Reklama
Trąd w pałacu sprawiedliwości

Blog

Trąd w pałacu sprawiedliwości

Właśnie zatoczyła koło historia współpracy, czy też raczej kolaboracji obecnej władzy z salonem odrzuconych. Jednym z pierwszych aktów tej dziwnej współpracy było spektakularne odwołanie w sierpniu 2018 roku Macieja Grzechnika z funkcji prezesa SK Michałów i zastąpienie go Moniką Słowik w roli p.o. prezesa tej stadniny. Sprawcą tej zmiany był minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, który na zakończenie Pokazu Narodowego 2018 przeprosił Wielką Trójcę za wyrządzone im przez Krzysztofa Jurgiela „krzywdy”. Nominacja Moniki Słowik, zaufanej koleżanki ex-urzędniczki oraz ówczesnego prezesa PKWK unaoczniła wszystkim, że stare wraca. Dzieła dopełniła decyzja Ardanowskiego, by uczynić ex-urzędniczkę, ex-prezesa SK Michałów oraz prezesa PKWK swoimi najważniejszymi doradcami od państwowej hodowli koni. Tym samym, minister rolnictwa w rządzie PiS dopuścił do salonów władzy osoby, wobec których istniało całe spektrum udokumentowanych zarzutów: od skrajnej niegospodarności po niszczenie puli genowej polskiego konia arabskiego. Jan Krzysztof Ardanowski rozpoczął trwający do dzisiaj PO-PiS oraz chocholi taniec władzy ręka w rękę z salonem odrzuconych. Tym samym, zaprezentował on skrajny brak lojalności wobec reprezentowanego przez siebie obozu politycznego oraz skrajny brak rozeznania w sytuacji wokół państwowych stadnin koni arabskich.

Pierwsza nominacja Moniki Słowik na p.o. prezesa SK Michałów spotkała się z aplauzem sfer stanowiących klakę ex-urzędniczki. Wprawdzie o koniach arabskich Monika Słowik wiedziała niewiele, ale jej obecność na tym stanowisku oznaczała, że Michałów znów był „nasz”. W historii stadniny zapisała się tym, że po sześciu miesiącach urzędowania podczas wywiadu udzielonego RMF FM przyznała, że nauczyła się już imion prawie wszystkich ważnych w stadninie siwych koni, a pierwszy rok jej prezesury spółka zakończyła stratą ok. 1.300 tys. zł. I tak w kwietniu 2020 roku postanowiono zamienić Monikę Słowik na innego „zaufanego” prezesa PKWK. Wtedy właśnie funkcję p.o. prezesa SK Michałów objął Marek Romański. Przyczyny tej zmiany nigdy nie zostały podane do publicznej wiadomości. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można jednak mniemać, iż Monika Słowik po prostu nie radziła sobie na tym stanowisku, i to w stopniu znacznym. Wciąż jednak była zaufaną, a więc nie dano jej zginąć. Monika Słowik została zatrudniona w jednej ze spółek nasiennych należących do Małopolskiej Hodowli Roślin. Wszak od czego są przyjaciele? Zaś Michałów nadal był „nasz”.

Mogło się wydawać, że Michałów był „nasz” jedynie do sierpnia 2021, kiedy to kolejnym p.o. prezesa SK Michałów został znany skądinąd Marek Skomorowski, politycznie związany z Solidarną Polską. Nic bardziej błędnego. Marek Skomorowski nie tylko powierzył protegowanej „skrzywdzonego” ex-prezesa funkcję głównego hodowcy, to jeszcze wpuścił do Michałowa osobę z kręgu „Tutto Arabi” by „promowała” michałowskie konie w mediach społecznościowych. Michałów stał się „nasz” bardziej niż kiedykolwiek. Decyzja o tym, by Marek Skomorowski otrzymał funkcję p.o. prezesa tej stadniny była błędem również z innego powodu. Nadmierna skłonność do alkoholu oraz kuriozalne wypowiedzi dla mediów ośmieszały nie tylko samego zainteresowanego, lecz także reprezentowany przez niego obóz władzy. Czyżby chodziło o publiczną kompromitację Skomorowskiego, aby stwierdzić, że kandydaci na prezesów stadnin z ramienia PiS są do niczego? Odwołanie ze sprawowanej funkcji Marka Skomorowskiego nie może dziwić, a decyzja ta nie budzi żadnych kontrowersji. Jednak totalnym zaskoczeniem jest powrót do Michałowa Moniki Słowik. Przecież już raz się nie sprawdziła. Lecz po bliższej analizie wszystko staje się jasne. Decyzja o reaktywacji Moniki Słowik wpisuje się w obecną sytuację panującą zarówno w SK Michałów, jak i w SK Janów Podlaski. Od prezesa oczekuje się, by nie wadził i siedział cicho, pozwalając rządzić innym. Ci inni to „skrzywdzeni”, którzy odzyskali nad stadninami pełną kontrolę. Mówi się, że Monika Słowik przyszła na krótko, do czasu ogłoszenia konkursu na prezesów stadnin. Ale kto wie, czy Monika Słowik, namaszczona przez „dwór” na „arabiarza”, tego konkursu nie wygra? Prezentuje przecież walory jak wyżej, a niesławny bloger już przebiera nogami.

Tutaj dochodzimy do sedna problemu. Odpowiedzialność za wszelkie patologie, które niszczą państwową hodowlę koni arabskich od początku XXI wieku ponosi obecnie rząd Prawa i Sprawiedliwości, czy też raczej rząd Zjednoczonej Prawicy. Polityka tej formacji wobec PSK nie różni się niczym od polityki rządów PO sprzed 2015 roku. „Wielka Trójca”, razem i z osobna, to obecnie osoby prywatne, zarabiające na utrzymanie doradztwem i pośrednictwem w handlu końmi. Nie można mieć do nich pretensji, iż wykorzystują swoje wpływy w państwowych stadninach by przechwycić dla swoich klientów najcenniejszy materiał hodowlany, który jeszcze tam pozostał. Ci ludzie zawsze spoglądali na państwową hodowlę koni arabskich w sposób merkantylny. Niczego innego nie można się więc po nich spodziewać. Niewybaczalną sprawą jest fakt, iż mają na to przyzwolenie obecnej władzy. Mają to przyzwolenie mimo, iż Krzysztof Jurgiel wykazał skalę nieprawidłowości, jakiej dopuścili się „Wielcy” i „Wybitni”. Mają przyzwolenie władzy, która ma usta pełne frazesów na temat dbałości o dobro narodowe i dziedzictwo narodowe. Jak widać, dziedzictwo narodowe wyrażone wielowiekową tradycją polskiego konia arabskiego władzy nie interesuje. Co więcej, władza pozwala na demontaż tego dziedzictwa, którego utrata będzie bezpowrotna.

Człowiekiem, który w największym stopniu zasłużył na to, by za Emilem Zolą skierować do niego słowa: J’accuse! (oskarżam) jest Jan Krzysztof Ardanowski. Ów człowiek zasiadający na stanowisku ministra rolnictwa w latach 2018-2020 ponosi główną odpowiedzialność za degrengoladę państwowej hodowli koni. Człowiek ten deklaruje w różnorakich wypowiedziach prasowych, iż jest zaniepokojony stanem państwa i chciałby wiedzieć, kto tak naprawdę rządzi. W istocie, zaniepokojenie stanem państwa mogło budzić wyniesienie przez Ardanowskiego osoby znanego nam prezesa i pełnomocnika na pozycję wszechwładnego człowieka polskiej hodowli koni, co oznaczało totalne ubezwłasnowolnienie KOWR oraz aparatu państwa odpowiedzialnego za tę hodowlę. Co więcej, w stadninach zaczął realizować się prywatny interes salonu odrzuconych, w tym ex-urzędniczki, kosztem interesu misji hodowlanej PSK, mającej polegać na zachowaniu puli genowej polskiego konia arabskiego. Wprawdzie wiemy, kto za sprawą Ardanowskiego rządził w obszarze państwowej hodowli koni arabskich. Dotąd nie wiemy jednak, czym ten człowiek zasłużył się w oczach ministra do tego stopnia, że podarował mu Złoty Róg. Ta kwestia jest mocno zagadkowa i Jan Krzysztof Ardanowski sam powinien uderzyć się w piersi zanim będzie wdziewać szaty jedynego sprawiedliwego. Czym więc poskutkowały działania Jana Krzysztofa Ardanowskiego oraz wyniesionych przez niego ludzi?

Skrajne kolesiostwo i niejasne powiązania to jedno. Wejście do SK Janów Podlaski kogoś takiego jak Marek Gawlik, wpuszczenie ex-urzędniczki do janowskiej stadniny w oficjalnym charakterze, a także Moniki Słowik oraz Marka Romańskiego do SK Michałów, to tylko wierzchołek góry lodowej. Ich wszystkich wiąże jedna osoba. Wiadomo kto. Faworyt ministra. I jedna kwalifikacja: zażyła znajomość z tą osobą.

