Reklama
Podkowa – symbol szczęścia dla jeźdźca i nieszczęścia dla konia

Ludzie i Konie

Podkowa – symbol szczęścia dla jeźdźca i nieszczęścia dla konia

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Wielkimi krokami zbliżamy się do trzech najważniejszych pokazów europejskich, które tworzą tzw. Trójkoronę. Po raz kolejny zgromadzą one najpiękniejsze konie arabskie całego globu, które będą ostatecznie walczyć o tytuły Czempionów Świata. Świetnie przygotowane, podkute, dobrze odkarmione (a czasem wręcz upasione) oraz odpowiednio upiększone wystąpią przed rzeszą rozentuzjazmowanych widzów. I znów pojawią się pytania i wątpliwości – na ile jest to zgodne z ich naturą oraz jak wielki wpływ wywiera na ich zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne?

Niektóre odpowiedzi możemy znaleźć w książce „Kopyta doskonałe”, której autorem jest Jakub Gołąb – lekarz weterynarii, legitymujący się wieloletnim doświadczeniem w hodowli koni. Autor w 230-stronicowej, bogato ilustrowanej książce zabiera głos w dyskusji o zdrowiu koni. Odważnie zwraca uwagę na fakt, że nadmierne przywiązanie do tradycyjnej wiedzy wyrządza zwierzętom wiele szkód: – Sposób, w jaki zostaliśmy nauczeni utrzymywać, strugać i kuć konie, stoi w jawnej sprzeczności z tym, do czego zostały stworzone. Nic więc dziwnego, że reagują kontuzjami, chorobami i różnego rodzaju „problemami”, które próbujemy naprawić, stosując te same metody, które do nich doprowadziły – pisze.

Książka podzielona jest na trzy rozdziały. Pierwsza część poświęcona jest budowie oraz funkcji kopyta i wyczerpująco opisuje wszystkie struktury anatomiczne, a także mechanizm służący absorbowaniu i amortyzowaniu uderzenia kopyta o ziemię, odpowiedniemu rozłożeniu ciężaru i działających sił oraz wspomożeniu serca w krążeniu krwi w kończynie.

Rozdział drugi, „W stronę kopyt doskonałych”, ukazuje dziedzictwo przeszłości, które ukształtowało współczesnego konia: – Ciągłe poszukiwanie jedzenia, ucieczki przed drapieżnikami i wędrówki do nielicznych wodopojów skutkują tym, że poza krótkimi okresami snu/odpoczynku dziki koń jest w ciągłym ruchu. To przyczyniło się do powstania kopyta – tworu przystosowanego do poruszania się po każdym rodzaju terenu. W zależności od środowiska, w jakim koń żyje i się porusza, kopyto adaptuje się do różnie działających sił i erozji, zmieniając swój kształt i tempo wzrostu rogu – czytamy.

Autor zwraca uwagę na obecność stada jako istotnego czynnika promującego ruch. Towarzystwo innych koni, oprócz zapewnienia różnorodnych interakcji koniecznych dla zdrowia psychicznego każdego osobnika, dostarcza również powodów do ruchu. Konie w zabawie ścigają się i uciekają od tych, które je prześladują. Szczególnego znaczenia nabiera towarzystwo innych koni w przypadku źrebiąt. – Stado dorosłych koni nie będzie prowokowało źrebaka do ruchu. Do tego konieczne jest towarzystwo rówieśników lub przynajmniej źrebiąt w zbliżonym wieku, z którymi młody koń będzie mógł wchodzić w interakcje. Koń samotny nie ma po co się ruszać – zauważa autor.

Brak ruchu prowadzi do niedorozwoju struktur amortyzujących kopyta, czyli strzałki gąbczastej i chrząstek kopytowych. U dzikiego konia rozrost tych struktur stymulowany jest właśnie przez ruch – tysiące uderzeń kopyta o ziemię dziennie od chwili urodzenia. Co ważne, kluczowa w tej stymulacji jest przemienność nacisku i braku nacisku. U konia domowego tej stymulacji brak. Z czego to wynika? – Wystarczy porównać ze sobą dystans przebywany przez „dzikiego” konia (ok. 20-30 tys. kroków dziennie) z końmi domowymi utrzymywanymi na pastwiskach (5-6 tys. kroków dziennie) i w boksach 24 h/dobę (ca 800 kroków dziennie), żeby zrozumieć, jak ogromna jest skala problemu – wyjaśnia autor.

Za wszelką cenę powinniśmy więc dążyć do zwiększenia ilości ruchu. Nie łudźmy się, że intensywne bieganie przez 10 minut pozwoli koniowi nadrobić godziny spędzone w zamknięciu. – To nic nie da – liczy się nie prędkość, lecz ilość uderzeń kopyta o ziemię w ciągu doby – czytamy.

Niespodziewanie w rozdziale tym blisko 50 stron poświęcono żywieniu. Dowiadujemy się, dlaczego tradycyjne żywienie jest złe w odniesieniu do anatomii końskiego przewodu pokarmowego i fizjologii trawienia: – Koń przez miliony lat przystosował się do pasienia, do zgryzania ubogiej, ale bardzo zróżnicowanej roślinności przez cały dzień w ciągłym ruchu. A my zamknęliśmy go w boksie, ograniczając jedzenie do trzech porcji paszy treściwej dziennie i racji siana, zawierającego góra kilka gatunków traw. Koń, całkowicie nieprzystosowany do takiego żywienia, zareagował kolkami, zapaleniem tworzywa, ochwatem, otyłością, insulino opornością i wieloma innymi schorzeniami – oto wyjaśnienie.

Ostatni podrozdział opisuje krok po kroku wykonanie prawidłowego strugania pielęgnacyjnego, czyli sposób korygowania kopyta nadmiernie wyrośniętego przez niedobór ruchu. Podaje przy tym praktyczne wskazówki oraz wskazuje problemy, na które należy zwrócić uwagę. Jak się okazuje, czynność ta nie jest zbyt skomplikowana i przy odrobinie dobrych chęci łatwo ją opanować.
Trzecia część książki poświęcona jest rehabilitacji. To właśnie dla tego fragmentu większość czytelników sięga po tę lekturę. Zwłaszcza gdy ich koniom daleko do doskonałości. Najważniejszym czynnikiem gwarantującym przywrócenie poprawnej funkcji i w pełni sprawnego mechanizmu kopyta jest ruch: – Dążymy do przekształcenia kopyta, a to przekształcenie możliwe jest tylko wtedy, gdy kopyto w odpowiedzi na odpowiednią stymulację zacznie się zmieniać i rosnąć inaczej. Jeśli koń będzie stał, niewiele się zmieni, co najwyżej poprawimy w pewnym zakresie jego komfort, ale prawdziwa rehabilitacja – przywracanie pierwotnej (czy też oczekiwanej) sprawności – wymaga ciągłej pracy mechanizmu kopyta w celu jego odpowiedniego ukrwienia, wzrostu rogu i rozbudowy uszkodzonych lub niedokształconych struktur – pisze autor.

Zatem co zrobić, by przywrócić sprawność kopyt? Odpowiedź twórcy książki zawiera się w jednym słowie – rozkuwamy! Tych, którzy nadal mają wątpliwości, powinna przekonać obszerna liczba negatywnych skutków kucia, na której znajdują się m.in. znaczne upośledzenie amortyzacji, mechaniczne uszkodzenie ściany kopyta, osłabienie podeszwy, nienaturalne rozłożenie ciężaru, czy upośledzenie krążenia. Autor podkreśla przy tym, że w procesie rehabilitacji najważniejsza jest cierpliwość. Musimy „zaufać kopytom”, że potrafią naprawić uszkodzenia. Jeśli tylko uda nam się skłonić mechanizm kopyta do poprawnego funkcjonowania, kopyta się naprawią. I to znacznie lepiej, niż jesteśmy skłonni przypuszczać.

Dla uciekającego zwierzęcia stepu nie istnieje nic bardziej nienaturalnego niż zamknięcie w ciasnej przestrzeni, zarówno pod względem fizycznym, jak psychicznym. Przyczyną większości końskich problemów, w tym schorzeń kopyt, jest nasze postępowanie. Duża część odpowiedzialności za tę niewiedzę spoczywa na lekarzach weterynarii i kowalach. Jednak to nasza niechęć do samodzielnego myślenia i uleganie presji środowiska krzywdzi i unieszczęśliwia, nieraz na długie lata, nasze zwierzęta. Zróbmy z podkowy również symbol końskiego szczęścia i zamieńmy jej miejsce, przenosząc ją z końskiej nogi na ścianę w stajni…

Jakub Gołąb: „Kopyta doskonałe. Naturalna pielęgnacja i rehabilitacja”, Wydawnictwo IPS, Wydawnictwo Tartak Wyrazów, Warszawa 2011, str. 232

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians
Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze korzystanie ze strony oznacza, że zgadzasz się na ich użycie.