Reklama
List otwarty Do Prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych i Pełnomocnika Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi ds. Hodowli Koni, Pana Tomasza Chalimoniuka

Blog

List otwarty Do Prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych i Pełnomocnika Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi ds. Hodowli Koni, Pana Tomasza Chalimoniuka

Biała Podlaska, 07.01.2022

List otwarty
Do Prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych i Pełnomocnika Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi ds. Hodowli Koni,
Pana Tomasza Chalimoniuka

Szanowny Panie Prezesie,

Czuję się upoważniona do zwrócenia się do Pana na tych łamach, ponieważ jakiś czas temu wystąpiłam do Wicepremiera i Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Pana Henryka Kowalczyka i otrzymałam odpowiedź następującej treści:

Szanowna Pani Profesor, w odpowiedzi na pismo elektroniczne z dnia 8 listopada 2021 r. dotyczące propozycji spotkania z Ministrem Rolnictwa i Rozwoju Wsi w sprawie hodowli koni arabskich proponuję, aby w celu omówienia koncepcji uzdrowienia hodowli koni czystej krwi arabskiej w Polsce spotkała się Pani Profesor z Panem Tomaszem Chilimoniukiem, Pełnomocnikiem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi do spraw hodowli koni, któremu pozwoliłem sobie przekazać Pani pismo.
Z poważaniem z up. Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Lech Kołakowski Sekretarz Stanu /podpisano elektronicznie/

Ponieważ planowałam w rozmowie z Panem Ministrem poruszyć temat niekorzystnej sytuacji w polskiej hodowli koni czystej krwi arabskiej, a Pan został wyposażony w szerokie prerogatywy i uprawnienia w tym zakresie – postanowiłam upublicznić sprawę, gdyż sytuacja, szczególnie w państwowych stadninach, wymaga dyskusji.

Do Pana zadań, wymienionych w wykazie na stronie Ministerstwa Rolnictwa, należy m.in.: „analiza, ocena i monitorowanie hodowli koni”. Zważywszy, że w grę wchodzą tu konie wszystkich ras, czy nie jest to zadanie ponad siły jednego człowieka, zwłaszcza że nie jest on zootechnikiem ani doświadczonym hodowcą? Ale ograniczmy się tylko do hodowli koni czystej krwi arabskiej. Na czym ma polegać owo „monitorowanie”, skoro, zwłaszcza na przykładzie SK Janów Podlaski, gołym okiem widać, że w hodowli tej panuje stagnacja. Nieodparte jest wrażenie, jakby prowadzona ona była bez planu ani programu, na bazie „radosnej twórczości” zarządów. Nic dziwnego, jeżeli konkursy na stanowisko prezesów są unieważniane bez ogłoszenia wyników, bo pewnie nie zgłaszają się do nich „właściwi” kandydaci, a p.o. prezesów zmieniani co kilka miesięcy (rekordzista utrzymał się przez 2 lata). Jeżeli obserwując konie wystawiane na przeglądach wspominamy z nostalgią ich matki – oznacza to, że brak jest postępu hodowlanego. Może więc nie należałoby lekceważyć sugestii ekspertów w dziedzinie hodowli tej rasy? Nieraz już oferowałam swoją pomoc w tym zakresie i nadal podtrzymuję tę propozycję, co przeczy obiegowej opinii, jakoby brakowało u nas takich specjalistów.

Do zadań Pana należy także koordynowanie programów hodowli koni. Pozwoli Pan więc, że zapytam – jakich programów? Kierowany przez Pana Polski Klub Wyścigów Konnych, który nawiasem mówiąc nie jest związkiem hodowlanym, wzbrania się przed zaakceptowaniem zaktualizowanej przeze mnie w 2016r., przyjętej przez Radę ds. Hodowli Koni, wersji Polskiego Programu Hodowli Koni Rasy Czystej Krwi Arabskiej, opracowanej w 2001 na zlecenie ówczesnego Ministra Rolnictwa przez zespół w składzie: Izabela Pawelec-Zawadzka, prof. dr hab. Marian Budzyński i ja. Owszem, na stronie internetowej PKWK figuruje „Program hodowlany koni czystej krwi arabskiej” z 2016r., zgodny z rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady Europy. Składa się wprawdzie z samych ogólników, ale także i tych Pan nie realizuje.