Kolejnym efektem wpływu na PSK osób namaszczonych przez Ardanowskiego jest skandaliczny wprost rozwój dzierżaw na embriony klaczy z Janowa i Michałowa. Ten ze wszech miar szkodliwy proceder winien zostać poddany dokładnemu audytowi, aby stwierdzić, na jaką skalę dochodziło i nadal dochodzi do wyprzedaży bezcennego materiału genetycznego, skutkującego często bezpłodnością lub nawet śmiercią cennych polskich klaczy (a zawsze cierpieniem!). Kto czerpał z tego korzyść? Emblematycznym przykładem jest tutaj casus Pingi. P.o. prezesa SK Janów Podlaski nie dość, że do tej chwili nie znalazł „czasu” by upamiętnić Pingę pamiątkową plakietą na jednym z głazów na janowskim cmentarzyku, to jeszcze nie zadbał o wyjaśnienie okoliczności śmierci Pingi oraz losów pobranych od Pingi embrionów. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Za tę skandaliczną dzierżawę odpowiedzialni byli ludzie, którym lepiej się nie narażać. Bezpieczniej więc okryć sprawę milczeniem. Należy podkreślić, iż handel embrionami od klaczy z PSK należy ukrócić poprzez całkowite zakazanie tego typu praktyk. Embriotransfer należałoby stosować jedynie w wyjątkowych przypadkach na rzecz hodowli własnej. Oto przykład. Jak słyszałam, janowska klacz Alameda ma problemy nie z zaźrebieniem, lecz z donaszaniem ciąży. Gdyby chcieć powtórzyć połączenie, które zaowocowało piękną Alsą, należałoby zaźrebić Alamedę ogierem Kahil Al Shaqab, a następnie przenieść embrion do klaczy surogatki, która zapewni szczęśliwe narodziny źrebięcia. Nikt z włodarzy w janowskiej stadninie czy to w instytucji sprawującej nadzór, nie wysilił się, aby spróbować taki embrion pobrać.

Ludzie forowani przez Ardanowskiego sprawili, że od 2020 roku na aukcje Pride of Poland i Summer Sale zaczęto wystawiać młode, zaledwie 2-letnie obiecujące osobniki, które absolutnie należałoby pozostawić jeszcze w stadninach by móc w pełni ocenić ich potencjał, gdy dojrzeją. Na sprzedaż zawsze jest czas, zaś obiecujące osobniki winno się najpierw sprawdzić na ringu pokazowym i w hodowli. Przed 2020 rokiem wystawianie 2-letnich klaczy było niezwykle rzadkim zjawiskiem. Teraz, sprzedaż 2-letnich koni to norma, by wspomnieć choćby Potera, ostatniego syna Pingi po Ecaho. Jaka jest przyczyna tego zjawiska? Wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi ze stadnin sprzedaje się wszystko, na co wskaże kupiec. Zaprzyjaźniony kupiec. A kupcy ci chcą tego, co najlepsze.

Przypadek Potera wskazuje na następne, groźne zjawisko niszczące polską hodowlą konia arabskiego. Zjawiskiem tym jest niezawoalowany brak dbałości o polskie rody męskie, na rzecz importu wątpliwej jakości reproduktorów. Co gorsza, działanie to nie wynika z nieświadomości, lecz po prostu z chęci realizacji interesów innych niż interes państwowej hodowli rozumiany jako kultywowanie polskich rodów męskich i rodzin żeńskich. Przypomnijmy w tym miejscu filozofię ex-urzędniczki głoszącej tezę, iż polska hodowla winna schlebiać gustom bliskowschodniego klienta. Krystyna Chmiel ma rację, wypowiadając następujące słowa w artykule „I w Paryżu..” opublikowanym na łamach portalu polskiearaby.com: „Nie warto również zwiększać stopnia przekrzyżowania polskiego pogłowia modnymi ogierami. Bo „gonić króliczka” możemy w nieskończoność, a i tak go nie złapiemy – współczesny „króliczek” potrzebuje dużo większego wsadu finansowego, na który mogą sobie pozwolić państwa na poziomie Arabii Saudyjskiej czy Dubaju. Nic tym sposobem nie zyskamy, a stracić „po drodze” możemy naszą tożsamość i odrębność, która kiedyś umożliwiła zwycięski pochód polskich arabów przez światowe areny”. Każdy rozumie w czym rzecz, ale inny interes przeważa.

Ardanowski dopuścił do tego, by promowani przez niego ludzie opluwali państwową hodowlę koni na forum międzynarodowym, co doprowadziło do niepowetowanych strat wizerunkowych, szczególnie w odniesieniu do SK Janów Podlaski. Działania medialne ocierające się o sabotaż państwowych stadnin nie spotykały się z adekwatną reakcją ministra, zaś odpowiedzialne za to osoby mogły czuć się bezkarne. Zadziwiająca wyrozumiałość, skoro straty wizerunkowe natychmiast przekładają się na obniżenie cen koni z państwowych stadnin. A może była w tym jakaś metoda?

