Reklama
Lubochnia Arabians
Lubochnia Arabians
Araby późno dojrzewają, ale pozbyć się ich można szybko!

Blog

Araby późno dojrzewają, ale pozbyć się ich można szybko!

Rasa koni czystej krwi arabskiej, podobnie jak rasy prymitywne, a inaczej niż pochodne pełnej krwi angielskiej lub konie zimnokrwiste, należy do ras późno dojrzewających. Oznacza to, że taki koń dłużej „się robi”, czyli później kończy wzrost i osiąga wygląd dorosłego osobnika. U arabów może to potrwać do 5 lat, a u ogierów czasem do 6. Wniosek stąd, że hodowca nie powinien za wcześnie podejmować decyzji o wcieleniu do hodowli bądź sprzedaży młodego osobnika – żaden inny gatunek nie wymaga od hodowcy tyle cierpliwości, ile właśnie konie ras późno dojrzewających. Owszem, istnieje zmienność osobnicza bądź rodzinowa w zakresie tej cechy, jak również można wyselekcjonować subpopulacje odznaczające się wcześniejszym dojrzewaniem (np. przy użytkowaniu jednostronnie pokazowym lub wyścigowym). Dlatego zjawisko to najbardziej się rzuca w oczy u arabów w starym polskim typie, w których rozwoju wyraźnie wyróżnić można, szczególnie u roczniaków i dwulatków, etap „brzydkiego kaczątka”. Występują wtedy dysproporcje w budowie, szczególnie przebudowanie (zwłaszcza u ogierków), konie siwe przybierają któryś z „przejściowych odcieni”, na tle którego oczy wydają się mniejsze niż są, szczególnie, że głowa bywa często „nalana”, a wzrost nie osiąga jeszcze swojej maksymalnej wartości.

Czasem hodowca czuje się zawiedziony, że roczniak czy dwulatek nie powala na kolana wyglądem, a jeżeli brakuje mu cierpliwości (miejsca w stajni bądź pieniędzy na dalszy odchów – niepotrzebne skreślić) – sprzedaje takiego „nieudacznika”. Mnie się też coś takiego zdarzyło z mojej hodowli klaczą Pamiątka s. 2005 (Pluto – Pamela po El Amor)). W wieku 2 lat przypominała raczej konika polskiego (jej przejściowy odcień maści siwej przypominał myszatą) lub hucuła – kształty miała raczej toporne, a suchości brakło. Postanowiłam więc ją sprzedać, lecz kiedy po trzech latach zobaczyłam ją u klienta – ledwo ją poznałam. Wyschła, wyszlachetniała, wysiwiała – jak nie ta sama! Po prostu potrzebowała więcej czasu.

Po co piszę o tym wszystkim? Ponieważ w ostatnich latach (mniej więcej od 2017r.) w stadninach państwowych nasiliło się zjawisko brakowania i sprzedawania na przetargach po każdym przeglądzie dużych grup dwuletnich (lub nawet rocznych) ogierków i klaczek. Tzn. najpierw zapanowała „moda” na hurtowe brakowanie prawie całych grup wiekowych rocznych i dwuletnich ogierków utrzymywanych na folwarkach Pożary (Janów) i Podlesie (Michałów), a ostatnio to samo robi się z klaczkami. Wcześniej też się to zdarzało (kupowałam dwuletnie klacze w Janowie i Michałowie), ale były to pojedyncze sztuki. Zarysowała się też prawidłowość, że im bardziej nasycone obcą krwią stawało się stado podstawowe koni czystej krwi w stadninach – tym więcej wśród „odpadów” znajdowało się młodzieży „Pure Polish”. W protokołach ich brakowania jako przyczynę podawano ogólnikowe, a przez to niejednoznaczne określenie „brak typu” lub „brak standardu”, co oznaczało pojemny worek, do którego mieściło się wszystko. W stosunku do koni z polskim rodowodem, cechujących się m.in. późnym dojrzewaniem, pod ten „brak typu” czy „standardu” podciągano zwykle wymienione poprzednio cechy. Jeśli takie konie trafiły w dobre ręce – nabywca po kilku latach stwierdzał taką samą metamorfozę, jak ja u Pamiątki. A państwowym hodowcom po prostu nie chciało się czekać!

Takie postępowanie tłumaczone jest różnie. Zwykle uzasadnia się to nadmiernymi kosztami utrzymania i obsługi (przy ciągłych redukcjach liczby personelu) młodzieży, która rzekomo „nie rokuje”. Czy jednak, biorąc pod uwagę cechę późnego dojrzewania arabów, nie za wcześnie na werdykty, które często są nieodwracalne (w przypadku ogierków od razu poddawanych kastracji)? Niezajeżdżone wałachy są „w pęczku” sprzedawane za grosze; wątpię też, czy ceny uzyskane za dwuletnie wybrakowane klaczki mogłyby w znacznym stopniu „zasypać dziurę budżetową”. A jeśli – przykładowo – w stadzie michałowskich klaczy 3-letnich i starszych 72,93% stanowią córki ogierów z obcych rodów (w Janowie odpowiednio 79,52%), oznacza to, że klacze z takim pochodzeniem są dla zarządów stadnin cenniejsze. Czemu więc przede wszystkim one nie są sprzedawane? Czy nie dlatego, że większość aukcyjnych rekordzistek cenowych stanowią klacze Pure Polish, jak np. Kwestura, Pepita czy Perfinka? Ale nawet z tego decydenci nie wyciągają wniosków, bo zarówno te klacze, jak córki polskich ojców, są w większości przekrzyżowywane ogierami z „modnych” rodów Saklawi I i Mirage. Jednak tylko nieliczne spośród nich osiągają dobre wyniki pokazowe, które zwiększałyby wartość takich klaczy i uzasadniałyby utrzymywanie ich w tak wysokiej przewadze, tym bardziej, że najlepsze źrebięta urodzone z tych kojarzeń, które mogłyby ewentualnie osiągać dobre wyniki, muszą być oddawane właścicielom ogierów w zamian za stanówkę i wygrywają już w ich barwach. Po co więc przestawiać całe pogłowie na typ pokazowy, jeżeli można założyć z dużym prawdopodobieństwem, że większość tego stada i tak w pokazach nie zabłyśnie, a zagubi się po drodze cenne cechy wypracowane w ciągu 200 lat naszej hodowli?

A oto najnowszy przykład potwierdzający tę dziwną politykę. 4. listopada. br. odbył się przetarg w SK Janów Podlaski, z bardzo bogatą ofertą Niedawno bowiem (6 października) miał miejsce przegląd, na którym włączono do hodowli 5 pięcio- i sześcioletnich klaczy (wszystkie po ogierach z rodu Saklawi I), a wybrakowano, między innymi, trzy dwulatki – wszystkie o obustronnie polskim rodowodzie! Przypadek? Jako powód ich eliminacji podano stereotypową formułkę „brak typu” lub „brak standardu”, czyli nie mają one wyraźnych wad budowy. Na liście przetargowej umieszczono je razem z dwuletnimi klaczkami wybrakowanymi na poprzednim przeglądzie, tak że stadnina oferuje łącznie 8 klaczek z rocznika 2020, z których tylko jedna jest po ojcu z rodu Saklawi I, a pozostałe reprezentują ginące rody, jak Ilderim or.ar., Bairactar or.ar., Kuhailan Haifi or.ar. i Ibrahim or.ar. Jak na ironię, niedawno otrzymałam z KOWR pismo informujące, że mój „Program ochrony zachowawczego stada koni „Pure Polish Classic” w obrębie populacji zarodowych koni czystej krwi arabskiej w stadninach państwowych” został przesłany do Instytutu Zootechniki celem zaopiniowania. Pytanie tylko – nawet jeśli ta opinia będzie pozytywna, czy zostanie jeszcze coś do ochrony, kiedy wyprzedawanie reprezentantek ginących rodów postępuje tak szybko?

A równocześnie, mimo sprowadzania coraz to nowych reproduktorów z zagranicy, coraz mniej mamy w stajniach ogierów i klaczy, które mogą zawalczyć o najbardziej prestiżowe tytuły czy osiągać wielocyfrowe ceny aukcyjne. Jasne, że każda hodowla musi zakładać sprzedaż swoich produktów, aby zapewnić środki na dalsze jej prowadzenie (jeśli nie jest dotowana), no i nikt jeszcze nie widział stajni o ścianach z gumy. Jeżeli jednak hodowca patrzy dalej własnego nosa i nie zakłada, że razem z nim zejdzie do grobu jego działalność hodowlana – nie wyzbywa się cennego materiału zarodowego bez zabezpieczenia następnych pokoleń. Jak więc nazwać fakt, że w latach 2001-2015 ze stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie sprzedano bez pozostawienia następstwa w hodowli 73 klacze (43 Janów, 30 Michałów)? A zamiast zapowiadanej „dobrej zmiany” trwa kontynuacja tych działań!

Na szczęście czasem jednak presja ma sens! W ostatniej chwili z przetargu zostały wycofane dwie klacze Pure Polish! Miejmy nadzieję, że dostaną szansę sprawdzenia się w hodowli.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.

Podziel się:

Facebook
Twitter
WhatsApp
Email

Ostatnie wpisy autora:

Nawiguj pomiędzy wpisami

Kalendarz wpisów

listopad 2022
pon.wt.śr.czw.pt.sob.niedz.
31
1
2
3
4
6
7
8
9
10
11
12
13
14
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
1
2
3
4
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.