I tak, w rozdziale X „Cele programu hodowlanego w zakresie selekcji i hodowli oraz warunki dotyczące rozrodu”, w punkcie 3 czytamy, że do tych celów należy „utrzymywanie, doskonalenie i rozwój linii męskich i rodzin żeńskich znajdujących się w polskiej hodowli od pokoleń”. Mój program jest łatwiejszy w realizacji, gdyż precyzuje, o jakie rody i rodziny chodzi, ale nawet dyletant w hodowli koni arabskich łatwo się domyśli, że nie mogą należeć do nich rody Saklawi I or.ar. i Mirage or.ar., które w ostatnich latach wypierają tradycyjne polskie linie. Na pewno nie jest więc zgodne z tym programem forsowanie użycia ogierów Haash OSB, Picasso Di Mar czy AJ Azzam na tak dużych populacjach, że dla innych ogierów może zabraknąć partnerek.

Już rozdział II pt. „Cel programu hodowlanego” wskazuje, że jednym z celów hodowli tej rasy ma być utrzymanie jej „wybitnych walorów użytkowych, będących wynikiem od 75 lat przeprowadzanych prób dzielności na torze wyścigowym”. Tymczasem to, co się dzieje na naszych torach, nie ma nic wspólnego z pierwotnym założeniem wyścigów dla koni arabskich, jakim miał być sprawdzian zdrowia i wytrzymałości dla każdego urodzonego rocznika lub przynajmniej większości. Rocznik 1992 był ostatnim, z którego wyścigowymi próbami dzielności objęte było 79,29% urodzonych w polskiej hodowli koni arabskich (w tym 81,48% ogierów i 77,27% klaczy). Tymczasem odpowiednie wskaźniki przykładowo dla rocznika urodzeń 2014 wynoszą: 29,73% koni biegających przynajmniej przez jeden sezon, w tym 34.73% ogierów i 25,61% klaczy. I to w większości jako trzylatki, a rozdział XII cytowanego już programu zakłada, że „Każdy koń arabski winien odbyć próbę dzielności w wieku 3 i 4 lat”! Na tle obecnych realiów zdanie to zakrawa na kpinę!

Znamy przyczyny takiego stanu rzeczy i nie jest to Pana winą, gdyż „wolna amerykanka” w dziedzinie koni sprowadzanych do Polski i zapisywanych do wyścigów zaczęła się dużo wcześniej niż został Pan prezesem PKWK, ale jak dotąd nie zrobił Pan nic w kierunku zmiany tej sytuacji, choć zapowiadał to Pan na konferencji stowarzyszenia „Pure Polish” 11 września. Po prostu w niektórych krajach zachodnich, szczególnie Francji, wcześnie wyodrębniono subpopulację „arabów wyścigowych”, poddawanych treningowi i selekcji zbliżonym do stosowanych dla koni pełnej krwi angielskiej, a pokrojowo nieprzypominających już arabów. Konie te, sprowadzane do Polski i zapisywane do wyścigów, robiły to samo, co przedwojenne „francuzy” księcia Sanguszki lub araby z Tierska, sprowadzone w 1956r. na tor we Wrocławiu – wygrywały „dowolnie, jak chciały”. Niektóre zostały zakupione do naszej hodowli, a ich potomstwo, wpisane do PASB, mogło już startować w wyścigach bez ograniczeń. Nie mamy już związku hodowlanego o takich prerogatywach jak przedwojenne Towarzystwo Hodowli Konia Arabskiego, które decyzją swojego zarządu potrafiło nie dopuścić koni importowanych z Francji i ich potomstwa do startu w gonitwach klasycznych. W takiej sytuacji, żeby nie wypaść z gry, stadniny państwowe wyodrębniały działy koni „z programu wyścigowego”, a prywatni hodowcy albo kryli swoje klacze „francuzami”, albo rezygnowali z wysyłania swoich koni na tor, gdyż nie miały one szans. Wyścigi eksterierowe nie załatwiały sprawy, gdyż stawiały wymogi kariery pokazowej przodków, jaką większość koni z „polskim papierem” nie mogła się wylegitymować, skutkiem czego duża część pogłowia pozostawała nieobjęta próbą dzielności. Zresztą w ostatnich latach sukcesywnie zmniejszana jest liczba nawet takich wyścigów. Jedynym sposobem zapobieżenia całkowitemu zniszczeniu wizerunku polskiego araba jest napisanie całego programu wyścigowego od początku na nowo, co jest zadaniem nie tylko dla Pana, ale dla całego sztabu ekspertów.

Do Pana zadań należy również „opracowywanie rekomendacji w zakresie kształcenia w zawodach związanych z hodowlą i użytkowaniem koni oraz szkolenia pracowników odpowiedzialnych za hodowlę”. Zapytam wprost – czy i kiedy za Pana kadencji odbyły się takie szkolenia? Owszem, Marek Grzybowski na swoim blogu nie raz pisał o potrzebie przygotowywania fachowców dla „przemysłu końskiego”, a i ja występowałam z propozycją utworzenia szkoły prezenterów i pracowników obsługi koni – ostatni raz w opublikowanym niedawno na tymże portalu artykule „I w Paryżu…” Teraz stało się to jeszcze bardziej aktualne, gdy z Janowa odchodzą najlepsi prezenterzy, a na stronie stadniny ukazują się ogłoszenia o poszukiwanych pracownikach w zawodach: od masztalerza poprzez trenera-prezentera do zootechnika. Oby chętni się znaleźli, ale pamiętajmy, że nie są to prace, które można zlecić przypadkowym osobom „z łapanki” – do opieki nad tak cennym i wrażliwym materiałem potrzebni są ludzie nie tylko znający dobrze swój fach, ale szczerze oddani tej pracy, rozmiłowani w koniach. Nieraz już powtarzałam: „Dajcie mi grupkę świeżych absolwentów, a zrobię z nich hodowców”. Nadal chętnie bym się tego podjęła, gdyż jestem nie tylko samodzielnym pracownikiem naukowo-dydaktycznym, lecz i hodowcą-praktykiem.

Pewnym środkiem zaradczym mogłoby być utworzenie Instytutu Hodowli Koni (wymieniano także różne inne nazwy tej propozycji). Szczególnie potrzebne takie ciało będzie teraz, kiedy pod obrady Sejmu wchodzi ustawa o zmianie ustawy dotyczącej spółek prawa handlowego. Jednak taki Instytut spełni swoje zadanie tylko wtedy, jeżeli do jego kompetencji będzie należeć, między innymi, nadzór nad wdrażaniem praktycznym Polskiego Programu Hodowli Koni Rasy Czysta Krew Arabska, szczególnie w zakresie utrzymania rodów męskich i rodzin żeńskich „znajdujących się w polskiej hodowli od pokoleń” i organizacji prób dzielności dostosowanych do specyfiki tej rasy. Kierować takim Instytutem powinni specjaliści w zakresie hodowli koni ras objętych jego zakresem działania, ale dobrani nie „po uważaniu”, lecz z uwagi na wysokie kwalifikacje teoretyczne i praktyczne.

Z wyrazami szacunku –
Krystyna Chmiel

Profesor nauk rolniczych w zakresie zootechniki, specjalność – hodowla koni
Prywatny hodowca koni czystej krwi arabskiej

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Ostatnie wpisy autora:

Nawiguj pomiędzy wpisami

Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.