Reklama
El Jahez WH dostępny w Polsce
Wspomnienie o Krystynie Romszyckiej

Ludzie i Konie

Wspomnienie o Krystynie Romszyckiej

Krystyna Romszycka, fot. Z. Kacprzyk

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Krystyna Romszycka, fot. Z. Kacprzyk
Krystyna Romszycka, fot. Z. Kacprzyk

Żyła skromnie – w przenośni i dosłownie. Gdyby któryś z zagranicznych liderów w dziedzinie rajdów długodystansowych przypadkiem znalazł się w podwarszawskim Józefowie nie uwierzyłby, że w pamiętającym dawne czasy domu z cegły mieszka jedna z prekursorek tego sportu w Polsce, a w małej, adaptowanej stajence obok stoi jeden z najdzielniejszych koni arabskich na świecie.

Krystyna Romszycka – wybitny zawodnik i trener rajdowy, zdobywczyni najwyższej jak dotąd lokaty dla Polski na Mistrzostwach Świata w tej dyscyplinie, wielokrotna zwyciężczyni plebiscytów popularności zawodników, trenerka i sędzia ujeżdżeniowy, wieloletnia działaczka i Sekretarz Zarządu Wojewódzko-Mazowieckiego Związku Jeździeckiego, prezes i założycielka Ludowego Klubu Jeździeckiego „Aga”. 21 października ukończyła swój najtrudniejszy, najdłuższy dystans – maraton życia i walki z ciężką chorobą. I również tę walkę, jak wiele poprzednich, wygrała. Jak sama często wspominała – głównie dzięki koniom.

Elekt, fot. Z. Kacprzyk
Elekt, fot. Z. Kacprzyk

Życie Pani Krystyny było całkowicie podporządkowane tym pięknym zwierzętom, choć nie jeździła na nich, jak inni wybitni zawodnicy, od dziecka. Przez jej stajnię przewinęło się wiele koni – własnych i dzierżawionych, począwszy od kuców i ukochanej klaczy Agi (to właśnie od jej imienia, a nie jak sądzi wielu, od imienia córki, pochodzi nazwa LKJ w Józefowie), skończywszy na wybitnych koniach ujeżdżeniowych. Dla nas, „arabiarzy”, była najbardziej znana jako właścicielka janowskiej hodowli wałacha Elekt (Palas-Elektra po Bandos), obecnie 21-letniego, z pewnością wciąż najwybitniejszego arabskiego konia użytkowego w Polsce i jednego z najlepszych na świecie. Aby się o tym przekonać, wystarczy spojrzeć na listę jego najważniejszych sukcesów. Większość z nich osiągnął pod okiem (i siodłem) Pani Krystyny.
W dyscyplinie rajdów długodystansowych:

  • 2. miejsce na CEI Węgry (120 km),
  • 2 x brązowy medal na Mistrzostwach Polski, Miłki (162 i 164 km),
  • 1. miejsce w rankingu polskich koni rajdowych 1997,
  • 5. miejsce CEI-B Belgia (120 km),
  • 5. miejsce w CEN-A, Zastawno (160 km),
  • 5 2. miejsce (najlepsze w polskiej ekipie) na Mistrzostwach Świata,
  • 1. miejsce w rankingu polskich koni rajdowych 1998,
  • 12. miejsce w światowym rankingu rajdowym (ELDRIC Arab Trophy) 1998.

W dyscyplinie ujeżdżenia (pod Agnieszką Romszycką):

  • srebrny medal w Mistrzostwach Warszawy Juniorów Młodszych,
  • złoty medal w Mistrzostwach Makroregionu Mazursko-Warszawskiego Juniorów Młodszych,
  • srebrny medal w Mistrzostwach Warszawy Juniorów Młodszych,
  • 7. miejsce w rankingu PZJ w kategorii Juniorów Młodszych 1998,
  • 9. miejsce w Mistrzostwach Polski Juniorów Młodszych, Zakrzów,
  • złoty medal w Mistrzostwach Warszawy Juniorów,
  • 3. miejsce w Pucharze Mazowsza w klasie CC,
  • 6. miejsce w zawodach Pucharu Polski – Runda Młodych Jeźdźców,
  • 1. miejsce w regionalnych zawodach, konkurs CC-4,
  • 6. miejsce w ZOO Halowych, konkurs C-5,
  • 7. miejsce w ZOO Halowych, konkurs C-4,
  • brązowy medal Mistrzostw Polski Amatorów,
  • udział w Mistrzostwach Polski Seniorów (konkursy CC-4, CC-7 i CC-8).

Jeszcze jedną kategorią, za którą należy się Elektowi medal, to doskonała kondycja i starty w zawodach w wieku 20 i 21 lat! Wszystko to zawdzięcza wspaniałej opiece właścicielki. Jej znajomi zgodnie twierdzą, że nie każdy zdobyłby się na tyle poświęceń dla konia, co Pani

Elekt w czasie zawodów, fot. archiwum
Elekt w czasie zawodów, fot. archiwum

Krystyna. Za godziny spędzone w stajni na tarciu marchwi, karmieniu z ręki, masażach, obliczaniu dawek pokarmowych i dbaniu o kondycję, Elekt odpłacił się bezgraniczną ufnością, przywiązaniem i dzielnością. A nie należy do koni łatwych. Kiedy Pani Krystyna odkupiła go od byłego trenera wyścigowego – Mariana Zaniewicza, i lek. wet. Janusza Okońskiego w 1994 r., Elekt był już medalistą Mistrzostw Polski w rajdach. Łatwo jednak ulegał kontuzjom fizycznym i psychicznym. Po latach, mając „setki kilometrów w nogach”, przybiegał na wołanie właścicielki z końca padoku i cierpliwie uczył młodych adeptów sztuki jeździeckiej – tych ludzkich i tych końskich. Pani Krystyna twierdziła, że to, co osiągnął Elekt, to kwintesencja konia arabskiego – nie tylko pięknego, ale i dzielnego, pojętnego i całkowicie oddanego właścicielowi, jeśli tylko ten zechce mu poświęcić swój czas i serce. Obok Elekta w stajni w Józefowie stało wiele innych koni, jednak Elekt był zawsze na pierwszym miejscu w sercu właścicielki. Zawodnicy rajdowi często opowiadają, jak Pani Krystyna, jadąc dziesiątki kilometrów, cały czas „rozmawiała” z Elektem, a w wyznaczonych porach, żeby nie wiadomo, co się działo, Elekt musiał mieć przerwę i zjeść coś energetycznego. Nad łóżkiem i na honorowym miejscu w saloniku w Józefowie wisiała kolekcja trofeów i dyplomów Elekta, o których Pani Krystyna zawsze chętnie opowiadała, a każdy zdobyty dyplom czy flots były dla niej wielkim powodem do dumy – niezależnie od tego, czy koń zdobył go na mistrzostwach świata czy na zawodach regionalnych.

Krystyna Romszycka z Izabellą Pawelec-Zawadzką i Januszem Okońskim, fot. archiwum
Krystyna Romszycka z Izabellą Pawelec-Zawadzką i Januszem Okońskim, fot. archiwum

Jednak Elekt miał już swoje lata i trzeba było oszczędzać jego zdrowie, a Pani Krystyna, mimo świadomości choroby, miała ambitne plany. Setki planów. Po nagłej i tragicznej stracie dwóch koni w 2005 roku, długo odkładała na nowego wierzchowca, często kosztem własnych potrzeb. W końcu, na kilka miesięcy przed śmiercią, udało się jej kupić potężnego, młodego wałacha szlachetnej półkrwi. Pani Krystyna miała wiele planów związanych z jego startami pod Agnieszką w dziedzinie ujeżdżenia. W tym celu kupiła i odremontowała (częściowo własnoręcznie) przyczepę do przewozu koni – taką, aby mogły wejść do niej dwa araby lub Elekt z którymś z większych koni. Bo w życiu Pani Krystyny wszystko musiało być zaplanowane i dopięte na ostatni guzik. Również w dosłownym tego słowa znaczeniu. Na dzień przed wyjazdem na ostatni występ Elekta – na I Jesienny Pokaz Koni Arabskich w Janowie, Pani Krystyna do późnych godzin nocnych osobiście szyła i wykańczała stroje koni i amazonek, mimo że nie czuła się już najlepiej. Bo zdolności manualne miała ogromne. Pewnie niewiele osób zdawało sobie sprawę, że większość strojów – orientalnych i polskich, w których dawała pokazy Agnieszka, Pani Krystyna uszyła własnoręcznie. I nawet słynna arabska tranzelka Elekta, w której występował on jako „koń Beduina”, czy pozował do zdjęć, upleciona była przez Panią Romszycką, a w buńczuku powiewały jej blond włosy z okresu młodości. W trakcie przygotowań do pokazów czy zawodów Pani Krystyna już rozmyślała nad składem i strojami ekipy LKJ Aga na następny rok, choć zawsze dodawała – „jeśli dożyję…”

Mimo zmęczenia i ogromnego cierpienia zawsze chciała być przy Agnieszce i swoich koniach, kiedy te jechały na ważny występ. Tak też było podczas ostatniej wizyty w Janowie Podlaskim, we wrześniu. Nawet najbliżsi nie spodziewali się, że Pani Krystyna pojedzie w tak długą drogę, jednak w dzień startu Elekta jego właścicielka dumnie wysiadła z samochodu pod janowską halą ze słowami: „W Janowie zawsze czuję się świetnie, poza tym to będzie przecież ostatni pokaz Elekta”. Cieszyła się, że pod koniec życia mogła przyjechać z ukochanym koniem do miejsca, skąd pochodził. Za przygotowanie trzech arabów do klas pod siodłem, przede wszystkim jednak za całość pracy z Elektem Pani Krystyna dostała w Janowie brawa na stojąco i gratulacje od dyrektora stadniny.

Krystyna Romszycka z Izabellą Pawelec-Zawadzką i Januszem Okońskim, fot. archiwum
Krystyna Romszycka z Izabellą Pawelec-Zawadzką i Januszem Okońskim, fot. archiwum

Krystyna Romszycka słynęła z niezwykłej umiejętności porozumiewania się z końmi. Jeśli któryś pokazywał humory i nie chciał się słuchać, zawsze „ostatnią deską ratunku” było wezwanie Pani Krystyny, która do końca osobiście karmiła konie, prowadziła lekcje, siedząc na stołeczku na ujeżdżalni, a nawet – gdy tylko czuła się lepiej, mimo protestów i zakazów lekarza – siadała na konia. Najlepiej dogadywała się z arabami. Kiedy na rok przed jej śmiercią w pensjonat i trening do stajni w Józefowie przyjechał Gobelin (Ganges-Grenada po Set), w Panią Krystynę wstąpiły nowe siły. Mimo że Gobelin był koniem bardzo niesfornym, a szczególnie nie lubił jej ukochanego Elekta, Pani Romszycka od razu zapragnęła przygotować go do startów w zawodach – najpierw ujeżdżeniowych, a potem rajdowych. Do końca była jedyną osobą, której Gobelin zawsze słuchał i do której czuł największy szacunek. Kiedy z sukcesem zaczął trenować i startować pod Agnieszką Romszycką w ujeżdżeniu, Pani Krystyna wciąż powtarzała: największym moim marzeniem jest, żeby jeszcze przed śmiercią pojechać na nim rajd długodystansowy. To marzenie nie zdążyło się spełnić, ale, idąc za przykładem Pani Romszyckiej i jej Elekta, wielu właścicieli koni arabskich zapragnęło mieć dobrze ujeżdżonego, arabskiego wierzchowca, który byłby powodem do dumy.

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians