Reklama
Kossakowie w Sopocie

Aktualności

Kossakowie w Sopocie

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Fot. Krzysztof Dużyński
Fot. Krzysztof Dużyński

Do 2 października czynna będzie wystawa, na odwiedzenie której miłośnicy arabów powinni obowiązkowo znaleźć czas w swym kalendarzu – „Kossakowie” w Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie. Wystawa jest fascynująca już ze względu na sam jej zamysł – zestawienie osiągnięć całej utalentowanej rodziny Kossaków. Oglądamy bowiem nie tylko prace słynnego Juliusza, ale też jego dużo mniej znanego brata Leona, jak również jego syna Wojciecha i dwóch wnuków, Karola i Jerzego. Autorzy wystawy nie zapomnieli także o wnuczkach Juliusza parających się słowem pisanym – Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, zwanej Lilką i Magdalenie Samozwaniec oraz Zofii Kossak-Szczuckiej. Jak pisze w imponującym rozmiarami i graficznym rozmachem katalogu Bogusław Deptuła, „W tej rodzinie wygląda na to, że panowie mieli talent do malowania, a panie do pisania”.

 

Fot. Krzysztof Dużyński
Fot. Krzysztof Dużyński

Co jednak najbardziej interesuje arabiarzy, to oczywiście wizerunki koni arabskich, pędzla Juliusza. A tych jest całkiem sporo. Kurator wystawy, historyk sztuki Stefania Krzysztofowicz-Kozakowska, podkreśla w słowie wstępnym do katalogu: „Szczególną rolę w twórczości Juliusza odegrały konie rasy arabskiej spełniające ideę romantyzmu: romantyzmu natury oraz romantycznej swobody (…) Juliusz Kossak ujmował ukochane konie wręcz mistrzowsko. Początkowo były to ich sztywne wizerunki, zawsze jednak zachowujące cechy charakterystyczne, czytelne między innymi w portretach Abugejla, Abiada, Gazeli, Kogeilana, Carogrodu, Szaytanki. (…) Następnym etapem były konie pojawiające się w rozbudowanych, pełnych temperamentu scenach, które ujęte niekiedy w skomplikowanych ruchach i skrótach perspektywicznych, narzucały kompozycjom nastroje pełne wrzawy, galopady, ruchu”. Akurat Carogrodu i Szaytanki na wystawie nie zobaczymy – są własnością Muzeum Okręgowego w Tarnowie i do Sopotu nie dotarły. Ale mamy tu szereg innych prac, nie mniej ciekawych.

 

Obwoluta serii 12 kart – opisów koni ze stada Erazma Wolańskiego w Pauszówce (1850)
Obwoluta serii 12 kart – opisów koni ze stada Erazma Wolańskiego w Pauszówce (1850)

Na portrety arabów natyka się zwiedzający już na parterze, na początku obejmującej dwa piętra wystawy. Oto „Koń arabski przed gonitwą” (1845) – jego opiekun, zapewne trener, bo w cylindrze, jedną ręką trzyma konia, a w drugiej dzierży butelkę, z której najwyraźniej pociągnął przed chwilą spory łyk. Teraz pluje koniowi w pysk, podczas gdy ten mocno się broni przed tym zabiegiem. Cóż to mógł być za rytuał? Jaka forma dopingu? Dalej „Szkic konia Gazela” (1845–1850), na którym mistrz sportretował siwą w hreczce klacz czysto egipską – taką, jaką moglibyśmy i dziś spotkać gdzieś w Egipcie: różowe, malowane chrapy, oko z wyraźnym białkiem, długa szyja, wysoko osadzony ogon. Klacz jest wychudzona, z rysującymi się pod skórą żebrami, podobnie zresztą jak i bohaterka kolejnej z akwarel z tamtego okresu twórczości Juliusza: „Szkic konia Zagara”. Tu klaczy o imieniu Zagara towarzyszy źrebak oraz beduin, który poi swą podopieczną. Kapitalny jest „Arab na galopującym koniu”, ze składającym się do strzału bosym wojownikiem, dosiadającym rumaka, który dosłownie frunie ponad pustynią i ponad szkieletem jednego ze swych pobratymców, poległych w poprzednich bitwach. Zupełnie wyjątkowa jest seria 12 kart – opisów koni ze stada Erazma Wolańskiego w Pauszówce (1850). Z każdej z nich możemy wyczytać, jak przebiegała kariera hodowlana konia, w których latach klacz „niezaźrebiała”, a kiedy dała potomstwo i po jakim ogierze. Fantastyczna ciekawostka, a jednocześnie dokument historyczny.

 

Tabun koni. Stadnina Dionizego Trzeciaka (1879), pocztówka
Tabun koni. Stadnina Dionizego Trzeciaka (1879), pocztówka

Nie zabrakło ulubionej mojej pracy – „Tabun koni. Stadnina Dionizego Trzeciaka” (1879). Po raz kolejny można się pobawić w liczenie źrebiąt w tym stadzie – jest ich niewątpliwie siódemka i wygląda na to, że hodowca, sportretowany obok w rozmowie z wieśniakiem, był zadowolony z przychówku.

 

O innej pracy, „Stadninie przy wodopoju” (1857) pisze krytyk Monika Małkowska („Rzeczpospolita, 12.07), iż to dowód mistrzostwa jej autora: „Różne końskie maści, rozmaite ustawienie głów, uszów, ogonów… Cała paleta końskich zachowań”.

 

Kurator wystawy podsumowuje działalność Juliusza cytatem ze Stanisława Witkiewicza: „Jego cechy i zalety są zadziwiające, jego twórczość zdumiewa ogromem prac dokonanych, siła i żywotność jego zdolności jest niespożyta, trwa do ostatniej chwili życia, do ostatniego tchnienia z tą samą niepohamowaną energią i blaskiem świeżości i młodości”.

 

Sopot: na Monciaku, obok Państwowej Galerii Sztuki, fot. Krzysztof Dużyński
Sopot: na Monciaku, obok Państwowej Galerii Sztuki, fot. Krzysztof Dużyński

Wystawa jest szczególnym świętem dla wszystkich koniarzy – jak wiemy, i jak się po raz kolejny przekonujemy, Juliusz malował nie tylko konie czystej krwi. Jego potomkowie, kontynuatorzy rodzinnej tradycji, także obrali sobie konie, niekoniecznie arabskie, za główny temat swej twórczości. Polowania, batalistyka, portrety, sceny historyczne, sceny rodzajowe… Zwłaszcza jeden z portretów pędzla Wojciecha polecam uwadze arabiarzy: „Portret Stanisława Wodzickiego” (1928). Gdyby nie podpis i gdyby nie czas powstania obrazu, moglibyśmy sądzić, że to wizerunek jednego ze znanych polskich hodowców, a przy tym barwnej postaci tego środowiska.

 

Czytaj także:

Pędzel z końskiego włosia. 3 lutego mija kolejna rocznica śmierci Juliusza Kossaka

Jarczowce. Śladami Mlechy, Gazelli i Sahary

Zofia Kossak-Szczucka: Być biernym, to współuczestniczyć w złu

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians