Reklama
Przegląd prasy: „Araby” nr 15, 3/2009

Ludzie i Konie

Przegląd prasy: „Araby” nr 15, 3/2009

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Najnowszy numer kwartalnika „Araby”, z Pianissimą w obiektywie Stuarta Vesty’ego na okładce, przynosi m.in. – jakżeby inaczej?! – zwięzłe omówienie tegorocznej oferty aukcyjnej, pióra Anny Stojanowskiej („Z biegiem lat, z biegiem dni”), a także relację z pokazu w Białce („Kierunek: Białka), przygotowaną przez Lidię Pawłowską. Sporo miejsca w numerze zajmują tematy wyścigowe i podróżnicze. Krystyna Chmiel po raz kolejny dowodzi, że piękno i dzielność można połączyć. Autorka zajęła się w swym tekście historią oraz współczesnością. Jak zaznacza, dzięki temu, że program wyścigowy wymyślony 82 lata przez Bogdana Ziętarskiego uwzględniał charakterystyczne dla arabów cechy, nie zatraciły one urody charakterystycznej dla tej rasy i stanowią jedyną na świecie populację, w której już od ośmiu pokoleń wybitna dzielność wyścigowa idzie w parze z sukcesami pokazowymi. Według niej, biegające potomstwo Eksterna (a zwłaszcza janowska stawka z rocznika 2005) stanowi najlepsze potwierdzenie tezy, że połączenie urody i dzielności w jednym osobniku nadal jest możliwe – wystarczy przytoczyć przykład og. Prado, wyróżnianego na pokazach, a teraz sprawdzającego się pozytywnie na torze; Cenozy, młodzieżowej czempionki z Jesiennego Janowa, która w tym sezonie wygrała już dwie gonitwy; czy Biruty, która również może się pochwalić całkiem niezłym współczynnikiem dzielności. Przy okazji warto dodać, że Cenoza pokonała konie o rodowodach wyścigowych, jak Setna Heli czy Mondiale Kossack.

O wyścigach – ale bardziej w kontekście rodowodów – pisze również Deirdre Hyde w artykule „Jego wysokość Monarch”. Imponująca jest historia nie tylko tego epokowego dla wyścigów ogiera, ale i jego potomstwa. Monarch AH na 23 starty w Stanach wygrał 19 gonitw, w tym 14 nagród imiennych i ustanowił dwa rekordy toru. Dziś, mimo 22 lat, nadal emanuje radością i witalnością, spędzając czas w stadninie swego właściciela szejka Sultana Bin Zayed Al Nahyan, gdzie całe życie codzienne toczy się właśnie wokół Monarcha. Większość jego potomstwa dziedziczy cudowny temperament i zdrowie, dzięki czemu znakomicie sprawdza się nie tylko w wyścigach, ale i w rajdach.

Podróże dawne i te bardziej współczesne omówione są w dwóch tekstach. Małgorzata Śliż pisze o wyprawie Jerzego Soroki do Stambułu. Soroka, szlachcic herbu Leliwa, związany z dworem księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, swą podróż odbył w 1783 roku i musiał zmierzyć się z wieloma przeciwnościami (m.in. z epidemią dżumy). Efektem ekspedycji było zasilenie książęcej stadniny przez 5 młodych ogierów, w tym trzech arabskich. Wygląda na to, że Soroka nie wspominał później swej misji najlepiej, bo nigdy więcej nie wybrał się już na Wschód po konie. Bardziej pozytywne wrażenia przywiozła Gudrun Waiditschka z podróży po stadninach Bliskiego Wschodu („Magia Orientu”). Autorka próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy można tam znaleźć jeszcze oryginalne, pustynne araby i przypomina, że spośród dawnych importów tylko nieliczne konie założyły rody męskie lub rodziny żeńskie czynne w dzisiejszej hodowli, większość zaś popadła w zapomnienie. Z biegiem lat potencjalni importerzy utwierdzali się w przekonaniu, że na Bliskim Wschodzie trudno jest nabyć dobre konie. Jednak autorkę, jak sama przyznaje, zafrapowały pustynne araby, a także to, w jakim stopniu ich właściciele i hodowcy są w stanie kontynuować tradycyjny styl życia. Wyprawa do Syrii dowiodła, że jest to nadal możliwe. Na przykład szejk Damir z beduińskiego plemienia Shammar kontynuuje odwieczne tradycje, jak hodowla koni i wielbłądów, a także polowania z sokołem. Przy okazji Gudrun Waiditschka zweryfikowała słynną teorię Carla Raswana o typach koni arabskich. Jak tłumaczy, nie ma ona żadnych realnych podstaw, a konie uznawane niegdyś przez Raswana za najmniej wartościowe czy ordynarne (munighi) należą właśnie do tych najpiękniejszych (ród Ma’anagieh)! Zresztą, z naukowego punktu widzenia, podkreśla autorka, pokrój konia nie ma związku z jego przynależnością do linii żeńskiej, bo nazwa rodu jest dziedziczona po żeńskich przodkach, bez względu na pochodzenie ojca. Ciekawostką jest, że wiele oryginalnych arabów nie jest wpisanych do ksiąg stadnych. „Mieliśmy problemy ze zgłaszaniem koni do ksiąg – tłumaczył Basil Jadaan, prezes Syryjskiego Związku Hodowców Koni Arabskich – bo ich właściciele nie widzieli potrzeby takiego postępowania. Podejrzenie wzbudzało w nich także znakowanie koni przez wypalanie piętna, bo obawiali się, że rząd chce je w ten sposób zarekwirować”. Na zakończenie swej relacji autorka zaznacza, że najbardziej utkwiło jej w pamięci to, jak wartościowe dziedzictwo genetyczne znajduje się w Syrii – coś absolutnie wyjątkowego w skali światowej.

Na pewno warto zwrócić uwagę na zapis rozmowy Jerzego Zbyszewskiego z Gregiem Gallunem („Porozmawiajmy z Gregiem”). Amerykański trener i prezenter, współtwórca światowych sukcesów Pianissimy, opowiada o początkach swej kariery u Gene’a LaCroix, o swych doświadczeniach z pokazywaniem Monogramma i Ali Jamaala i oczywiście o polskich koniach. „Fizycznie są bardzo poprawne pokrojowo – mówi – i mocno przekazują te cechy z pokolenia na pokolenie. Moim zdaniem konie z Polski to najważniejsza krew na świecie”. Najnowsze „Araby” przybliżają również sylwetkę Sylwii Iłendy, fotografki i rysowniczki. „Zdecydowałam, że najlepiej czuję się w malarstwie pastelowym. Suche pastele są delikatne i ulotne. Barwy są przejrzyste, kreska może być wyraźna lub ledwo zauważalna” – tłumaczy utalentowana artystka.

Wszystko to oraz wiele więcej w sierpniowym numerze „Arabów”. Polecamy!

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.