Reklama
El Jahez WH dostępny w Polsce
Leonid Ter Asaturow i epopeja wołyńska. Wojenne losy koni czystej krwi arabskiej 1939-1946, cz. 3

Ludzie i Konie

Leonid Ter Asaturow i epopeja wołyńska. Wojenne losy koni czystej krwi arabskiej 1939-1946, cz. 3

Leonid Ter Asaturow i epopeja wołyńska. Wojenne losy koni czystej krwi arabskiej 1939-1946, cz. 3

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Forta 1943 (Kuhailan Abu Urkub - Porta), hod. Gumniska. Fot. arch.
Forta 1943 (Kuhailan Abu Urkub – Porta), hod. Gumniska. Fot. arch.

Młynów, Ołyka, Deraźne – droga do Niemiec

 

Konie angloarabskie i arabskie gromadzono w Ołyce od 1939 roku a w Młynowie k/Dubna od 1940 roku. Od 1941 roku jako kierownik stadniny w Ołyce pracował Leonid Ter Asaturow, kładąc ogromne zasługi dla organizacji samej stadniny, jak również w odszukiwaniu rozproszonych koni oraz wyszukiwaniu cennych osobników u prywatnych hodowców. Poszukiwania te, prowadzone wspólnie z inspektorem Michałem Jankowskim oraz Adamem Sosnowskim, pozwoliły wkrótce na zgrupowanie wartościowych koni arabskich i angloarabskich w Młynowie. W tym czasie, dzięki częstym objazdom w terenie, Adam Sosnowski i Michał Jankowski odnaleźli i zidentyfikowali między innymi janowską Ofirkę, zaginioną podczas ewakuacji stadniny w roku 1939.

 

Leonid Ter Asaturow, fot. arch.
Leonid Ter Asaturow, fot. arch.

Dawny zamek Radziwiłłów w Ołyce k/Łucka był, z uwagi na swoją infrastrukturę, dobrym miejscem na gromadzenie szlachetnych koni, w tym również arabskich, i prowadzenie hodowli na chwałę III Rzeszy. Już w grudniu 1939 roku Niemcy utworzyli tu stadninę koni, której kierownictwo powierzono Leonidowi Ter Asaturowowi, który w roku 1941 przeniósł się do Młynowa. W tej samej Ołyce, gdzie wspaniali niemieccy hodowcy zadbali o polskie konie, od lipca 1941 roku funkcjonowało getto żydowskie dla 4,5 tys. ludzi, których ostatecznie rozstrzelano w końcu lipca 1942 roku. W roku 1943 Ołyka stała się też schronieniem dla polskich uchodźców z Rzezi Wołyńskiej. Ironia losu sprawiła, że Polacy ci, chroniąc się w zamku Radziwiłłów, razem z Niemcami bronili się przed atakami UPA. Pomimo to w Ołyce z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło 87 Polaków.

 

Zdzisław Hroboni, fot. arch.
Zdzisław Hroboni, fot. arch.

Pod koniec grudnia 1943 roku, w związku ze zbliżającym się frontem, stadnina z Ołyki, wraz z dołączonymi stadami z Młynowa i Deraźnego, zostały ewakuowane do Wolsztyna w województwie poznańskim. 3 stycznia 1944 roku cała załoga niemiecka wyjechała z Ołyki, wycofując się przed nadciągającymi wojskami sowieckimi. Jakie były tułacze losy Leonida Ter Asaturowa i koni ze stadniny Młynów-Ołyka, nie wiemy. Dalsza ewakuacja została zarządzona we wrześniu 1944 roku w okolice Głogowa i Wschowy, a w styczniu 1945 roku dalej w głąb Niemiec. Koniec wojny zastał konie ze stadnin Młynów, Ołyka i Deraźne w górach Harzu, w miejscowości Goslar, gdzie zostały w połowie maja 1945 roku przejęte przez Zarząd Stadnin Polskich w Niemczech. Zdzisław Hroboni, który uczestniczył w wojennej epopei polskich stadnin, opiekując się grupą koników polskich, tak opisał początki wolności („Koń Polski” nr 1(13)1969): „Tam też zastał Leonida Ter Asaturowa koniec wojny. Początki wolności okazały się dla Niego, jak i dla stadniny, szczególnie ciężkie. Część mniej odpowiedzialnych pracowników porzuciła pracę i poszła na wygodniejszy chleb do zorganizowanych przez aliantów obozów dla wysiedleńców, gdzie otrzymali za darmo mieszkanie i całkowite utrzymanie, a nie trzeba było pracować. W Goslarze został tylko niezłomny kierownik i grupa solidnych pracowników, którzy w trudnych warunkach opiekowali się stadniną, składającą się z około 100 matek, nie licząc młodzieży. Dały się odczuć również ogromne braki paszowe. Jednocześnie przyszły i nowe kłopoty. Grupa wpływowych Niemców usiłowała przejąć polskie konie. Wykorzystując nawiązane z Amerykanami stosunki i znajomość języka, sprowadzili wojskową komisję złożoną z ludzi o wysokich szarżach, która nieprawnie poleciła zlikwidować stadninę i konie oddać Niemcom. Ratunek znalazł Ter Asaturow w miejscowym amerykańskim komendancie – poruczniku O’Hara. Ten, będąc uczciwym człowiekiem, od razu zorientował się w tych kombinacjach i mimo niższej szarży, zdołał dotrzeć do odpowiednich władz i zapewnić stadninie bezpieczeństwo. Jednocześnie przydzielił dla potrzeb stadniny lotnisko w Goslarze, gdzie doskonała trawa ratowała polskie konie przed głodem”. Latem 1945 roku Leonid Ter Asaturow skontaktował się z dr. Henrykiem Harlandem i dzięki temu konie zostały przejęte przez Zarząd Stadnin Polskich w Niemczech i przeniesione do brytyjskiej strefy okupacyjnej w specjalnie dla nich przydzielonym majątku w Erichsburgu k/Einbecku. Konie arabskie ze stada Młynów/Ołyka zostały dołączone do koni arabskich w Nettelau, zwanego umownie stadniną janowską, prawdopodobnie jeszcze na jesieni 1945 roku.

 

Załadunek w porcie w Kilonii, 1946, fot. A. Prądzyński
Załadunek w porcie w Kilonii, 1946, fot. A. Prądzyński

W 1946 roku konie zaczęły partiami wracać do Polski w ramach rewindykacji koni hodowlanych prowadzonej przez Zarząd Stadnin Polskich w Niemczech. Działania Zarządu Stadnin Polskich w Niemczech doprowadziły do uznania prawa państwa polskiego do koni hodowlanych wywiezionych z terenów Polski do Niemiec podczas wojny. Uratowane z wojennej pożogi konie angloarabskie pochodzące z wołyńskich stadnin Młynów, Ołyka i Deraźne powróciły do kraju. Część z nich została włączona do SK Walewice, część do SK Kurozwęki, tworząc podstawy hodowli koni angloarabskich. Wraz z arabami i angloarabami powróciła do kraju niewielka, ale niezwykle cenna grupa, składająca się z ogiera i 6 klaczy tarpanowatych koników z Deraźnego. Koniki z Deraźnego wzmocniły krajową hodowlę tego typu koni i umożliwiły jej odbudowę. Najcenniejsze linie krwi koników polskich wywodzą się właśnie z grupy wołyńskiej.

 

Konie rozproszone na południu Polski

 

Ferha 1943 (Kuhailan Abu Urkub - Udżda), hod. Gumniska, fot. arch.
Ferha 1943 (Kuhailan Abu Urkub – Udżda), hod. Gumniska, fot. arch.

Najmniej szczęścia miały stadniny prywatne objęte nadzorem Wehrmachtu i prowadzące hodowlę przez cały okres okupacji: Gumniska i Pełkinie. Podczas ewakuacji na zachód na przełomie lat 1944-1945 stadnina Gumniska zatrzymała się w Racocie. Nie dysponując odpowiednią liczbą pracowników (którzy wcześniej uciekli przed zbliżającym się frontem), musiała swoje konie pozostawić w Racocie. Wśród klaczek z rocznika 1943 znalazła się klaczka Forta (Kuhailan Abu Urkub – Porta/Nedjari), po wojnie założycielka niezwykle cennej sublinii i Ferha (Kuhailan Abu Urkub – Udżda/Kuhailan Kruszan or.ar.), urodzone w 1943 roku w Gumniskach oraz kilkanaście roczniaków i dwulatków po ogierze Kuhailan Abu Urkub. Bogdan Ziętarski, który nie opuścił koni do końca, nie pozostawił żadnej wzmianki o tym trudnym okresie swojego życia. Może, jak sugeruje Roman Pankiewicz, był to dla niego zbyt duży szok? „Zaginęły przecież ogiery i klacze, które wyszukiwał po całej Europie i Arabii i które chował przez lat prawie dwanaście. Być może był świadkiem, jak rabowano zasłużone, wysokoźrebne klacze”.

Bogdan Ziętarski w stroju arabskim, książę Roman Sanguszko i og. Achmet, fot. NAC (Narodowe Archiwum Cyfrowe)
Bogdan Ziętarski w stroju arabskim, książę Roman Sanguszko i og. Achmet, fot. NAC (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Bogdan Ziętarski po wojnie nie był „ulubieńcem” nowych władz. Jego śmiałe projekty realizowane dla księcia Sanguszki i wybitne osiągnięcia wyścigowe oraz hodowlane były w nowych czasach obciążeniem, a jego wiedza i doświadczenie nie były nikomu potrzebne. Zmarł w zapomnieniu w PGR k/Milicza, gdzie pracował jako kierownik źrebięciarni. Przetrwała ustna informacja, jak po jego śmierci spalono ogromne ilości książek i dokumentów zawinięte w kołdry. Ostatnie archiwa Sanguszków przepadły na zawsze.

 

Poza głównymi grupami koni arabskich, które uratowały się przed grabieżą frontową lub nie zostały wywiezione w głąb Niemiec, pozostało w Polsce trochę klaczy i źrebiąt wywodzących się ze stadniny w Pełkiniach, Śmiłowicach i innych niewielkich ośrodków. Ratowaniem tych niedobitków zajęła się grupa oddanych koniom ludzi z dr. Edwardem Skorkowskim, dr. Władysławem Bielańskim, dr. Edwardem Skucińskim, Adamem Sosnowskim i Mieczysławem Głębockim.

 

Mira 1942 (Wielki Szlem - Hirfa), hod. Pełkinie, fot. arch.
Mira 1942 (Wielki Szlem – Hirfa), hod. Pełkinie, fot. arch.

W 1943 roku pełnomocnik księcia Czartoryskiego – Wiktor de Junien-Sarnecki, poprosił Stefana Dubiela, ówczesnego rządcę gospodarstwa w Barwałdzie Górnym koło Kalwarii Zebrzydowskiej, o ratowanie koni arabskich, znajdujących się wówczas w Sieniawie. Po uzyskaniu zgody właściciela, konie zostały umieszczone w majątku. Późną jesienią 1944 roku Niemcy zarządzili ewakuację stadniny na Morawy. Wobec narastającego chaosu, Stefan Dubiel (żołnierz AK), w porozumieniu z gen. Brunonem Olbrychtem, postanowili nie wysyłać koni, ale ukryć je u chłopów ze wsi Łękawica k/Wadowic. W zamian za przechowanie cennych arabów obiecano chłopom konie robocze, której to obietnicy po wojnie z trudem, ale dotrzymano. Na szczęście Niemcy zgubili ślad stadniny, a pobyt koni w chłopskich stajniach trwał jedynie trzy miesiące. Niezwłocznie po przejściu frontu Stefan Dubiel odebrał konie od gospodarzy i przekazał je Mieczysławowi Głębockiemu. Stefan Dubiel przekazał również dr. Edwardowi Skorkowskiemu informację, że w Barwałdzie Górnym znajduje się ocalała część stadniny koni czystej krwi arabskiej z ordynacji książąt Czartoryskich z Sieniawy, pod opieką Józefa Majchrzaka, który wielkim staraniem i poświęceniem ocalił konie od grabieży.

 

Musailima 1943 (Wielki Szlem - Tarcza), hod. Pełkinie, fot. arch.
Musailima 1943 (Wielki Szlem – Tarcza), hod. Pełkinie, fot. arch.

