Reklama
Z dziennika Atamana: Buńczuk, Murat-Nur i Braurowskie kuhailany

Ludzie i Konie

Z dziennika Atamana: Buńczuk, Murat-Nur i Braurowskie kuhailany

Krzysztof Czarnota z ogierem Murat-Nur, fot. archiwum autora
Krzysztof Czarnota z ogierem Murat-Nur, fot. archiwum autora

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email

Na początku dwa tysiące jedenastego roku, pułkownik naszego Bractwa przybył z informacją, że gdzieś daleko w Rzeczypospolitej, stoi jeszcze słynny Braurowski kuhailan Murat-Nur i, że jest do sprzedania. Nie myśleliśmy długo i parę dni później pojawił się w naszym zaścianku bez mała dwudziestosiedmioletni ogier. Nie byłem fanem koni Zygmunta Braura, prawdopodobnie dlatego, że w odpowiednim czasie nie trafiłem na nie, a moje serce skradła sporo wcześniej linia Miry. Ale Murat-Nur był jednym z dwóch najgłośniejszych ogierów jakie wyhodował pan na Dobrowie. Ben-Comet po Czardasz od Murcji, po udanej karierze na Służewcu został wyeksportowany do Stanów. Murat-Nur po Banacie pozostał w kraju. Jego matką była zjawiskowa kuhailanka Murat-Hanum. Nigdy jej nie widziałem, ale mój wielki mentor Roman Pankiewicz twierdził, że w każdej państwowej stadninie robiłaby za gwiazdę. Można nie lubić koni Braura, można podważać jego hodowlaną filozofię, wyśmiewać koncepcje, można kompletnie nie czuć całej tej kuhailańskiej narracji, ale nie da się zaprzeczyć jednemu: kuhailany Zygmunta Braura były, są i będą rozpoznawalne, i kultowe, podczas gdy znakomita większość nawet przyzwoitych koni rozpływa się w morzu nijakości.

Kiedy Murat-Nur stanął w naszej Krainie, byłem cokolwiek zaskoczony. Zgodnie z papierem spodziewałem się mocnego, kościstego, obdarzonego temperamentem kuhailana, którym w istocie był, myślałem tylko, że będzie brzydszy. Tymczasem stanął przed nami wprawdzie zmęczony życiem i latami ogier, ale niesamowitej urody. Głowa, oko, osadzenie szyi, jakiś błysk i nieuchwytny czar. Zaryzykowałbym, że był bardziej finezyjny niż jego wielki ojciec. Cel był bardzo prosty, ochuchać ogiera na ile to możliwe i pokryć chociaż jedną klacz. Początki były obiecujące, koń szybko łapał formę, a nasza lekka juniorka zaczęła stępować na nim w Namiocie Chana, aby rozruszać cokolwiek stare kości. Kiedy przyszła wiosna koń pasł się w podwórku, a nasz czteroletni wówczas syn karmił go z ręki majową trawą.

Ogier hodowli Zygmunta Braura - Murat-Nur, fot. archiwum autora
Ogier hodowli Zygmunta Braura – Murat-Nur, fot. archiwum autora

Próbował kryć, ale nasienie nie miało już żywotności. Któregoś dnia poczuł się słabiej, a lekarz stwierdził, że jego serce nie jest już najmocniejsze. Podał leki i przez chwilę znowu było dobrze, niestety sytuacja wkrótce się powtórzyła, koń wchodził w smugę cienia i nie było na to rady. Wreszcie musiałem podjąć decyzję, którą ludzie będący blisko ze zwierzętami od czasu do czasu biorą na swoje barki. Zaprzyjaźniony koniarz powiedział, że w dawnej Polsce była taka tradycja, że kiedy odchodził słynny koń, obcinało mu się ogon, a następnie wykonywało z niego buńczuk. Nie byłem w nastroju do takich rzeczy, ale on postąpił zgodnie ze staropolskim obyczajem. Robotę wykonał inny członek Bractwa i tak zamiast potomstwa Murat-Nura, mam buńczuk z jego ogona. Zakładam go na konia jeśli nadarzy się szczególna okazja. Na co dzień wisi w Atamanówce przypominając mi Murat-Nura, Zygmunta Braura i jego legendarne kuhailany.

Buńczuk z ogona Murat-Nura (Banat - Murat-Hanum), fot. archiwum autora
Buńczuk z ogona Murat-Nura (Banat – Murat-Hanum), fot. archiwum autora

Podziel się:

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on whatsapp
WhatsApp
Share on email
Email
Reklama
Reklamy
Nashwan Al Khalidiah

Newsletter

Reklamy
Equus Arabians