub liderów danego rocznika. Tak naprawdę więc, sędziowie nie mogą „nie rozpoznawać” koni, które widzą po raz kolejny. Bywa, że ulegają pokusie, by dodać punkt, czy choćby połowę faworytowi, zwłaszcza jeśli nie chcą „podpaść”. Oczywiście nie oznacza to, że nie ma sędziów nieobiektywnych, ale też trudno przewidzieć, którzy nimi nie są. Pieniądz rządzi światem, a władcy bliskowschodni pieniądze mają, lubią wygrywać i dają to wyraźnie znać – chociażby głośnym zachowaniem podczas startów swoich koni. W sektorach VIP tegorocznego Pucharu Narodów czy Czempionatu Świata odbywało się istne szaleństwo, kiedy występowała Robin K, Bess Fa’Izah, czy Panarea By Palawan. Taka już mentalność i kultura krajów arabskich, gdzie rywalizacja jest sprawą honoru i najwyższej wagi. Dowodem na to jest ciągnąca się od ponad roku tzw. sprawa Fawn Obsession – ubiegłorocznej czempionki świata, należącej do Al Khalediah z Arabii Saudyjskiej. W jej krwi wykryto niedozwolone substancje i wszystko jest na pozór oczywiste, jednak im dłużej sprawa trwa, tym więcej pojawia się w niej wątków, odwołań i odroczeń, gdyż właściciele klaczy za wszelką cenę chcą zachować tytuł. Jak nam nieoficjalnie wiadomo, decyzją Europejskiej Organizacji Konia Arabskiego, konie własności stadniny Al Khalediah miałyby być spieszone na rok z udziału w afiliowanych pokazach. Gdyby wyrok taki zaczął obowiązywać jesienią, diametralnie mogłyby zmienić się wyniki tegorocznych dużych pokazów, gdyż wykluczona ze startów byłaby m.in. tak silna faworytka, jak Robin K. Wyrok jednak trwa w zawieszeniu na skutek nierozwiązania kilku kolejnych wątków sprawy i fantastycznej sprawności najlepszych prawników.

Mówi się też o modzie na konie czysto-egipskie lub z domieszką czysto-egipskich, a te różnią się od koni typu polskiego, choć mają też często więcej wad pokrojowych – jednak niestety często przymyka się na to oczy. Od dawna głośno krytykowani i upominani są sędziowie, którzy ocenę uzależniają tylko i wyłącznie od szczupaczej głowy, a nie patrzą na inne cechy. Polski program hodowlany zakłada hodowlę konia urodziwego, ale i zdolnego do użytku oraz pracy pod siodłem, której nie zniosłaby pewnie większość koni o „główkach konika morskiego”.

Trudno więc rozpatrywać obiektywnie, czy polskie konie miały szanse, mniejsze lub większe, na tegorocznym czempionacie. Na pewno nie jest to czas dobry dla polskich koni – również pod względem pory roku. Aby być w świetnej kondycji fizycznej, koń musi być cały czas poddawany intensywnym przygotowaniom. Zachodnie (i bliskowschodnie) araby trenowane są najczęściej w cieplejszych, niż nasza, strefach klimatycznych, trzymane tylko w ogrzewanych stajniach, a źrebięta coraz częściej rodzą się wskutek embriotransferu, co pozwala klaczom-matkom na pozostawanie w kondycji pokazowej przez okrągły sezon. Tymczasem organizmy polskich koni w listopadzie i grudniu przygotowują się biologicznie do zimy, a klacze są wysoko źrebne, co wpływa na ich wygląd i zachowanie.

Ekspansja arabskich właścicieli miała jednak w Paryżu także dobre skutki dla polskiej hodowli. Michałowski Esparto wpadł w oko szejkowi Ammarowi bin Humaid Al Nuaimi (Ajman Stud, ZEA) do tego stopnia, że ten wydzierżawił go już w trakcie trwania czempionatu i oddał do prezentacji nowemu trenerowi – Frankowi Spönle. Nagła zmiana i pierwsze spotkanie trener-koń wiązało się jednak z ryzykiem „nieporozumienia” w tej parze, co dało o sobie znać podczas sobotnich rozgrywek. W niedzielnych czempionatach Esparto pokazywany był z powrotem przez Mariusza Liśkiewicza. Ogier do Michałowa już nie powrócił; będzie przygotowywany do kolejnych startów w pokazach. Najwyraźniej dzierżawca upatruje szansy zdobycia tytułów dzięki Esparto, być może więc, dzięki możnemu dzierżawcy ogiera, polskie konie powrócą z czasem do rozgrywki o najwyższe laury.

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.