Reklama
Ciąg dalszy na czterech kopytach

Ludzie i Konie

Ciąg dalszy na czterech kopytach

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

O tym, że kontynuacje nie dorównują pierwowzorom, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Dowodem rzesza drugich tomów, części czy tak obecnie popularnych sequeli, nierzadko stanowiących popłuczyny po udanym oryginale. Miło mi zatem donieść, że ta przykra prawidłowość nie dotyczy „Dublerki” Ewy Bagłaj. Ta błyskotliwa powieść dla młodzieży ukazuje dalsze losy bohaterów „Broszki”. Jest to zatem lektura dla wszystkich wielbicieli hippiki.

Skończyło się niezapomniane lato w siodle, ale Broszka nie zamierza rezygnować z ukochanych koni, a los jakby ją słyszał… W dniu, w którym zaczyna studia, na przystanku autobusowym natyka się na spłoszonego karosza. Wspaniałe zwierzę pozwala się obłaskawić. Okazuje się własnością znanego aktora Dawida Gryty, z którym gra w popularnym serialu.

Tyle zarysu fabuły zdradzam za edytorem. Więcej nie zamierzam, by nie psuć przyjemności lektury. Dodam jedynie, że oprócz niewątpliwej fascynacji rumakami, autorka ujawnia doskonałą znajomość mechanizmów funkcjonujących w krajowym światku telewizyjnym. Czyżby poznała je na własnej skórze? Tak czy owak, „Dublerka” to kawał lekkiej prozy, przykuwającej uwagę soczystymi dialogami, urodziwymi opisami oraz nietuzinkową intrygą. Inwencja i wyobraźnia wydają się wielkimi atutami Bagłaj. Z tym większą więc niecierpliwością oczekuję jej książki z dziedziny literatury faktu, poświęconej nauczycielce, matce Daniela Olbrychskiego. Książka – jak zapewnia wydawnictwo Muza – trafi na księgarskie półki pod koniec roku. Nie da się zatem ukryć, że gdyby Bagłaj tworzyła w pierwszej połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego już stulecia, zasłużyłaby na miano przodowniczki pracy. Tyle tylko, że mam olbrzymie wątpliwości, czy jej powieści mogłyby się wówczas ukazywać. Wprawdzie polityka na ich kartach nie występuje, ale przecież rekreacja hippiczna – z racji ziemiańskiej genealogii – znajdowała się wtedy na cenzurowanym. Całkiem poważnie zastanawiano się nawet, czy aby nie zlikwidować Polskiego Związku Jeździeckiego. Z karkołomnego pomysłu definitywnie zrezygnowano dopiero po ostrym proteście marszałka Konstantego Rokossowskiego, który nie wyobrażał sobie wojskowych defilad bez rasowego wierzchowca, na grzbiecie którego – jadąc stępa – osobiście je inaugurował. Ale ad rem.

Bagłaj ma ogromny talent kreacyjny. Potrafi pierwszym akapitem wciągnąć czytelnika w wir lektury. Jest to tym łatwiejsze, że kolejne frazy łatwo wpadają w ucho, bo w przeciwieństwie do – jak mniemam – większości prozaików jej generacji, nie sili się na lingwistyczną ekstrawagancję. Przeciwnie, używa prostej stylistyki. Nie znaczy to wszakże, iż jest ona uboga. Na pewno w sam raz dla coraz uboższych językowo (z powodu przedkładania telewizora nad książki) nastolatków – a priori głównych odbiorców „Dublerki”. Ale – przypuszczam – nie jedynych. Jestem przekonany, że po tę lekką, łatwą i przyjemną (jak definiował tego typu pozycje nieodżałowany Krzysztof Mętrak) lekturę sięgną także inni. Wszyscy, dla których koń nie jest li tylko rzeczownikiem żywotnym.

Ewa Bagłaj „Dublerka”, str. 176, Świat Książki 2007

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.