„Otrzymawszy wiadomość, że w Barwałdzie Górnym, pod opieką koniuszego Józefa Majchrzaka (byłego koniuszego stadniny w Breniowie), ocalała część koni czystej krwi arabskiej pochodząca z ordynacji książąt Czartoryskich, dr E. Skorkowski zorganizował przeprowadzenie ich do Krakowa. Konie przybyły do Krakowa 20 lutego 1945 roku w opłakanym stanie (były przechowywane przez dłuższy czas w lesie, zupełnie bez paszy), w większości nawet bez kantarów, a jedynie z krowimi łańcuchami lub nawet z drutami na szyjach”*. Konie zostały tymczasowo umieszczone w majątku w Górce Narodowej. W początkowym okresie udało się zgromadzić jednego ogiera i 5 klaczy czystej krwi arabskiej oraz jedną klacz xx oraz ogierka xo. W ten sposób do Górki Narodowej dotarły czystej krwi: 3-letni ogier Beithar (Kaszmir – Bussorah/Dżingishan III), klacze Atfa (Dżingishan III – PomponiaII/Mazepa I), Bussorah (Dżingishan III – Ryfka/Mazepa I) i Akra (Kaszmir – Atfa/Dżingishan III), 3-letnie klaczki Gahdar (Wielki Szlem – Gadila/Kaszmir), Mordżana (Kaszmir – Unaiza/Gazal I), 2-latki Uszmir (Kaszmir – Unaiza/Gazal I) i klacz Alhambra (Kaszmir – Atfa/Dżingishan III) oraz roczniaki Atszlemra (Wielki Szlem – Atfa/Dżingishan III), Buszlemra (Wielki Szlem – Bussorah/Dżingishan III), Odessa (Rozmaryn – Ostenda II/Rosomak) i Unamira (Kaszmir – Unaiza/Gazal I), a także klacz pełnej krwi angielskiej Irri Gloria (hod. Krasne) oraz ogierek półkrwi Odaboy (Cowboy xo – Oda III oo). Z rozgrabionej stadniny pełkińskiej doszły jeszcze, odnalezione w marcu 1945 roku przez Ludwika Byszewskiego, dwie 3-letnie klacze czystej krwi, córki Wielkiego Szlema – Mira (od Hirfa/Kaszmir) i Musailima (od Tęcza/Nizam-Pasza).

 

Ocalone konie bardzo chorowały na zołzy oraz częste kolki z powodu złego żywienia. Dzięki opiece dr. Bielańskiego udało się uniknąć start, ale należało znaleźć dla koni odpowiednie miejsce i zapewnić paszę. Wybór dr. Skorkowskiego padł na stosunkowo mało zniszczony majątek Raba Wyżna. Władze ten wybór zatwierdziły. W początkach maja 1945 roku dr Skorkowski odnalazł w Zakrzowie k/Tarnobrzegu ogiera Mlech Pełkiński 1942 (Wielki Szlem – Hilla/Kaszmir). Do transportu ogiera dołączono ocalałą w Okocimiu, urodzoną w Starym Siole klacz Kalia 1942 (Drop – Kaszma/Kaszmir) – jedyną wówczas w Polsce przedstawicielkę rodziny Sahara or.ar.

Na początku czerwca 1945 roku stadninę, która składała się już nie tylko z arabów pełkińskich, ale również z zebranych wielu koni półkrwi, przepędzono pieszo z Górki Narodowej do Raby Wyżnej. Jednak pobyt w tym miejscu trwał krótko, ponieważ majątek przejęła Izba Rolnicza. W końcu kwietnia 1946 roku araby z Raby Wyżnej skierowano do Nowego Dworu k/Żywca, gdzie dołączyły do stadniny rewindykowanej z Topolczanek w Czechosłowacji. Konie półkrwi skierowano do Łososiny Dolnej w Sądeckiem, w celu utworzenia ośrodka hodowli konia rodzimego.

—————————————————

* Nieznane losy pełkińskiej stadniny koni, Maciej Jankowski, Koń Polski 1990

 

Czytaj więcej na ten temat:

Józef Tyszkowski i jego epopeja. Wojenne losy polskich koni arabskich 1939-1946, cz. 1

Niemcy w Janowie. Wojenne losy polskich koni arabskich 1939-1946, cz. 2

Po jasnej stronie: Stefan Zamoyski – (nie)zapomniany bohater

Po ciemnej stronie: Gustav Rau ku chwale Trzeciej Rzeszy

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians