Reklama
Z dziennika Atamana: Za końmi na Podole i Ukrainę

Felietony i recenzje

Z dziennika Atamana: Za końmi na Podole i Ukrainę

Ataman i Pułkownik przy Bohunie na zamku w Zbarażu, fot. archiwum autora
Ataman i Pułkownik przy Bohunie na zamku w Zbarażu, fot. archiwum autora

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Powyższy tytuł to parafraza wydanej w 1902 roku w Krakowie książki Stefana Bojanowskiego: „Za końmi na Wołyń i Ukrainę”. Rzecz praktycznie nie do dostania. Kiedy piszę te słowa leży przede mną ksero tej pozycji, które otrzymałem od samego Romana Pankiewicza. Wielokrotnie, kiedy rozmawialiśmy o jakichś książkach, na moje utyskiwanie: panie Romanie, ale tego nigdzie nie ma…? Pan Roman odpowiadał: skseruję i panu wyślę.

Pułkownicy, przewodnicy i Petroniusz Frejlich, fot. archiwum autora
Pułkownicy, przewodnicy i Petroniusz Frejlich, fot. archiwum autora

Bojanowski, Pankiewicz, aż sam mam gęsią skórkę i nie bardzo wiem od czego zacząć? To może od początku. Na Podole za końmi i ich legendarnymi hodowcami jeżdżę już od kilkunastu lat. Odwiedzałem Jarczowce Juliusza Dzieduszyckiego, Taurów Dionizego Trzeciaka, Jabłonów Florentyny Czartoryskiej, czy Jagielnicę, gdzie za władzy radzieckiej urządzono filię tierskiej stadniny. Napisałem sporo raczej z zaciekawieniem przyjętych artykułów, w 2019 dla TVP Polonia powstał nawet dokument „Tylko koni żal” o stadninach Dzieduszyckich na Podolu i tyle. Sprawa jakoś nie mogła się przebić. A marzyło mi się od początku, żeby odnowić groby Dzieduszyckiego i Trzeciaka, i może dzięki temu przypomnieć o dawnych wielkich hodowcach, naszych historycznych liniach i rodach, tradycjach hodowli koni orientalnych na Kresach, wskrzesić tradycje i obyczaje dotyczące zażywania araba pod siodłem. Po pierwszej wizycie w 2007 roku, pisząc tekst: Z podróży do Jarczowiec niejako obiecałem panu hrabiemu, że jeszcze potomkowie hodowanych przez niego koni staną na podolskiej ziemi. Marzyło mi się także, że kiedy odnowimy groby Dzieduszyckiego i Trzeciaka, araby z jarczowieckich linii przejadą rajdem z Jarczowiec do Taurowa, tak jak to drzewiej robili ich hodowcy, odwiedzając się dosyć często. Lata mijały, nic się nie działo, a ja nabierałem przekonania, że te wymysły nieszkodliwego idioty nikogo nie interesują.

Zamek w Zbarażu, fot. archiwum autora
Zamek w Zbarażu, fot. archiwum autora

Przełom w sprawie przyszedł z najmniej oczekiwanej strony, bo nie od koniarzy. Szef Fundacji Aktywne Roztocze Andrzej Kudlicki, który wcześniej był pomysłodawcą nakręcenia dokumentu o stadninach Dzieduszyckich dla telewizji, poinformował mnie wiosną, że do instytutu Polonika został złożony projekt dotyczący ochrony dziedzictwa dawnych stadnin koni arabskich na Kresach i pionierów hodowli koni arabskich. Niedługo potem przyszła informacja, że nasz projekt przeszedł i można, ba nawet trzeba szykować się na wyprawę.

Autor artykułu, Leszek Ludwikowski i Paweł Jasiński (współwłaściciel Lisowczyków, organizujących rajdy konne w 11 krajach), fot. archiwum autora
Autor artykułu, Leszek Ludwikowski i Paweł Jasiński (współwłaściciel Lisowczyków, organizujących rajdy konne w 11 krajach), fot. archiwum autora

Jeszcze po stronie polskiej miałem krótkie wystąpienie dotyczące stadnin w Jarczowcach i Taurowie, opowiadając co nieco o Dzieduszyckim, Trzeciaku i ich koniach. Chwilę potem ruszyliśmy w kierunku Lwowa, kompaniją z którą naprawdę można konie kraść i nie tylko. Przewodnicy turystyczni, rekonstruktorzy, znawcy Kresów, specjaliści od renowacji starych nagrobków, media i oczywiście arabiarze.