Wreszcie, Jan Krzysztof Ardanowski nie zrobił nic, by zmienić formę własności PSK oraz zreformować te podmioty od strony organizacyjno-prawnej tak, by mogły w spokoju realizować swoją misję zachowania dziedzictwa kulturowego polskiej hodowli koni. Wprawdzie słyszeliśmy z ust ministra mnóstwo frazesów, mniej lub bardziej bezsensownych, lecz za tymi frazesami kryła się pustka.

Czy może więc dziwić, że wśród części arabiarzy zapanowała radość, gdy Jan Krzysztof Ardanowski spadł wreszcie z ministerialnego stołka? Nadzieje były duże, iż wreszcie coś zmieni się na lepsze. Ale jak mawiają pesymiści, nigdy nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej. Grzegorz Puda dawał nadzieję, że nastąpi jakaś poprawa. Prezes PKWK i pełnomocnik w jednej osobie już nie miał tej pozycji co dawniej. Niestety, nowy minister długo nie zagrzał miejsca na tym stołku. Władza zdecydowała, że u schyłku 2021 roku stery w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi przejął Henryk Kowalczyk. Zrozumiałym jest, iż nowy minister otoczył się zaufanymi współpracownikami budując swój gabinet. Jednym z Sekretarzy Stanu został Rafał Romanowski, powinowaty ministra, odtąd odpowiedzialny m.in. za sprawy państwowej hodowli koni. Zaś wyzwania w tym obszarze są olbrzymie. Nowe nadzieje dawał fakt odwołania ze stanowiska dotychczasowego prezesa PKWK, który złożył również dymisję ze stanowiska pełnomocnika ministra rolnictwa ds. hodowli koni. Rafał Romanowski zdawał się zainteresowany tematem, gdyż zaprosił na rozmowę do Ministerstwa Krystynę Chmiel, by naświetliła mu problemy stadnin arabskich. Było miło, ale dusery szybko się skończyły. Wbrew poczynionym ustaleniom, Rafał Romanowski szybko odciął się od eksperckiej wiedzy profesor Chmiel. Zadziwiające zachowanie Rafała Romanowskiego wkrótce stało się jasne. Jak donoszą różne wiewiórki, do grona jego znajomych należą ex-urzędniczka oraz inna osoba znana z opluwania obecnej władzy, wcześniej handlująca końskimi kosmetykami w Janowie Podlaskim. Tego rodzaju koneksje nie wróżą nic dobrego. Wciąż nie została też przyjęta dymisja pełnomocnika. Tymczasem w SK Janów Podlaski oraz SK Michałów panoszą się w najlepsze ludzie przywracający stare, prywatne porządki. Reformy leżą w powijakach. A co na tę chwilę najważniejsze, wciąż niepewne są losy Narodowego Pokazu oraz aukcji Pride of Poland 2022. Jak wieść niesie, p.o. prezesa SK Janów Podlaski wystosował do KOWR pismo z sugestią, by ze względu na sytuację na wschodniej granicy, imprezy te nie odbywały się w tym roku w Janowie Podlaskim.

Bardzo niepokojący i nie do przyjęcia jest również fakt całkowitego braku informacji ze strony rządzących na temat sytuacji wokół państwowej hodowli koni arabskich. W dniu wczorajszym nawiązałam kontakt z doradcą Rafała Romanowskiego by prosić Sekretarza Stanu o wypowiedź w kwestiach związanych z obecną sytuacją w Janowie i Michałowie, obejmujących również nominację Moniki Słowik. Przemiły skądinąd pan doradca o znajomym skądinąd nazwisku – Kowalczyk, poinformował mnie w dniu dzisiejszym jak następuje: „W nawiązaniu do naszej rozmowy przekazuję że Pan Minister nie zabierze głosu odnośnie naznaczonej wczoraj sprawy”.

Rząd RP musi w chwili obecnej stawić czoła wielu trudnym problemom. Pandemia, inflacja, wysokie ceny energii, niepokoje za wschodnią granicą. Wielu z tych problemów nie da się szybko rozwiązać, gdyż ich źródło tkwi poza Polską. Państwowa hodowla koni w naszym kraju to chaos i zgliszcza. Niestety, za ten stan rzeczy nie odpowiadają tak zwane czynniki obiektywne. Odpowiada za to arogancja władzy, brak dbałości o interes wspólny, hołdowanie interesowi prywatnych koterii i poczucie całkowitej bezkarności za indolencję oraz przyzwolenie na niszczenie dziedzictwa narodowego. Tak oto na oczach miłośników państwowej hodowli koni arabskich Zjednoczona Prawica sprzeniewierza się głoszonym przez siebie ideałom.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za artykuły publikowane na blogach. Opinie wyrażane w tekstach są osobistymi ocenami autorów.

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Ostatnie wpisy autora:

Nawiguj pomiędzy wpisami

Kalendarz wpisów

wrzesień 2022
pon.wt.śr.czw.pt.sob.niedz.
29
30
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
1
2
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.