Reklama
Z dziennika Atamana: Czy potrzebne nam państwowe?

Felietony i recenzje

Z dziennika Atamana: Czy potrzebne nam państwowe?

fot. archiwum portalu
fot. archiwum portalu

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Mam oczywiście na myśli stadniny i państwową hodowlę koni arabskich, a pytanie czy w obecnym kształcie jest nam ona jeszcze do czegokolwiek potrzebna, wbrew pozorom nie jest wcale takie bardzo prowokacyjne. Patrząc z mojej zaściankowej perspektywy kresowego wieśniaka, sprawa wygląda mniej więcej tak:

Polskie stadniny państwowe koni arabskich od lat biorą udział w wyścigu pod tytułem: kto wyhoduje ładniejszego przedstawiciela Saklavi I. Bowiem tylko ten typ konia pokazowego uznany jest przez kreatorów arabskiego piękna za ideał urody. Stoi za tym mniejszy lub większy biznes, tak zwane lobby, wzajemne układy, kontakty, biznesowe powiązania. Mamy matrycę, której osią jest ród męski Saklavi I, wokół którego nieustannie się rzeźbi, inbreduje, promuje, lansuje, mami, cieszy, tumani, przestrasza…

Kuhailan Haifi or.ar. pędzla Wojciecha Kossaka, fot. archiwum
Kuhailan Haifi or.ar. pędzla Wojciecha Kossaka, fot. archiwum

Polska hodowla państwowa, aby utrzymać się w tym wyścigu rzuciła na szalę ponad dwieście lat naszej hodowli, całą jej filozofię, a w moim przekonaniu również sens istnienia. Podążając za ideałem piękna, nomen omen wymyślonym przez fryzjera, dentystę, projektanta mody i paru innych, przez lata pozbywaliśmy się pereł stanowiących wartość i unikatowość polskiej hodowli. Z puli genetycznej zaczęły wypadać nasze historyczne, ba święte męskie rody, które przez dekady budowały potęgę hodowli nad Wisłą. Stan rzeczy na dzisiaj jest taki, że w państwowych stadninach zostały ich niedobitki, a niektóre rody nie są reprezentowane w ogóle. Mamy za to nadreprezentację przedstawicieli Saklavi I, ale w zasadzie żaden z tych ogierów nie jest na tyle topowy, żeby jego potomstwo zbierało laury na światowych ringach, dlatego ciągle dokupujemy nasienie najmodniejszych reproduktorów.

Eustachy Erazm Sanguszko w mundurze kawalerii narodowej (1794), obraz Juliusza Kossaka, 1871. Zdjęcie z archiwum Muzeum Okręgowego w Tarnowie
Eustachy Erazm Sanguszko w mundurze kawalerii narodowej (1794), obraz Juliusza Kossaka, 1871. Zdjęcie z archiwum Muzeum Okręgowego w Tarnowie

Jeśli idzie o klacze, to dzisiaj pewnie gdzieś w okolicach siedemdziesięciu procent stanu państwowej hodowli reprezentuje ród Saklawi I, czyniąc ją niesłychanie zinbredowaną.

Takie są fakty, trzy wiodące stadniny Michałów, Janów i Białka biorą udział w światowym wyścigu na wyhodowanie osobnika Saklawi I. I co najbardziej istotne coraz częściej ten wyścig przegrywają, a jest kwestią czasu, kiedy przerżną z kretesem. Dlaczego? Bo teraz żeby wyhodować czempiona wystarczy kilka dobrych klaczy i modna mrożonka, której używają wszyscy. Mniejsi prywatni hodowcy są bardziej mobilni, mają coraz większe możliwości promocji i mają kasę. Państwowa hodowla jest przy nich gigantyczną nieruchawą, wiecznie niedoinwestowaną strukturą, a potencjał i wielkość, które przez lata były jej atutem, w tej sytuacji są raczej balastem.

Kuhailan Afas, fot. archiwum
Kuhailan Afas, fot. archiwum

Wracam do pytania postawionego w tytule. Jaki jest sens utrzymywania trzech wielkich molochów, skoro ich sukcesy zaczynają być na poziomie prywatnej stadniny pana P, pana Y, czy pani Z? Roman Pankiewicz mawiał, że polski potencjał hodowlany to paleta barw. Im więcej kolorów ma do dyspozycji malarz, tym piękniejsze, pełniejsze, bardziej poruszające dzieło jest w stanie stworzyć. Uważam, że państwowa hodowla ma rację bytu, tylko w sytuacji, kiedy będzie paletą hodowlanych barw, kiedy zachowa, ba reaktywuje tradycyjne polskie linie i rody. Tu jest jej siła i tego nie potrafi zrobić nikt inny. W przeciwnym razie jest zwyczajnie niepotrzebna.

Przez lata niemal wszyscy marzyli, żeby mieć takie konie my, dzisiaj my mamy takie konie jak wszyscy. A receptura jest prosta i sprawdzona od stuleci: piękny i dzielny, taki był polski arab i nikomu, tak jak nam, nie udawało się takich koni hodować. Czy to można jeszcze odtworzyć? Pewnie tak, chociaż powoli zaczyna być słychać ostatni dzwonek. Tylko czy w dzisiejszej rzeczywistości komuś starczy wyobraźni, chęci, talentu, czy dostanie odrobinę spokoju w działaniu i czy w ogóle ktoś taki jest na horyzoncie?

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.