Krzysztof Czarnota z Andrzejem Kudlickim, szefem biura turystycznego Quand, fot. archiwum autora
Krzysztof Czarnota z Andrzejem Kudlickim, szefem biura turystycznego Quand, fot. archiwum autora

Dręczyły mnie spore obawy na ile ta bajka, której w jakimś stopniu byłem autorem wytrzyma zderzenie z rzeczywistością. Bo, co może obchodzić cały autokar jakiś zaniedbany nagrobek gościa, który niemal dwieście lat temu w jakiejś zabitej dechami wiosce hodował konie?

Ataman, Jarosław Skrzypek (SK Białka) i Pułkownik, fot. archiwum autora
Ataman, Jarosław Skrzypek (SK Białka) i Pułkownik, fot. archiwum autora

Jarczowce przywitały nas słońcem i błękitem nieba, z którym szczególnie kontrastował zaorany podolski czarnoziem, onieśmielając wręcz swoim rozmachem i przestrzenią. Stanęliśmy pod domem Nadii, żeby obejrzeć ruiny piwnic pana hrabiego, na których dzisiaj wznoszą się budynki gospodarcze. Popłynęła opowieść gospodyni, którą słyszałem już wiele razy, jak to ziemia za domem wyrzuca co i raz cegły i kamienie, niewątpliwie pozostałości po starych stajniach i budynkach gospodarczych, jak sprowadzili się tu w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia nie mając oczywiście pojęcia o Dzieduszyckich i ich koniach. Po raz pierwszy usłyszałem od Nadii, że znajduje od czasu do czasu końskie zęby. Obiecała je pozbierać i sprezentować, kiedy będę następnym razem.

Pomiary pomnika Dionizego Trzeciaka w Taurowie, z notesem Grzegorz Ciećka - specjalista od renowacji starych nagrobków, fot. archiwum autora
Pomiary pomnika Dionizego Trzeciaka w Taurowie, z notesem Grzegorz Ciećka – specjalista od renowacji starych nagrobków, fot. archiwum autora

Na cmentarzu poczułem się jak na wyrębie, bo oprócz prac porządkowych przy grobowcu Dzieduszyckich mieliśmy w planie zadbanie o inne polskie groby, które porastały gigantyczne chaszcze. W ruch poszły piły spalinowe, siekiery, kosy, łopaty, szpadle, słowem ciężki sprzęt, który zabraliśmy z Polski. W tym czasie nad nagrobkiem Dzieduszyckich pracował z nadzwyczajną energią Grzegorz Ciećka, specjalista od dokumentacji i renowacji tego typu obiektów. Grzegorz odnowił dziesiątki krzyży bruśnieńskich, przydrożnych kapliczek, jest kolekcjonerem, regionalistą, totalnie zakręconym na punkcie swojej pasji.

Ekipa na popasie, fot. archiwum autora
Ekipa na popasie, fot. archiwum autora

W Taurowie, zgodnie z założeniami projektu mieliśmy wykonać jedynie rekonesans pod przyszłe projekty i działania. Ale stając nad mogiłą Dionizego Trzeciaka, ekipa niesiona ogólnym entuzjazmem zabrała się do prac porządkowych. Na wszelki wypadek nagrobek pana Dionizego został dokładnie pomierzony, sfotografowany, zdokumentowany. Odszukaliśmy również ruiny starych zabudowań folwarcznych, a być może i dworu Trzeciaka. A już jako wisienka na torcie, stanęliśmy pod kapliczką widoczną na obrazie Juliusza Kossaka, który przedstawia taurowską stadninę.

Tabun koni. Stadnina Dionizego Trzeciaka (1879), pocztówka
Tabun koni. Stadnina Dionizego Trzeciaka (1879), pocztówka

Machina ruszyła, przeglądamy stare austriackie mapy, które pomogą w określeniu dokładnego usytuowania budynków zarówno w Jarczowcach, jak i w Taurowie, ktoś ma przejrzeć archiwa we Lwowie, ktoś inny stare gazety, licząc na to, że składając do kupy strzępy informacji, uda się dowiedzieć czegoś więcej o czasach, kiedy na ogromnych podolskich stepach pasły się araby z najprzedniejszych stad. Naprawdę łapało za gardło patrząc jak dzisiejsi hodowcy arabów Petroniusz Frejlich i Grzegorz Miklaszewki zapalają znicze na grobach dawnych mistrzów. Niezwykle budujący był udział w naszej eskapadzie reprezentującego stadninę w Białce Jarosława Skrzypka. Uważam bowiem, że państwowa hodowla z jej ogromną siłą, potencjałem, legendą, dla zachowania pamięci o polskiej historii hodowli koni arabskich może zdziałać bardzo wiele. Ba, powinna to robić, jako przyrodzony jej obowiązek.

Hodowcy arabów i koniarze przy grobie Dionizego Trzeciaka, fot. archiwum autora
Hodowcy arabów i koniarze przy grobie Dionizego Trzeciaka, fot. archiwum autora

Myślałem sobie nie raz bałwochwalczo, że widocznie padło na mnie, żeby upomnieć się o tę historię, ale tak naprawdę jest dokładnie odwrotnie, to ta nieprawdopodobna historia upomina się o nas. Byłem trochę zdumiony, patrząc jaki entuzjazm dla tej idei zapanował wśród osób, którzy z końmi nie mają nic wspólnego. I dzisiaj wiem już na pewno, że polski arab i jego historia może poruszać serca bardzo wielu ludzi, że jest to spuścizna, której nie wolno nam zaprzepaścić, a przy pomocy polskiego konia czystej krwi arabskiej przepięknie można opowiadać o Polsce.

Jarosław Skrzypek, Ataman i Pułkownik w Taurowie, fot. archiwum autora
Jarosław Skrzypek, Ataman i Pułkownik w Taurowie, fot. archiwum autora

Po drodze zajrzeliśmy do Zabaraża, spod którego – jak pamiętamy – przedarł się do króla Skrzetuski. Odwiedziliśmy Świrz, gdzie mieszkał Bór-Komorowski, wpadliśmy na chwilę do Starego Sioła, gdzie stoją przeogromne ruiny zamku Zawiszy Czarnego, a w powrotnej drodze zjedliśmy obiad we Lwowie. Kresy to magia. I tak jak nie ma naszych koni bez Kresów, tak i Kresów bez orientalnych koni. A żeby skończyć ładną klamerką, Stefan Bojanowski, tym razem w „ Sylwetkach koni orientalnych i ich hodowców” pisze : „Jak wykopany w kurhanie kawałek zardzewiałej zbroi, odłamek ostrogi lub szabli, przypomni nam towarzysza pancernego znaku: – jak podczas podróży po kraju rodzinnym nazwisko niejednej małej i nędznej mieściny, lub jakiej skromnej wioski, takiej np. Kochanówki, lub Komarna, przywiedzie nam na pamięć skrzydlatych rycerzy, zadających cios śmiertelny wyznawcom proroka: – jak wreszcie w jakimś podupadłym modrzewiowym dworku portret mężczyzny w kontuszu, mundurze, lub fraku (…) przypomni nam to, co pleśnią już dzisiaj okryte, to, co minęło, co znika i coraz więcej się zaciera z naszej szlacheckiej przeszłości, – tak wymienione nazwiska Aghil – Agi, Sławuty, Jabłonowa i orientalnych koni przypominają nam – ludzi, stada, lepsze czasy i te naszego dawniejszego życia pełne uroku obrazy, które przeważnie do niepowrotnie minionej przeszłości należą”.

Pułkownicy Bractwa Miłośników Konia i Żywota Staropolskiego u pana Dionizego, fot. archiwum autora
Pułkownicy Bractwa Miłośników Konia i Żywota Staropolskiego u pana Dionizego, fot. archiwum autora
Ekipa przy grobie Dzieduszyckich w Jarczowcach, fot. archiwum autora
Ekipa przy grobie Dzieduszyckich w Jarczowcach, fot. archiwum autora
Mogiła Franciszka Trzeciaka, szukamy powiązań z panem Dionizym, fot. archiwum autora
Mogiła Franciszka Trzeciaka, szukamy powiązań z panem Dionizym, fot. archiwum autora

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.